Hunger games

Hunger games

0 komentarzy

…czyli życie studenta medycyny w blogu opisanie.
Dla wszystkich z Was, którzy decyzję o wyborze ścieżki zawodowej mają jeszcze przed sobą i są ciekawi, jak to faktycznie na tych studiach medycznych jest. Dla jeszcze studiujących, chcących wiedzieć, czy inni towarzysze niedoli mają równie ciężko. Wreszcie, dla młodych i starych pryków – już lekarzy – by mogli uronić sentymentalną łezkę wzruszenia. Dla wszystkich Was mam do polecenia blog opisujący perypetie studenta medycyny spisane na kanwie osobistych doświadczeń autora – blog erjota-zzyciastudenta.

Początki bloga sięgają końca roku akademickiego 2010/11, kiedy to tytułowy bohater dając upust swej prokrastynacji zmieszanej z desperacją przedsesjową przelewa swoje strachy do Internetu. I jeśli czegoś zabrakło w mojej własnej przygodzie z Erazmusem, to właśnie tej śmiałości / determinacji żeby zrobić to samo, czyli założyć coś w rodzaju e-pamiętnika.
Koniec – bo według własnych słów autora więcej wpisów już nie będzie – datuje się na początek 2014 r., niedługo po otrzymaniu przez protagonistę PWZ – stąd też obecny tytuł w nagłówku, nieco niespójny z adresem www: „Z życia lekarza stażysty, czyli nabywając pełne prawo wykonywania zawodu”.

Tak oto mamy do dyspozycji na oko kilkudziesięciostronicową „powieść” o przemianie studenta w lekarza. „Zzyciastudenta” jest o tyle wartą uwagi stroną, że, jak niewiele polskich blogów, ujmuje temat całościowo. Erjota zaczął pisać będąc na 5-tym roku na Erazmusie, ale nie omieszkał dosyć szczegółowo opisać studenckiego życia z lat wcześniejszych. Jako całokształt daje to więc dobre pojęcie o tym, jak wyglądają studia medyczne dla potencjalnie zainteresowanych maturzystów (lub co bardziej zdeklarowanych młodszych nastolatków). Dla studentów i młodych lekarzy daje okazję na podnosowy uśmiech do wszelkich nieobcych sytuacji, jak przedegzaminacyjny stres, zajęcia z lekarzem – despotą, czy medyczne imprezy.

Poziom niektórych wpisów może i nie sięga ambicją dalej niż zdanie „zjadłem bułkę i przeczytałem 40 stron farmy”, ale hej – o to właśnie chodzi w blogu. Styl jest żywy i „bez ściemy” – Erjota nie udaje kogoś, kim nie jest, nie próbuje koloryzować wydarzeń. Czytając go mam wrażenie, jakbym rozmawiał ze znajomym ze studiów – i to właśnie sprawiło, że „Zzyciastudenta” zjednał sobie grono stałych fanów.

Nie mniej ważnym fragmentem bloga jest opis Erazmusowej rzeczywistości – szczególnie w tym względzie polecam zacny w długości post Erasmus?? Why not ?? , w którym bez pudła opisuje wszelkie rozterki początkującego erazmusa :).

Oczywiście, można zarzucić autorowi, że blogowi jako całości brakuje podsumowania części stażowej przygód autora. Niepokój budzi również gwałtowne i ucinające wszystko pożegnanie z czytelnikami. Ale cóż, wszyscy jesteśmy ludźmi. Różne perypetie życiowe wikłają nam plany, pozostaje mi więc życzyć doktorowi Erjocie powodzenia w dalszej karierze, a Was – zaprosić do lektury.

PS. A tu krótkie wyjaśnienie tytułu

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
0 komentarze

Bądź pierwszym, który skomentuje.

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się