Staż podyplomowy: teraz jesteś już dużym lekarzem

Staż podyplomowy: teraz jesteś już dużym lekarzem

0 komentarzy

Staż podyplomowy to czas wyjątkowy pod wieloma względami.
Upragniony koniec studiów, dyplom lekarza w ręku i w końcu… możliwy bezpośredni kontakt z pacjentem! Dla jednej grupy młodych lekarzy rok stażu to czas luzu zawodowego, zakuwania do LEKu. Dla innych to rzucenie na głęboką wodę, zderzenie z rzeczywistością i przede wszystkim czas wyboru specjalizacji. Ja zdecydowanie należałam do tej drugiej grupy!

Ginekologia i położnictwo podbiła moje serce już po pierwszym roku studiów. Na praktyki pielęgniarskie trafiłam właśnie na ten oddział. Z upływem lat moje zainteresowanie tą dziedziną medycyny tylko się pogłębiało, jednak progi na rezydenturę w owej specjalizacji działały zdecydowanie odpychająco. Staż podyplomowy miał być kluczowym momentem przed podjęciem ostatecznej decyzji, chociaż w głębi duszy nie wyobrażałam sobie zrezygnować ze swojego marzenia.

Szybko pokazałam zespołowi swoje zainteresowanie tematem, dzięki czemu i oni chętnie dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem.Czas spędzony na oddziale ginekologii i położnictwa w rodzimym stażowym szpitalu był niezwykły. Szybko pokazałam zespołowi swoje zainteresowanie tematem, dzięki czemu i oni chętnie dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem. Miałam okazję asystować do wielu skomplikowanych operacji, jak i drobnych zabiegów, uczyć się wykonywania podstawowych procedur samodzielnie, takich jak: szycie krocza, badanie USG płodu, czy po prostu wstępna diagnostyka pacjentów na Izbie Przyjęć.

Jak każdy stażysta przeszłam również przez etap papierologii i robienia kawy, po kilku tygodniach pracy zostałam zapytana „A nie chciałabyś u nas zostać?”Jak każdy stażysta przeszłam również przez etap papierologii i robienia kawy, ale wyszłam z założenia, że skoro każdy przez to przeszedł to ja też dam radę. Po kilku tygodniach pracy zostałam zapytana „A nie chciałabyś u nas zostać?”. Pytanie zabrzmiało tak nierealnie, że zamilkłam ze zdumienia. „No oczywiście!” – odpowiedziałam, tym samym dostając zaproszenie na dyżury towarzyszące. Najpierw dwa razy w tygodniu na całą dobę, czasem i 3 razy w tygodniu. Doświadczenie było niesamowite. Zderzenie z rzeczywistością podyżurowego zmęczenia, pędem pracy i stresem. Wracając do tego myślami nie jestem pewna czym tak naprawdę się stresowałam, wydaje mi się, że było to moje pierwsze poczucie odpowiedzialności za zdrowie i życie moich pacjentów. Dla znajomych stażystów byłam ewenementem i swego rodzaju szaleńcem, aczkolwiek ja wiedziałam, że warto.

Podczas jednego z dyżurów na Izbę Przyjęć wjechał przysłowiowy „ostry brzuch”. Dla trzeciego dyżuranta sprawa bardzo ekscytująca – operacja o 23! Na blok, szybkie decyzje, otwarcie brzucha. Pęknięta torbiel jajnika, tak jak podejrzewaliśmy. W pewnej chwili dzwoni telefon na blok operacyjny „Pani doktor! Jest pani wzywana na salę porodową!”. Początkowo w ogóle nie zrozumiałam, że prośba dotyczy mojej osoby, ale przecież przy stole operacyjnym stało 3 lekarzy, a ja byłam jedyną kobietą. Szef dyżuru kazał mi natychmiast odstąpić od operacji. W błyskawicznym tempie się przebrałam i pobiegłam na salę porodową. Okazało się, że pacjentka, którą rano przyjmowałam do porodu ma pełne rozwarcie, więc wzywano lekarza do porodu. Pacjentka poprosiła konkretnie o mnie! Pani położna spojrzała na mnie wymownie i szepnęła mi do ucha „Chcesz przyjąć poród? Pacjentka bardzo Cię polubiła… Myślę, że i dla niej i dla Ciebie będzie to niezwykłe wydarzenie. Ja tutaj cały czas będę”.

Na blok porodowy przyszedł szef dyżuru. Obejrzał moją pacjentkę, spojrzał na mnie, podał mi rękę i powiedział „Teraz jesteś już dużym lekarzem”.Do porodu asystowałam już wielokrotnie ale po raz pierwszy miałam przyjąć go samodzielnie! Zgodziłam się bez wahania.Po 30 minutach na świat przyszła mała Hania 3390/56 cm, 10 pkt Apgar. Pacjentka ścisnęła mnie za rękę i powiedziała „Dziękuję Pani doktor, cieszę się, że była Pani przy mnie”. Emocje były niesamowite. Obecność przy porodzie jest mocno wzruszająca, a jego przyjęcie to dużo silniejsze wrażenia. W czasie opisywania dokumentacji medycznej na blok porodowy przyszedł szef dyżuru. Obejrzał moją pacjentkę, spojrzał na mnie, podał mi rękę i powiedział „Teraz jesteś już dużym lekarzem”.

Zawsze, gdy mam chwilę zwątpienia wynikającą z braku sił, albo różnych innych przeciwności stawianych nam na drodze przypominam sobie „mój pierwszy poród”. Zarówno wspomnienie pacjentki, jak i słów uznania od lekarza utwierdzają mnie w przekonaniu o dobrym wyborze i dają siłę na więcej. Dla takich chwil właśnie zostajemy lekarzami, dlatego w chwilach zwątpienia i rezygnacji pamiętajmy, że… WARTO!


Mela

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się