Jak wygląda praca rezydenta-mamy w Niemczech

Jak wygląda praca rezydenta-mamy w Niemczech

9 komentarzy

Zacznę od tego gdzie pracuję. Jest to szpital uniwersytecki, o najwyższej retencyjności, posiada 1490 łóżek. Jestem anestezjologiem i na naszym oddziale pracuje w sumie 60 kolegów, którzy są podzieleni miedzy blok operacyjny i oddział intensywnej terapii.

O mnie

Tak w telegraficznym skrócie: specjalizację rozpoczęłam w styczniu 2011 r. Za rok ją kończę, jak wszystko dobrze się ułoży. Decyzję o wyjeździe do Niemiec podjęłam wspólnie z przyjaciółką, sama na pewno bym się nie zdecydowała – wiadomo, we dwójkę raźniej.

Języka nauczyłyśmy się w trakcie stażu no i nie powiem, poziom podstawowy wtedy osiągnęłyśmy, ale nic ponadto. Pierwszymi słowami do mojego nowego szefa były i tak „nice to meet you”. Ale wiadomo – my Polacy na obczyźnie pracowite bestie, więc poradziliśmy sobie i z tym, po pół roku czułam się swobodnie posługując się językiem niemieckim.

Jak wygląda specjalizacja w Niemczech

Nauka

Pierwszy miesiąc jesteś przydzielona(y) do starszego specjalisty, on uczy cię know how i potem powoli zaczynasz pracować sam(a). U nas zaczynasz 3 miesiące od ginekologii – małe proste i krótkie zabiegi, potem idziesz dalej, przez rożne oddziały: traumatologia, chirurgia ogólna, itd. W naszym szpitalu 1/3 znieczuleń wykonuje się w znieczuleniu regionalnym pod kontrola USG np. chirurgia ręki czy też wszystkie operacje na stopie, jak haluksy, robimy w blokadach. Tak samo wkłucia centralne zakładamy pod kontrola USG i przyznam, tylko ten sposób umiem bo nikt tutaj inaczej tego nie robi!

Specjalizacja wygląda dalej tak, że po trzecim roku przechodzi się na rok na intensywna terapie, po czym wraca się na blok, aby dokończyć, wypełnić tzw katalog procedur, które musisz umieć. I tutaj to nie ma tak, że za ładny uśmiech czy inny chwyt marketingowy ktoś ci coś podpisze. Nie, jak nie robiłeś, musisz się nauczyć!

Z miejscami specjalizacyjnymi jest tak, że nie są regulowane – po prostu robisz specjalizację z etatu, szpital daje ogłoszenie „potrzebujemy tego i tego” i w ten sposób samo się reguluje zapotrzebowanie. Absolutnie nie ma problemu z jakakolwiek specjalizacja, nie wspominając o koszmarnym wolontariacie – coś takiego tutaj nie istnieje!

Relacje personelu medycznego i stosunek do emigrantów

Praca w takim szpitalu to naprawdę przyjemność, jeśli ktoś chce się czegoś nauczyć. Koledzy przyjęli nas sympatycznie, nie mogę o nich złego słowa powiedzieć, nie byłyśmy też pierwszymi zagranicznymi lekarzami pracującymi na oddziale. Natomiast jeśli chodzi o pielęgniarki to hmm… Potrzebowały czasu by się przekonać, że jesteśmy ambitne, pracowite i szybko się uczymy. Po przełamaniu pierwszych lodów było tylko lepiej, po tych kilku latach myślę, że wrosłyśmy w zespół i nie odczuwamy jakiekolwiek niechęci.

Fajnie jest, jak cię ktoś chce nauczyć, pokazać, przekazać ci swoje doświadczenie. Byłam tym totalnie zaskoczona, do tej pory jako stażysta byłam na ostatnim miejscu „łańcucha pokarmowego” oddziału, zaraz za panią oddziałowa i tu nagle jestem dla kogoś ważna!!! Naprawdę to mnie na początku onieśmielało, że ktoś bez największego problemu dzieli się z ze mną swoim wieloletnim doświadczeniem, potem już do tego przywykłam.

Zarobki, tryb pracy

Jakiś czas temu zostałam mamą, dlatego zdecydowałam się, jak duża cześć moich kolegów w podobnej sytuacji, zredukować etat do 80%. W praktyce pracuję 4 tyg po 8 godz a potem 1 tydz wolnego, plus 25 dni urlopu. Oczywiście oznacza to mniejsze zarobki, ale mi akurat na tym nie zależy, mąż tez jest lekarzem, wiec jakoś finansowo sobie radzimy. Ja zarabiam przeciętnie 3100€, mój mąż ok 3700€ netto.

Normalnie pracuje się 40 godz od 7.15 do 15.45 – nie krócej i nie dłużej. Do domu wychodzi się zawsze punktualnie, jak są nadgodziny zapisuje się je, by potem odebrać sobie wolne. Ja jako młodszy asystent robię ok. 3-4 dyżury w miesiącu. Przy czym w weekend trwają 24h, a w tygodniu robię dyżury od 10.00 do 18.30 po godz. 18.30 zostaję pod telefonem, tzn., że mogę iść do domu, natomiast następnego dnia przychodzę normalnie do pracy. Mój dyżur oznacza pracę w przychodni anestezjologicznej, tzn. przygotowanie pacjentów do operacji w kolejności: na za tydzień, za kilka dni itd. Pod koniec dnia idzie się na oddziały do pacjentów leżących, którzy są zaplanowani na następny dzień – wiadomo, szpital jest duży, wiec przerób pacjentów tez jest duży.

Druga strona pracy w Niemczech

Żeby nie było za słodko do tej beczki miodu dodam łyżkę dziegciu. Mój szpital należy do koncernu, co oznacza, że pracujemy w korporacji, a więc panuje motto: „więcej, szybciej, efektywniej”. Szpital jest zarządzany tak, by zarabiać. W praktyce zapierdzielasz – jeden pacjent za drugim, jak najkrótsze przerwy, nieważne, czy pacjent chory, chorszy czy najchorszy – ma przeżyć operację, ma być procedura, pieniądze za nią wpadły do kieszeni akcjonariuszy, a to, czy pacjent z powodu komplikacji na intensywnej zakończy swój żywot czy nie, to jest najmniej ważne. Tak, to czasami ma niewiele wspólnego z medycyna. Czujesz się jak mały trybik w maszynce, która ma przynosić zyski, dlatego jestem przeciwna prywatyzowaniu w Polsce wszystkiego. Biznes i medycyna nie mogą iść zawsze w parze.

Generalnie ochrona zdrowia jest moim zdaniem dobrze zorganizowana i nowoczesna. Dlaczego? Na to pytanie jest bardzo prosta odpowiedź – bo są pieniądze. Składka jest większa niż u nas. Nie ma Pana i Władcy czyt. NFZ, są kasy chorych, one konkurują ze sobą o pacjenta. Byłam nieraz z drugiej strony, tzn. jako pacjentka i naprawdę nie ma problemów z terminami do specjalistów! Zresztą, tutaj jest taka zasada: kto pracuje w praxis, czyli ma gabinet, nie pracuje w szpitalu i koniec.

Los emigranta

Wiem jedno: na razie chcę wracać do kraju, tęsknie za rodzina, wiadomo, los emigranta ni tu ni tam. Marzę o tym, by wrócić, godnie zarabiać i żyć, nie na kredytach na 30 lat, tylko po prostu być wynagradzanym odpowiednio za lata nauki, stopień odpowiedzialności i za czas spędzony w pracy. Jasne, każdy jest kowalem losu i wybiera to, co w życiu mu pasuje. Ktoś może powiedzieć: „Jak ci nie pasuje to zmień, dlaczego poszłaś na medycynę? Mogłaś wybrać inny zawód”. Nie, nie mogłam – bardzo proste i naiwne, chciałam komuś pomagać, bo lubię drugiego człowieka, bo uważam to za piękne kogoś ratować, tak można powiedzieć: „Ideały to w kieszonkę wsadź, ideałem dziecka nie wykarmisz”. Ale to jest właśnie powód, dla którego dalej wykonuje swój zawód! To, co mnie przy tym trzyma, to fakt, że ja to po prostu lubię robić, nie mam innej odpowiedzi.

Zaczął się nowy rok, dlatego życzę nam wszystkim, byśmy w chwilach słabości nie zapominali, dlaczego wybraliśmy ten ciężki i odpowiedzialny zawód, nawet jak człowiek myśli, że był młody i głupi, to nieprawda – byliśmy pełni ideałów, które dawno się przez nasza ciężka prace wypaliły. Życzę nam, żebyśmy razem się wspierali, bo w kupie siła, że my – nie ważne, młodzi, starzy, średni – ci, którzy chcą coś zmienić – wierzyli, że to się uda, i działali!

Nina

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się