Bartłomiej Matyszewski z inicjatywy “Medycy na ulicy” o kryzysie bezdomności w czasie pandemii.

Bartłomiej Matyszewski z inicjatywy “Medycy na ulicy” o kryzysie bezdomności w czasie pandemii.

0 komentarzy

 Przed Dworcem Centralnym w Warszawie ustawia się kolejka. To podopieczni, oczekujący na zespół “Medyków na ulicy”, który od 10 lat zapewnia opiekę medyczną osobom w kryzysie bezdomności.  “Dyżury przy murku” odbywają się regularnie w poniedziałki i piątki.  Ale to nie wszystko, bo “Fortior- Fundacja dla wielu”  zapewnia także kompleksową pomoc i szansę na wyjście z kryzysu.

BML: Od kiedy działacie? Jak zrodziła się ta inicjatywa? 

Bartłomiej Matyszewski: Nieoficjalnie “Medycy na ulicy” działają od ponad 10 lat. Inicjatywa zrodziła się trochę przypadkiem. Ania Jastrzębska - fundatorka “Fortior-Fundacji dla wielu” - wraz z przyjacielem przechodziła w okolicy Dworca Centralnego w Warszawie. Zatrzymali się, by pomóc potrzebującemu. Pomogli mu raz, drugi... Kiedy ich podopieczny przyprowadził swoich kolegów, również wymagających medycznej pomocy, Ania wraz przyjacielem zaangażowała swoich znajomych medyków. I tak to już się “turla” kolejny rok.

W ciągu tych 10 lat zarówno Ania jak i reszta zespołu rozwija się, zdobywa wiedzę specjalistyczną w zakresie pomocy osobom w kryzysie bezdomności. Sukcesywnie, acz z wielkim trudem, łamiemy stereotypy, wprowadzając nowoczesne technologie i standardy leczenia tak, aby nieść pomoc z możliwie najlepszym skutkiem, jednocześnie cały czas pamiętając o holistycznym podejściu do podopiecznego.

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

Ile osób liczy Wasz zespół?

Obecnie pracujemy w przeszło 20-osobowym zespole, składającym się wyłącznie ze specjalistów w dziedzinie medycyny oraz opieki socjalnej.

Jak zmieniła się Wasza organizacja pracy w pandemii? Ilu pacjentów zgłasza się do Was podczas jednego dyżuru?

Podczas pandemii staraliśmy się nie wynajdywać koła od nowa, a zwyczajnie zaszczepić  procedury proponowane przez sanepid i Światową Organizację Zdrowia, wykorzystując środki ochrony osobistej i dbając o bezpieczeństwo własne. Z pomocą przyszła nam też policja dworcowego komisariatu oraz ochrona dworca, egzekwując stosowanie się do środków zapobiegawczych takich jak: zachowanie odległości między podopiecznymi. Z tego miejsca chcemy też ogromnie podziękować wszystkim, którzy przekazywali nam środki ochrony indywidualnej oraz środki dezynfekcyjne. Nasza praca opiera się o wolontariat, a w sytuacji kiedy te środki stały się wyjątkowo drogie, pomoc społeczeństwa i innych organizacji okazała się nie do przecenienia.

Najczęściej zgłasza się do nas kilkanaście osób podczas jednego dyżuru, jednak im cieplej, tym ta liczba zbliża się do 40, a nawet więcej.

Wczoraj otrzymaliśmy informację o kolejnym podopiecznym, który zmarł podczas epidemii. I jeszcze nigdy nie było tak wielu młodych ludzi. Nawet roczniki ’97, ‘95… Zmieniły się potrzeby, jest dużo więcej pracy i jest ona dużo trudniejsza, ale potrzebujących jest mniej więcej tyle samo ile w analogicznym okresie w poprzednich latach.

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

Z jakimi medycznymi problemami spotykacie się obecnie najczęściej? 

W zasadzie na ulicy mamy pełen przekrój. Tam, gdzie jesteśmy w stanie pomagać własnymi siłami i środkami, tam pomagamy. I najczęściej jest to pomoc w zmianie opatrunków, pomoc w wykonaniu zaleceń lekarskich i wszystkie okołomedyczne czynności, które normalnie jesteśmy w stanie wykonać w domu. Jednak lwia część naszej pracy to pomoc socjalna i psychologiczna. Lata pracy w bezpośrednim kontakcie z przeróżnymi ludźmi w kryzysie bezdomności pokazują, że uzależnienie od alkoholu czy innych używek to tylko wierzchołek góry lodowej i bardzo rzadko jest podstawowym problemem i powodem bezdomności. Przerażająca liczba naszych podopiecznych jest ofiarami przemocy już od lat dziecięcych i mam tu na myśli również przypadki skrajnie bestialskiej przemocy seksualnej. Pozostawieni sami sobie w małych miejscowościach, nie mogli liczyć na pomoc. Kiedy weszli w dorosłość, została im tylko ulica, bo nikt nie nauczył ich normalnego życia. Zgłaszają się do nas również osoby z problemami wynikającymi z przebytych wypadków, spotykamy weteranów misji poza granicami kraju, którzy borykają się z obrazami, których nikt nie chciałby zobaczyć, a dla nich było chlebem powszednim. Spotykamy ludzi, których los bardzo surowo doświadczył. I nikomu nie odmówimy pomocy. 

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

Jak zmieniło się życie osób w kryzysie bezdomności w czasach pandemii? 

Osoby w kryzysie bezdomności, czyli osoby będące w kręgu społecznego wykluczenia zostały wykluczone jeszcze bardziej. Natomiast dobra organizacja i silna współpraca organizacji pozarządowych przy współpracy stołecznego ratusza poskutkowały adekwatnym wsparciem zarówno w zakresie edukacji jak i pomocy socjalnej oraz medycznej. 

 Wszyscy staramy się być na bieżąco. Z mediów płyną komunikaty o obecnej sytuacji oraz zalecenia jak uchronić się przed zakażeniem. Jak wygląda dostęp do informacji Waszych podopiecznych? 

Najtrudniej było na początku pandemii. Edukacja w zakresie zdrowotnym u osób z kręgu wykluczenia jest na dość niskim poziomie. Zdarzały się pytania o to, czy nowo powstałe rany mogą być objawem koronawirusa i było to pytanie śmiertelnie poważne. Sukcesywnie udało się wprowadzić sensowną edukację, dystrybuować maseczki ochronne i dzisiaj można powiedzieć, że nasi bezdomni podopieczni są z jednej strony świadomi zagrożenia, ale z drugiej strony umieją sobie z nim radzić. Wiedzą jak się przed nim chronić, gdzie mogą prosić o pomoc w razie zaobserwowania u siebie objawów, które potrafią już lepiej określić.

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

Jak algorytmy postępowania z Sars-COV2 sprawdzają się wobec Waszych podopiecznych? Czy osoby zakażone wirusem, które nie wymagają hospitalizacji, mają realną możliwość skorzystania z wyznaczonych miejsc izolacji?

Tak. Jak już wcześniej wspomniałem, w razie zakażenia nie wynajdujemy koła od nowa, a stosujemy się do zaleceń sanitarno-epidemiologicznych. Podmioty prowadzące schroniska zorganizowały możliwość odbycia kwarantanny przed przyjęciem do ośrodka. Powstały również dodatkowe miejsca, w których taką kwarantannę można odbyć, nazywamy je miejscami buforowymi.

 Jak wygląda program Dach nad Głową? Ilu podopiecznych obecnie z niego korzysta? Ilu osobom udało się pomóc wyjść z kryzysu?

“Dach nad głową” jest skrupulatnie przygotowanym i przemyślanym programem wychodzenia z kryzysu. Kiedy spotykamy człowieka w kryzysie czy to suicydalnym, czy to w kryzysie bezdomności, czy to przebiegu choroby, w pierwszej kolejności staramy się zaspokoić jego najbardziej podstawowe potrzeby. Zgodnie z piramidą Maslowa-pierwsze piętro- czyli jeść, pić i spać. W dalszej kolejności- leczenie, jeśli tego wymaga. I w ten sposób nasz podopieczny najpierw trafia do schroniska lub szpitala. Nie wszyscy tego wymagają, ale schemat pracy właśnie tak wygląda. W dalszej kolejności, kiedy podstawowe potrzeby fizjologiczne i potrzeby bezpieczeństwa są zaspokojone, do pracy wkracza nasz psychotraumatolog. Terapia zakłada pracę przez 8 do 12 tygodni i w tym czasie jesteśmy w stanie przygotować człowieka, by powoli wracał do "normalności". Bardzo często jest tak, że nasz podopieczny samodzielnie wraca do normalnego życia, ale bywa też tak, że zachodzi potrzeba dłuższego wsparcia, na przykład terapeutycznego lub spłacanie długów lub regulacji sytuacji prawnej. Wtedy taki człowiek trafia do mieszkania treningowego i ma szansę na powrót do normalności.

Projekt "Dach nad głową" niedawno obchodził swoje pierwsze urodziny. Pierwszy z beneficjentów programu kilka miesięcy temu już poszedł "na swoje" i dzisiaj jest bardzo aktywnym członkiem zespołu Fundacji Fortior. Na ten moment pracujemy z kolejnymi trzema osobami. Praca nie jest łatwa, wymaga dużo poświęcenia, pochłania dużo czasu, ale obserwując, jak rozwijają się nasi podopieczni stwierdzam, że zdecydowanie warto. 

Ilu osobom udało się wyjść z kryzysu dzięki naszej pomocy? W ramach programu "Dach nad głową" dwóm, ale bez wykorzystania narzędzia, jakim jest mieszkanie treningowe, to śmiało można powiedzieć, że na przestrzeni lat jest to ponad 100 osób. Trzeba tutaj zaznaczyć, że jesteśmy bardzo małą organizacją, która działa na ograniczonym obszarze. 

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

W społeczeństwie krąży wiele stereotypów dotyczących osób w kryzysie bezdomności. W jednym z postów wspominacie, że pracujecie nad kampanią, która poruszy ten problem. W jaki sposób chcecie te stereotypy odczarować?

Tak, to prawda, że krąży wiele stereotypów. I jak to już jest ze stereotypami, wiele z nich jest krzywdzących i niewiele mają wspólnego z prawdą. Tak jak już wspominałem, bezdomność zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie sięgnięcia po kieliszek. Osoba w kryzysie bezdomności stereotypowo to brudny Pan Żul. Tylko warto wiedzieć, dlaczego tak jest. Na kilka tysięcy osób bezdomnych w Warszawie jest około 10 kabin prysznicowych. Nie trzeba wiele dopowiadać - w takiej sytuacji wyjątkowo trudno zadbać o higienę. A kiedy jest się ofiarą przemocy, często skrajnie bestialskiej, często już od dziecka, kiedy straciło się wszystko w swoim życiu, na przykład tracąc całą rodzinę w wypadku, albo kiedy spłonęła cała firma, spychając w wielomilionowe długi, albo zwyczajnie nikt nie nauczył funkcjonowania w społeczeństwie, to zwyczajnie nie da się wytrzymać tego na trzeźwo. Ulica bardzo mocno doświadcza, ale kiedy poznać człowieka bliżej, to okazuje się że Pan Żul jest weteranem, lekarzem, politykiem, murarzem, pielęgniarką, kierowcą. I mógłby wieść normalne życie, ale już nie potrafi, a przynajmniej tak mu się wydaje i naszym zadaniem jest pokazać, że jednak można inaczej. Kampania miała już swoją pierwszą odsłonę 29.05 czyli w Dzień Weterana. Na dwóch spotach pokazujemy, że pod brudnym swetrem czasami kryje się ktoś, kogo byśmy nie podejrzewali o to, że wylądował na ulicy. W tej kampanii podnosimy problem bezdomności weteranów. Ale to nie jest nasze ostatnie słowo w łamaniu stereotypów.

Na Waszym fanpage umieściliście informację o Waszych planach literackich- książka dla dzieci z rodzin, dotkniętych kryzysem. Na jakim etapie są prace? 

 Prace z książką są na etapie przygotowania ilustracji.

 Czujecie się bezpiecznie? Jak wygląda Wasz dostęp do środków ochrony i testów? 

Raczej tak, ale głównie dlatego, że na co dzień pracujemy w na tyle niebezpiecznych warunkach, że stały się dla nas czymś oczywistym. Dostęp do testów mamy, tak jak każda organizacja, która włącza się aktywnie w walkę z epidemią.

Jak może Wam pomóc środowisko medyczne?

Jeśli ktoś ze specjalistów ma ochotę zrobić coś dobrego, to zapraszamy do wolontariatu. Staramy się też zmieniać stereotypy i stosować najwyższe standardy w pomocy i leczeniu. Serdecznie zapraszamy na szkolenia dla profesjonalistów organizowane przez specjalistów Fundacji Fortior. Dzięki nim możemy nieść najlepszą pomoc, na jaką stać polskich specjalistów. 

A nie tylko medyków ale i szerszą publiczność zapraszamy do wspierania nas na Patronite: www.patronite.pl/medycynaulicy

Źródło - fanpage "Medycy na Ulicy"

 

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się