Będąc Młodym Rezydentem: o miejscach szkoleniowych słów kilka

Będąc Młodym Rezydentem: o miejscach szkoleniowych słów kilka

0 komentarzy

Po nierównej i skazanej na porażkę walce serca z rozumem, biciu się z myślami masz swojego faworyta – swoją dziedzinę medycyny, w której chcesz się specjalizować. Jednak wciąż żyjesz w niepewności ucząc się do Egzaminu. Zdajesz go – okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Niecierpliwie czekasz, dni dłużą się w nerwowym wyczekiwaniu. I nagle jest – pojawia się upragniona lista dostępnych miejsc szkoleniowych. Wzrokiem omiatasz wszystkie pozycje w poszukiwaniu tej jednej jedynej. Patrzysz i… ?

Ruchem konika szachowego omijam wątek sposobu podejmowania decyzji o wyborze specjalizacji, bo każdy jest dobry, o ile na końcu znajduje się “–logia”. A o słuszności wyboru dowiesz się za kilka lat, jeżeli będziesz się spalać wolniej niż koledzy ze studiów.

Tak, zdecydowałeś się na jedną, wymarzoną. Tak, zdałeś egzamin już w poprzednim podejściu. Wynik: przyzwoity, więc dla spokoju sumienia ostro uczysz się do ostatniego podejścia – przecież nie masz pojęcia, ile miejsc szkoleniowych zostanie przyznanych. Żyjesz w niepewności i napięciu, studiując po raz trzeci, ze wzrastającym obrzydzeniem, grube tomiszcza wykazu CEM.

I nagle pojawia się upragniona i wyczekiwana lista. Patrzysz i … ? Bazując na przykładzie trzech ostatnich rozdań, jest ogromna szansa, że Twoje również będzie szczęśliwe, że masz szansę zostać jednym z 40-tu Śląskich okulistów, 30-tu krakowskich ginekologów, kilku szczecińskich dermatologów lub zasilić poczet internistów, pediatrów lub lekarzy rodzinnych. "Ale to już było, lecz czy wróci więcej?" – parafrazując Marylę – nie wie nikt. Jest po wyborach, nad krajem wisi realne widmo strajku w całym systemie ochrony zdrowia, a miejsca zostały rozdane na najbliższe 5-7 lat. Ilu szkolących się Koleżanek i Kolegów zakończy kurs w tym roku? Ile jednostek utrzyma akredytację? I w końcu – ile rezydentur przyzna Ministerstwo?

Mam głęboką nadzieję, że mój przesiąknięty czarnowidztwem wpis okaże się błędny. Życzę Wam, aby w końcu ktoś z góry dostrzegł problematykę gospodarki planowanej. W ogromnym kraju, z deficytem pracowników każdego szczebla systemu, istnieje pośredni nakaz pracy. Z perspektywy rządu jestem w stanie zrozumieć konieczność wypracowania metody kierowania lekarzy w stronę dziedzin deficytowych. Dalekowzroczna polityka powinna zapewnić nam swobodny dostęp do lekarzy rodzinnych, diabetologów, okulistów, ortopedów, geriatrów oraz do zabiegów umożliwiających szybki powrót do pracy lub uniezależniających od opieki osób trzecich. Wreszcie warto się pochylić nad problemem braku ośrodków opieki długoterminowej.

Wiem, że w medycynie mówienie o pieniądzach przypomina balansowanie nad przepaścią, jednak w erze kapitalizmu i gospodarki wolnorynkowej jest to niezbędne. Prawo podaży i popytu nie istnieje w sektorze publicznej ochrony zdrowia. Lekarz to również człowiek, ma prawo zarabiać, ale ma obowiązek się wyspać!

A dlaczego o tym piszę tutaj? Bo chcąc podążać za swoją logią jesteśmy w stanie poświęcić wiele – porzucić przyjaciół, rodzinę i wyprowadzić się na drugi koniec kraju. I to jest prawdziwa miara motywacji, a nie 300 zł miesięcznie dodatku dla specjalizacji deficytowej (21 200 zł w ratach przez 6 lat lub 1,70 zł/godz.). Czy naprawdę ktoś sądzi, że dla trzech portretów Władysława II Jagiełło stanę przy stole operacyjnym na 40 lat?!

Przy okazji: jeśli Twoja specjalizacja nie będzie miała opcji rezydentury to nie załamuj się. W obecnym systemie to swego rodzaju luksus. Dlaczego? – pisałem o tym pośrednio wcześniej – kilka dyżurów w NPL lub POZ i masz równowartość rezydentury.

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się