Jedyna rzecz potrzebna złu do zwycięstwa

Jedyna rzecz potrzebna złu do zwycięstwa

7 komentarzy

Ten artykuł miał być o tym, jak bardzo znudzony jestem sprawą profesora Chazana. Jak bardzo zbrzydła mi fałszywa troska naszego Narodu o los nienarodzonych dzieci i tych źle narodzonych – z wadami. Ten artykuł miał pokazać, że sprawa sumienia polskich lekarzy przyczepiła się do mediów jak łajno do buta i jakoś niechętnie się odczepia.

A potem na dom mojego kolegi spadła bomba.
Zabiła jego matkę.
Raniła jego przyjaciół.
I nagle wiele rzeczy stało się śmiesznie nieważnych.

 

Mój znajomy jest Palestyńczykiem, pochodzi ze Strefy Gazy. Regionu, który nie jest nawet państwem – jego mieszkańcy nie mają paszportów, nie przydałyby im się nawet, odkąd od 2006 r. są pod stałą okupacją z ograniczonym prawem do przemieszczania się.
Od 8 lipca 2014 r. trwa operacja wojskowa o cynicznym kryptonimie Protective Edge, prowadzona przez IDF, której rzekomym celem miało być pokonanie i rozbrojenie bojówek Hamasu.

Czym jest ich przeciwnik? Odpowiedź zależy oczywiście od tego, kogo spytamy. Przez rząd Izraela i niektóre państwa Zachodu (czyt. przede wszystkim USA) uznawany jest za nielegalną organizację terrorystyczną. Hamas sam siebie określająca jako Islamski Ruch Oporu mający za swojego głównego wroga państwo Izrael. Formalnie, od wyborów w 2006, jest rządzącą partią w parlamencie Palestyny, autonomii utworzonej z uchodźców po 1948 r., gdy w środku islamskiego regionu utworzono mocą konwencji międzynarodowej państwo Izrael, a muzułmanie nagle stali się mniejszością na terenie, który zamieszkiwali.

Zanim zacznę

Dlaczego i po co piszę ten tekst

Założeniem BML nie jest opisywanie i wyjaśnianie istoty konfliktów zbrojnych. Bliski Wschód nie jest jedynym, ani nawet najkrwawszym regionem walk na świecie. Przeciętnego Polaka, a nawet czytelnika BML (bo uważam Was za osoby ponadprzeciętne, szczerze), mimo że nie godzi się na przemoc, w gruncie rzeczy nie obchodzi co się dzieje na innym kontynencie. A już zwłaszcza, gdy w sąsiednim kraju zestrzeliwuje się cywilne samoloty pasażerskie i prowadzi cichą ofensywę z użyciem regularnych sił wojskowych. Kiedy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że może właśnie o to chodzi panowi Putinowi i Netanyahu – żeby oczy świata patrzyły zawsze gdzie indziej.

2014829336197112_8.jpg

Zniszczenia w Strefie Gazy są ogromne |

aljazeera.com

A więc dlaczego Gaza? Bo dotyczy bezpośrednio osoby z mojego otoczenia. I ja sam, gdybym pochodził z innego kraju, na który spadałyby bomby, miałbym cichą nadzieję, że ludzie wokół nie będą milczeć, nie będą obojętni. Możecie więc powiedzieć, że to sprawa po części osobista.

Po co piszę? Czy wierzę że coś to zmieni? Niestety, wątpię żeby niniejszy test wprowadził pokój na świecie. Nawet gdyby przeczytali go wszyscy polscy internauci, został przedrukowany do wszystkich gazet i był zarzewiem antywojennych protestów – nawet wtedy będę wątpił, że powstrzyma to dalszy rozlew krwi… Piszę, żeby móc powiedzieć – „zrobiłem, ile mogłem”. Trudno się dziwić skąd się wziął we mnie ten naiwny romantyzm – wszak już od gimnazjum wpajano we mnie wartości z Kamieni na szaniec i mówiono, że Powstanie Warszawskie odbyło się, bo „tak trzeba było zrobić” (vide pan Krauze)… Ale czekajcie, jest jeszcze jeden powód. Ten sam, dla jakiego piszę każdy inny tekst na BML. Żeby zbliżyć się do prawdy – tej innej, niż pokazują nam mainstreamowe media – z szacunku dla zdrowego rozsądku.

Czym ten tekst nie jest

Moje podejście do całej sprawy najlepiej oddają słowa Davida Harris-Gershona, amerykańskiego Żyda, autora książki What Do You Buy the Children of the Terrorist Who Tried to Kill Your Wife? – A Memoir:


My empathy for the suffering in #Gaza does not make me anti-Semitic, nor does it make me pro-Hamas or anti-Israel. It makes me human.

Niniejszy tekst ma za zadanie ujawnić wiele kłamstw, jakimi karmi nas propaganda Rządu Izraela. Ma powiedzieć rzeczy, o których milczy się w mediach mainstreamowych. Nie oznacza to jednak, że jestem antyjudaistą (wbrew powszechnemu użyciu, termin antysemityzm oznacza wrogość również do Arabów), co najwyżej antysyjonistą, w rozumieniu bycia przeciwnym skrajnemu nacjonalizmowi.

Pozwólcie więc, że napiszę to raz i nie będę się już później powtarzać: nie jestem antysemitą (sic) a niniejszy tekst nie ma na celu podjudzania czytelnika do wrogości wobec Żydów – zarówno tych żyjących w diasporze, jak i obywateli Izraela. Szanuję naszych starszych braci w wierze, Potomków Jakuba za ich bogate dziedzictwo kulturowe i wkład w rozwój ludzkości.

Z drugiej strony nie pochwalam wszelkich zbrojnych działań skierowanych przeciwko ludności cywilnej. Z tego powodu nie toleruję zarówno działań Izraela jako państwa, jak i aktów terrorystycznych dokonywanych przez zbrojne ramię Hamasu.

„Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach”

Ryzyko jakie niesie posiadanie odrębnego zdania w kwestii Gazy doskonale wyłuszczył wspomniany pan Harris-Gershon w swoim blogowym wpisie. W skrócie: każdy, kto ma krytyczne zdanie wobec polityki zabijania cywilów w imię swojego (relatywnie mało zagrożonego) bezpieczeństwa, nazywany jest antysemitą i poplecznikiem terrorystów.
Zasadność powyższego zdania doskonale oddaje sytuacja, w jakiej znalazł się Jakob Augstein, dziennikarz i syn założyciela tygodnika „Der Spiegel”. Jak podaje portal Rzeczpospolita:


Na portalu „Spiegel Online” Augstein junior wyjątkowo krytycznie rozprawiał się z polityką rządu Izraela wobec Palestyny. Izrael jest demokracją, która w Strefie Gazy występuje, jako władza okupacyjna, i uciska Palestyńczyków, pisał Augstein. Pomówiono go o antysemityzm.

Augstein bronił się, tłumacząc, że jest świadomy, iż jako Niemiec nie może pisać o Izraelu tak, jak Szwajcar czy Hiszpan. Jako niemiecki dziennikarz przeżywa konflikt ról: pragnie, jako Niemiec, z wyczuciem podchodzić do Izraela, natomiast jako dziennikarz chce być szczery. Jeśli Izrael łamie prawo, on musi mieć prawo to powiedzieć. Wszystko inne byłoby dziennikarstwem neurotycznym.

Jako że Niemcy, ze względu na swoją nieodległą historię, są krajem skrajności w temacie antysemityzmu, zwróćmy uwagę co dzieje się na naszym własnym podwórku. Forum Żydów Polskich specjalnie dla portalu natemat.pl pisze: „Obserwujemy ogromną nagonkę medialną na izraelską interwencję w Gazie i już najwyższy czas, żeby przypomnieć podstawowe fakty(…)”… Serio?! Nagonkę? Może nie siedziałem z nosem w telewizorze, ale specjalnie na potrzeby niniejszego artykułu przez ostatnie dni starałem się śledzić wiadomości w największych stacjach telewizyjnych. Pomijając fakt, że tematem nr 1, co oczywiście nie dziwi, jest lot MH17, Ukraina i Rosyjskie embargo, w tym temacie poza kilkoma lakonicznymi informacjami („Wczoraj w strefie Gazy trwał ostrzał w mieście XXX. Zginęło Y ludzi.”) nie doszukałem się nawet pół grymasu dziennikarskiej dezaprobaty.

A przy okazji wspomnianego artykułu FŻP, ujawnia on liczne kłamliwe stereotypy, które Pewne Zainteresowane Środowiska bardzo chętnie powtarzają i wzmacniają. Zagraniczna wersję tych pomyj możecie przeczytać na stronie www.palestinefacts.org.

Co chcą, żebyśmy myśleli

Stereotypy

Zanim na dobre zaczniemy pisać o konflikcie izraelsko-palestyńskim, chciałbym, żeby każdy z Was zastanowił się, co przychodzi mu pierwsze do głowy na dźwięk słów, które zaraz podam. Nie chcę, żebyście powiedzieli mi co chcielibyście myśleć, ani co powinniście czuć. Powiedzcie sami sobie, co kojarzycie ze słowami:

  • Arab
  • Żyd

Jeśli chodzi o moje osobiste skojarzenia – Arab: szariat, talib, burka, terorryzm; Żyd: antysemityzm, holocaust, chciwość, Powstanie Warszawskie.

Jeżeli nie pomyśleliście o żadnym z wyżej wymienionych, to chwała Wam za to. Nie myślcie proszę, że w jakikolwiek sposób zgadzam się z powyższymi konotacjami. One po prostu w mojej głowie, nie zmienię tego. Nie wychowywałem się w żadnej ksenofobicznej rodzinie, nie byłem świadkiem prześladowań… a jednak. Gdzieś tam, w środku, te skojarzenia są już ugruntowane… no właśnie, skąd? Jeśli chodzi o antysemityzm, sądzę, że jest to piętno naszego narodu, mniej lub bardziej sprawiedliwe jarzmo historii, z którego jeszcze długo się nie uwolnimy. A skojarzenia z Arabami? Trudno powiedzieć, żeby Rzeczpospolita Polska miała, poza wojną z Imperium Ottomańskim, jakiś większy zatarg z tą nacją. I tu dochodzę do sedna: negatywne skojarzenia dotyczące świata arabskiego to rzecz względnie nowa w naszej kulturze (czego przykładem jest ukuty niedawno termin katotaliban). Skąd się wzięła? Sądzę, że boom na ogólny diss na Arabów sięga czasów 9/11 (ach ten amerykański system datowania). Kolejne wojny: w Afganistanie, Iraku, Syrii i związane z nimi ataki terrorystyczne w Europie nie przyczyniły się do polubienia Islamu przez opinię publiczną.

I nic dziwnego – nikt nie będzie tolerował bycia terroryzowanym. Ale zastanówmy się tylko – ile w mediach mainstreamowych słyszeliśmy / czytaliśmy / oglądaliśmy materiałów przybliżających nas do świata arabskiego? Pokazującego jego bogactwo kulturowe? W czasach niezależnego dziennikarstwa możnaby tworzyć całe bloki tematyczne o świecie Koranu. A ile materiałów traktowało o Żydach? Tyle jest kanałów w telewizorze, a ja o moich starszych braciach w wierze słyszę naokoło w kontekście li tylko tego, kto budował obozy koncentracyjne i kto im pomagał, a kto nie w Powstaniu Warszawskim.

Informacje o Arabach? W którym kraju ukamieniowano kobietę za gwałt, a w którym skazano za homoseksualzim – czy tylko to się dzieje w świecie wyznawców Allaha?

Spróbujmy choć przez chwilę wyzbyć się sprzedawanych nam stereotypów. I samemu wyrobić sobie opinię.

Motyw

Oficjalnym „czynnikiem spustowym” rozpoczęcia kolejnej inwazji Izraela na Strefę Gazy nie był, wbrew pozorom, kolejny ostrzał rakietowy ze strony Hamasu, lecz porwanie izraelskich żydowskich nastolatków 12 czerwca 2014. Artykuł na stronie palestyna.wordpress.com tłumaczy, jak mało wiarygodne wydają się tłumaczenia organów śledczych. Według nich, zostali oni porwani podczas podróży autostopem, co potwierdza nawet wersja na Wikipedii. Otóż izraelskie auta mają inne rejestracje, musiał to być więc izraelski samochód. Ponadto żaden żyd nie wsiądzie do samochodu bez zamienienia kilku słów z kierowcą. Żaden że przy zdrowych zmysłach, zwłaszcza po intensywnym czarnym PR wobec ludności Arabskiej, nie wsiadłby do samochodu prowadzonego przez nie-Żyda… Zostali zaciągnięci siłą? Wobec tego porywacze nie odebrali im telefonów, bo jeden z młodzieńców zdążył zadzwonić na policję i wyszeptać, że został porwany. Mimo to, policji zajęło 5 godzin nim podjęła akcję poszukiwawczą, co potwierdza The Jerusalem Post.
Na stronie IsraelNationalNews można zobaczyć zdjęcia aresztowanych Arabów podejrzanych o porwanie – policja bez zająknięcia utrzymuje, że to właśnie oni, przebrani za Żydów, zdołali zdobyć zaufanie autostopowiczów.

Resizer.ashx?save=1&source=album&album=6&image=68587&a=455&b=1500

zdjęcia aresztowanych Arabów

podejrzanych o porwanie

Na fali narodowego wzburzenia łatwo było premierowi Benjaminowi Netanyahu usprawiedliwić wszelkie środki prowadzące do znalezienia i uratowania swoich obywateli. IDF wkroczyło na teren Autonomii Palestyńskiej. Przeszukano ponad 2000 domów (bez nakazu, oczywiście), aresztowano kilkaset osób (wg różnych źródeł od ok. 500 do ok. 600) należących (przynajmniej w teorii) do Hamasu i „przesłuchiwano ich” – do dziś setki osób nie wypuszczono na wolność.

Jednak to, co jest naprawdę ciekawe, to fakt, że tak szeroko przeprowadzona operacja, będąca oficjalnie misją ratunkową, trwała aż 18 dni. Tyle IDF potrzebowało na odnalezienie ciał zakopanych zaledwie kilka kilometrów od miejsca porwania, podczas gdy rzekomi sprawcy pozostawali w areszcie. 23 czerwca portal mondoweiss upublicznia informację o oficjalnym zakazie udzielania przez media szczegółów o śledztwie (ang. gag order). Dokument został podpisany przez izraelski sąd 15 czerwca. Tym samym dopiero 26 czerwca opublikowane zostaje pełne, trwające 2 minuty i 9 sekund nagranie, w którym słychać strzały z pistoletu – poszlaka sugerująca, że chłopcy zostali zamordowani już chwilę po porwaniu.

Ponieważ poszukiwanie ciał nie budzi w społeczeństwie tak silnych emocji jak próba uratowania jeszcze żywych i przetrzymywanych obywateli, do akcji wkracza więc Szin Bek – izraelska służba specjalna (odpowiednik polskiego ABW / AW / SKW) – okłamuje wszystkich, z rodzicami ofiar włącznie. Zaprzecza, by w znalezionym przy drodze spalonym samochodzie znajdowały się materiały dowodzące, że byli nim przewożeni (a była tam ich krew oraz ślady po kulach).
Z kolei izraelska policja tłumaczyła się, że zwlekała z interwencją po otrzymaniu telefonu z prośbą o pomoc, gdyż myślała, że był to żart. Na nagraniu słychać przestraszonego chłopca, krzyk i strzały z pistoletu – to trochę za dużo jak na policyjne poczucie humoru… „Na szczęście”, gdy sprawa porwania powoli była zamykana, jak podaje haaertz.com, zwolniono kierownika zmiany telefonu alarmowego, szefa centrum kontroli oraz kilkoro pracowników telefonu alarmowego. Wiadomo – potrzebny był kozioł ofiarny.

To, że IDF, Szin Bek i inne służby szukały już tylko ciał, nie przeszkadzało w rozkręceniu prawdziwej propagandy – #BringBackOurBoys – to hasło poparcia, udostępnione nawet przez żonę premiera Izraela, Sarę Netanyahu, dające zielone światło dla wszelkiej interwencji, w tym wojskowej, mającej uratować młodzieńców.

Znana ze swojego zaangażowania w konflikt na Bliskim Wschodzie dziennikarka Rachel Shabi (autorka m.in książki „Not the Enemy: Israel’s Jews from Arab Lands”), opowiada dla aljazeera.com, jak w owych dniach nakręcała się spirala nienawiści. Z jednej strony powstają szlachetne, przynajmniej z założenia inicjatywy, jak wspomniane #BringBackOurBoysNow (które szybko przeradzają się w propagandę anty-Hamas), z drugiej akcje takie jak #ThePeopleOfIsraelDemandRevenge – obecnie już usunięta, ale można przeczytać o niej w haaretz.com, gdzie wciąż obecne jest zdjęcie dwóch uśmiechniętych dziewczyn trzymających kartkę z napisem „Nienawiść do Arabów nie jest przejawem rasizmu, lecz cnoty #IzraelDomagaSięZemsty”.
Przez kilkanaście dni na ulicach odbywały się samosądy, co potwierdza nawet Amnesty International – co najmniej 6 Palestyńczyków zostało zastrzelonych przez armię izraelską.
Portal Haaretz opisuje przykład publicznego linczu na ulicach Jeruzalem, dokonanego przez prawicowych ekstremistów.

Mamy więc po jednej stronie porwanie trzech izraelskich chłopców w nieznanych do końca okolicznościach (do których – uwaga – Hamas oficjalnie się nie przyznał) versus kilka przypadków udokumentowanych zabójstw, kilkaset pobitych, aresztowanych i sterroryzowanych Palestyńczyków po drugiej – a to dopiero preludium tego, co ma nastąpić.

Hamas używa cywilnych obiektów jako baz, z których wystrzeliwuje rakiety w izraelskich cywilów

Gdy argument za zbrojnym wtargnięciem IDF powoli zaczynał się już wyczerpywać, z pomocą przyszedł sam Hamas. W to, że rozpoczął zbrojną rebelię jestem w stanie uwierzyć i zrozumieć. Ale czy faktycznie Hamas dopuszczał się ostrzału cywilnych stanowisk Izraela, jest już dla mnie dyskusyjne. Nie, żebym wyświęcał bojowników, ja po prostu nie lubię, jak ktoś mi robi wodę z mózgu.

Po pierwsze, wystarczy zacząć od końca – od czerwca br. w konflikcie zbrojnym zginęło do tej pory KILKU cywili izraelskich (dokładne statystyki poniżej). Ergo, albo Hamas jest najbardziej nieudolną organizacją terrorystyczną na świecie (w takim razie skąd taka rezerwa IDF przed ofensywą lądową?), albo nie jest to jego głównym celem i zamiarem.

P1-BQ677C_ISPAL_G_20140709183019.jpg

Zasięg rakiet będących w posiadaniu Hamasu |

The Wall Street Journal

Po drugie, należy się zastanowić, skąd w ogóle Hamas posiada rakiety średniego i dalekiego zasięgu? Wall Street Journal podaje, że Hamas jest w posiadaniu rakiet o zasięgu nawet do 150km – zagrażając tym samym praktycznie całemu państwu Izrael, w tym jego stolicy i największym miastom. Rakiety o których mowa to M-302, rzekomo pochodzące z Syrii i Iranu. Rakiety rakietami, ale krótki rzut oka na ich specyfikację pozwala stwierdzić, że do ich odpalenia potrzebna jest wyrzutnia samobieżna montowana na dużej ciężarówce, taka jak np. WS-1B. Nawet zakładając, że rebelianci próbują być dyskretni i nie jeżdżą ciągnikiem po ulicach Gazy używając jedynie samej wyrzutni, to i tak nie uwierzę, że można rozstawić coś takiego na pierwszym lepszym ogródku w przedszkolu pozostając niezauważonym.

Wracając do pytania – przyjmijmy, że Hamas sam produkuje rakiety do wyrzutni ręcznych, nawet – a niech mnie – tych trochę większego kalibru. Wciąż nie rozumiem, skąd są w posiadaniu arsenału pokroju M-302 czy FAJR-5? Kraj otoczony jest z dwóch stron przez Izrael, z trzeciej styka się wąskim paskiem z Egiptem, ostatnią granicę stanowi linia brzegowa, również kontrolowana przez Izrael… Izrael, kraj słynny z Mosadu, jednego z najlepszych wywiadów na świecie, nie zauważa przemytu pod swoim nosem rakiet o zasięgu do 150 km? Dodajmy, że wielu, wielu rakiet, skoro ponoć ostrzał jest niemalże nieustający…

Po trzecie wreszcie, dlaczego tak mało dostępnych jest zdjęć bojowników Hamasu wystrzeliwujących rakiety? Zaznaczam, że nie jest to mój argument, ale warto się nad nim chwilę zastanowić. Cały tok rozumowania przedstawia Uriel Heilman na Forward Thinking. W skrócie: w XXI wieku każdy posiadający telefon komórkowy z aparatem potrafi udokumentować zbrodnie wojenne i opublikować je w internecie. W miejscu każdego konfliktu zbrojnego – i Gaza nie jest tu wyjątkiem – pojawiają się rzesze głodnych wrażeń reporterów wojennych, gotowych zrobić wszystko dla zdobycia wstrząsającego materiału. Wiadomo, że Palestyńczycy mogą być posądzeni o krycie „swoich”, ale dlaczego nie ma materiałów filmowych BBC czy innego CNN przedstawiających bojowników Hamasu wystrzeliwujących rakiety w cele cywilne? Zostali zastraszeni przez żołnierzy? Przecież dla nich to chleb powszedni – ilu z takich dziennikarzy nie zawahałoby się ryzykować wzięcia do niewoli, uszczerbku na zdrowiu czy nawet życia, żeby zdobyć materiał?

Żelazna Kopuła

Skoro już mówimy o rakietach, warto wspomnieć o pewnym aspekcie, który może się okazać jednym z największych przekrętów ostatnich czasów – Żelaznej Kopule (ang. Iron Dome).
Jeśli ktoś słyszał choć raz o Gazie, na pewno usłyszał też o niezwykłym systemie obrony przeciwrakietowej jaką dysponuje Izrael. W uproszczeniu chodzi o to, że wzdłuż granicy Palestyna-Izrael porostawiana jest sieć radarów i wyrzutni rakiet. Gdy system wykryje zbliżającą się wrogą rakietę, wystrzeliwuje własne, których zadaniem jest detonacja tamtej w powietrzu z dala od jej właściwego celu. Brzmi genialnie? Cóż, teoria swoje, praktyka swoje. Nawet z raportów dostępnych na oficjalnej stronie operacji Protective Edge, COAGAT, wynika, że ich skuteczność to około… 15% (np. dane z 27.08.2014: wystrzelono 4591 rakiet, przechwycono 735).

To znaczy nie mniej, ni więcej, że 85%, czyli tysiące rakiet przelatują nad teren Izraela i… no właśnie, co? Widzimy w mediach zniszczone domy w Gazie, widzimy pokawałkowane zwłoki palestyńczyków – ale czy ktoś widział podobne zdjęcia z Jerozolimy czy Tel-Awiwu? Izrael, który tak chętnie karmi nas filmami z udziałem jego obywateli w panice chowających się do schronów, nie omieszkałby wykorzystać takiego materiału… Tymczasem, jak podaje BeforeItsNews życie w Izraelu toczy się swoim spokojnym torem – na tyle spokojnym, że coraz mniej ludzi w ogóle zaprząta sobie głowę alarmami o zbliżających się rakietach i nie przerywa wcześniej wykonywanych czynności, jak chociażby kąpiel na plaży.

Joseph Zernik, przewodniczący organizacji pozarządowej Human Rights Alert, tak pisze w swoim raporcie o Żelaznej Kopule:


“There is no missile in the world that can intercept missiles or rockets. The Iron Dome is an audio-visual show, which intercepts only the Israeli public opinion, and itself, of course.

All the blasts that are seen in the sky are self-destruction. No Iron Dome missile ever made contact with any rocket. ”Open spaces” is a myth, which was created in order to increase the success rates of Iron Dome. Rockets that are declared intercepted by Iron Dome, and don’t hit the ground are virtual rockets, which were conceived and died only in the Iron Dome computerized control system. To this date, no one saw an intercepted rocket that fell to the ground.

“Everything that is launched also falls here. The debris that we see on the ground originates in the Iron Dome itself. We are shooting ourselves, mostly virtually. The virtual rocket was invented to increase ambiguity, regarding the Iron Dome performance.

“Let’s assume a real rocket arrived. What does the control system do? It produces another nine virtual rockets, and transfers their trajectories to the operators. The operators see ten rockets, they launch ten Iron Dome missiles, the public hears ten booms, but only one rocket goes through. Therefore, we have 90% success rates…”

Powyższe stwierdzenie doskonale punktuje kanadyjski bloger o nicku Northerntruthseeker w swoim wpisie który polecam przeczytać a także obejrzeć jego wideo, które najlepiej oddaje całą sprawę:

https://www.youtube.com/watch?v=uM0J0LI1ymA#t=76

Póki co Żelazna Kopuła skutecznie spełnia swoją najważniejszą funkcję – propagandową. Obywatele Izraela wciąż słyszą wybuchy, widzą nad głowami dym i rozbłyski. Słyszą syreny, chowają się do bunkrów – to wszystko pozwala Netanyahu, Kerremu i Obamie mówić jednym głosem „żadne państwo nie będzie bezczynnie tolerowało rakiet wystrzeliwanych w jego stronę”.
Liczne kontrowersje dotyczące skuteczności systemu antyrakietowego nie przeszkodziły rządowi USA w przyznaniu 680 milionów dolarów na dalszy rozwój, jak podaje The New York Times.

„Pukanie w dach”

Kończąc ostatecznie temat rakiet nie można nie wspomnieć o jeszcze jednym propagandowym narzędziu – „pukaniu w dach”. Jest to taktyka, którą stosuje IDF w wojnie z Gazą, która polega na ostrzeganiu, za pomocą pocisku hukowego o małej mocy rażenia, osób przebywających w danym budynku, że za chwilę zostanie zniszczony przy użyciu prawdziwego ładunku wybuchowego. Oficjalnie odstęp pomiędzy sygnałem ostrzegawczym a bombardowaniem wynosi nawet 15 min, w praktyce – bywa różnie, jak raportuje to Al Jazeera:

 

Nie da się ukryć, że pomysł jest przedni – daje to Izraelowi wolną rękę do burzenia praktycznie każdego budynku w strefie gazy, włącznie z obiektami cywilnymi, bo jak jest to wytłumaczone pod koniec wideo MidEastTruth jeżeli cywile pomimo ostrzeżenia zostali zabici – to nie można tego nazwać zbrodnią wojenną, a jedynie niezamierzonymi stratami ubocznymi (collateral damage).

Matka mojego kolegi Palestyńczyka nie została ostrzeżona, nie zdążyła uciec. Jej ciało, a właściwie jego fragmenty, zostały znalezione w budynku obok. Nikt z okolicy nie widział na oczy żadnego bojownika Hamasu, nikt w domu nie posiadał broni. Tak się składa, że „niezamierzone straty” w trakcie działań wojennych z reguły są czyimiś rodzeństwem, dziećmi albo rodzicami…Co się naprawdę dzieje

Zanim będziecie czytać dalej, chciałbym, żeby jedna rzecz była jasna: nie roszczę sobie prawa do Prawdy Absolutnej. Nie mieszkam i nigdy nie byłem na Bliskim Wschodzie, wszelkie opinie i fakty znam z relacji znajomych Żydów bądź Palestyńczyków, jak i z mediów. Przygotowując ten tekst starałem się zapoznać ze stanowiskiem wszystkich stron, przeczytać możliwie różnorodne opinie. Z oczywistych względów wspomnianych we wstępie mój tekst jest skazany na stronniczość. Dlatego zachęcam czytelnika do samodzielnego poszukiwania Prawdy, która, im dłużej sam jej szukam, tym bardziej wydaje mi się, ze nie istnieje…

Bieda

Strefa Gazy, nawet przed obecnym konfliktem była biednym miejscem. W 2005 Izrael wycofał stamtąd swoje wojska, kończąc tym samym oficjalną okupację tej części Autonomii Palestyńskiej. Jednakże już w 2007 r., po wygranych przez Hamas rok wcześniej demokratycznych wyborach parlamentarnych rozpoczęła się fizyczna i ekonomiczna blokada. Biorąc pod uwagę, że ponad 80% jej granicy przebiega z Izraelem, embargo dławi mieszkańców Strefy Gazy. Brak możliwości ekonomicznego i technologicznego rozwoju, uzależnienie od pomocy humanitarnej, wysokie bezrobocie – to mieszanka wybuchowa i paliwo niepokojów społecznych nawet najbardziej pokojowo nastawionej nacji na świecie.

Sytuację najkrócej podsumowuje krótki reportaż Aljazeera Plus:

 

Portal Wikileaks opublikował raport dr Jamal’a Safi’ego, przewodniczącego EPRI, który zwraca uwagę na problemy ekologiczne Gazy związane z zatruciem ołowiem, pestycydami, brakiem wystarczającej infrastruktury utylizującej śmieci, a także brakiem wody zdatnej do picia. O tym ostatnim pisze:


Safi said that Gaza faced a water deficit of 40-60 million cubic meters (MCM) per year, but some producing wells in Gaza have concentrations as high as 100 PPM. Other wells have concentrations of chlorides as high as 1,000 PPM, Safi said. Some wells used for drinking water even exceed the contamination standards for agricultural use. (…) Safi stated that Gaza was suffering from an inability to exercise Palestinian rights to water from aquifers shared with Israel. He said that Israel proper and Israeli settlements in the Palestinian territories receive about 500 MCM from the shared aquifers, while Palestinians in the West Bank and Gaza receive only 150 MCM. In particular, he said that Israeli dams along the Wadi Gaza, which flows from Israel into the Gaza Strip, were capturing up to 20 MCM that had reached Gaza in the past. He also said that Israel „was overpumping from wells near the border with Gaza to make the Negev green,” depriving the coastal aquifer under Gaza of those supplies.

Bogactwo

levant-gas-map1-felicity.jpg

Znalezione złoża wodorowęglanów |

globalresearch.ca

Gaza może nie mieć wody ani jedzenia dla swoich obywateli, ale okazuje się, że mimo to jest bogata… w złoża naturalne.
Zgodnie z innym dokumentem wikileaks, Autonomia Palestyńska udzieliła licencji na poszukiwanie złóż paliwa British Gas, największemu przedsiębiorstwu energetycznemu w UK.
Znaleziono 40 milionów m3 wartych 4 miliardy dolarów. Podział zysku między BG, CCC a AP ustalono w proporcji 60-30-10.

Jak przypomina Tascha Shahriari-Parsa na portalu counterpunch, wg niektórych naukowców naturalne złoża gazu Izraela mogą wyczerpać się w przeciągu najbliższych 40 lat. Izrael chciał więc wykupić część wydobywanego gazu, jednocześnie nie godząc się, by zyski szły do kieszeni Hamasu… W 2008 roku rozpoczęła się zbrojna operacja Płynny Ołów (ang. Cast Lead) mająca na celu ochronę obywateli przed rakietami Hamasu… i zabezpieczenie złóż. Przypadek? Całą operację szczegółowo opisuje Prof Michel Chossudovsky na globalresearch.
Strategię można opisać cytując Anais Antreasyan z uniwersytetu w Kalifornii:


„…. separating the Palestinians from their land and natural resources in order to exploit them, and, as a consequence, blocking Palestinian economic development. Despite all formal agreements to the contrary, Israel continues to manage all the natural resources nominally under the jurisdiction of the PA, from land and water to maritime and hydrocarbon resources.”

oraz komentarzem Dr. Nafeez Ahmed z The Guardian:


(…)the Israeli cabinet is not just concerned about Hamas – but concerned that if Palestinians develop their own gas resources, the resulting economic transformation could in turn fundamentally increase Palestinian clout.Wojna

Początki

War. War never changes. Ale za każdym razem różni się od siebie detalami. O ile oficjalnym czynnikiem spustowym dla operacji Protective Edge było porwanie trzech nastolatków, o tyle geneza konfliktu, jak to zwykle bywa, jest dużo bardziej skomplikowana. Nie jest to miejsce na jego dogłębną analizę – o tym pisze się opasłe tomy, są też nawet osobne kierunki studiów poświęcone tylko sytuacji na Bliskim Wschodzie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kilka wymykających się szczegółów.

11 stycznia 2014 roku w wyniku powikłań po udarze umiera Ariel Sharon – jeden z „ojców założycieli” państwa Izrael, dowódca wojskowy, premier w lach 2001-2006.

BankSector.png

Bankowość stanowi znaczną część rynku Izraela |

forbes.com

Jego śmierć pozostawia pewną polityczną pustkę, sytuację, w której obecnie rządząca skrajnie prawicowa partia Likud jest na ramieniu schodzącym swojej popularności, jednocześnie bez jednoznacznie silnego oponenta, jak opisuje al-monitor.com.

Jak alarmował już w kwietniu analityk rynkowy Forbes’a, Jesse Colombo, Izrael stał na skraju kryzysu ekonomicznego analogicznego do tego, który dotknął niedawno USA. Z podobnych zresztą powodów: uzależnienia dużej części swoich dochodów od bankowości, która z kolei inwestowała znacznie w rynek nieruchomości.

HousingBubble.png

Wzrost ceny izraelskich mieszkań w ostatnich latach. |

forbes.com

Przez ostatnie lata ceny mieszkań zaczęły szybować w górę, ludzie wychodzili na ulicę, by protestować. Zgodnie z zasadą „chleba i igrzysk”, kolejna wojna z Palestyną – tak w roku 2009 jak i 2014, mogła być dobrym tematem zastępczym oraz dowodem dla coraz bardziej poirytowanych obywateli, że Państwo umie się o nich zatroszczyć.

Fadi Elhusseini w swoim artykule Israel’s Operation Protective Edge: Why now? tak analizuje rozwój konfliktu:


(…) the Israeli government had to find a way out of its domestic crisis and international dilemma. Domestic cohesion often requires governments to find an external bogey; (…)
Fully aware of the limited effectiveness of, and thus threat from, the Palestinian rockets, the Israeli government succeeded, despite some criticism, to unite its citizens against the perceived threat coming from the Gaza Strip and so distract attention away from domestic problems and international crises. Images of Israelis in bomb shelters were shown worldwide; the Palestinians, of course, have no such places to seek refuge from Israeli bombs and missiles.

Tak oto, gdy oczy świata wlepione są w ekran telewizora transmitującego Mundial, rozpoczyna się kolejna ofensywa.

Liczby

To co jest najważniejszym aspektem tego konfliktu, to liczby – rannych i zabitych.
Do dyspozycji mamy 4 główne źródła informacji:

  • Izraelskie – np. B’Tselem – The Israeli Information Center for Human Rights in the Occupied Territories
  • Palestyńskie – np. PCHR – Palestinian Center for Human Rights
  • Międzynarodowe organizacje pozarządowe czy OCHA – United Nations Office for the Coordination of Humanitarian Affairs
  • niezależne raporty, z reguły bazujące na ww. źródłach, np. vox.com czy wikipedia

Informacje, oczywiście, różnią się między sobą. Ale w kilku punktach są zdecydowanie zgodne:

  • Przeważająca ilość ofiar jest po stronie Palestyny
  • Większość z tych ofiar to cywile, w tym kobiety i dzieci
  • Ilość ofiar po stronie Izraela jest relatywnie mała
  • Liczba ofiar wśród izraelskich cywilów jest znikoma

Przybliżone straty po obu stronach:

stan na 28/08/2014 Palestyna Izrael
Liczba zabitych
(z tego % cywilów)
2104 (69%) 69 (6%)
Liczba ludności
(zagęszczenie)
1,8 mln (5056/km2) 8,1 mln (387/km2)

Ponadto:

  • Ponad 10.000 Palestyńczyków zostało rannych (w większości cywile)
  • Ponad 100.000 (sic!) ludzi straciło dach nad głową
  • 10% mieszkańców Strefy Gazy ma limitowany dostęp do źródeł wodyZbrodnie wojenne

To co wyróżnia obecny konflikt w Strefie Gazy od innych, nawet od wojny na Ukrainie, to fakt, że demokratyczne państwo posiadające olbrzymią przewagę siły ognia, technologii i zasobów, prowadzi swoje działania wojskowe w taki sposób, że głównym poszkodowanym w tym konflikcie są przede wszystkim cywile.
Poniżej zamieszczam przykłady takich działań.

Cel: szpital

Wywiad z norweskim dr Mads Gilbert’em, lekarzem pracującym w Strefie Gazy:

I podobny wywiad dla Channel 4 News:

 

Cel: szkoła

Celem ataków są również szkoły, jak opisuje The Guardian. IDF doskonale wie, że bombarduje miejsce, w którym szukają schronienia dzieci – widać je doskonale ze zdjęć satelitarnych i dronów, poza tym Izrael na pewno dysponuje szczegółową mapą Gazy, nie jest to w końcu olbrzymi teren. Gdyby tego było mało, ONZ przekazało dowództwu IDF koordynaty swoich szkół – nie na wiele się to zdało, gdyż i one zostały zbombardowane, jak podaje BBC

Działania te zmusiły ONZ do określenia ich jako zbrodnie wojenne, jak podaje The Guardian.

Poniżej zamieszczam link do artykułu z galerią zdjęć ofiar palestyńskich. UWAGA! Materiał zawiera treści drastyczne. Wchodzisz na własną odpowiedzialność:

×CloseThese are the images from Gaza that are too graphic for many US news outlets to publish

Test nielegalnej broni

Mówiąc o ofiarach cywilnych nie sposób nie można pominąć coraz częściej pojawiających się dowodów na używanie przez IDF broni zakazanej przez międzynarodowe konwencje. Jedną z nich jest tzw. DIME (Dense Inert Metal Explosives). Pociski charakteryzują się wielką siłą i temperaturą wybuchu. Często powodują zagrażające życiu oparzenia i utraty kończyn. Krótko mówiąc, są nastawione na okaleczanie i oszpecanie „przeciwnika”, nie tylko na wykluczenie go z pola walki (do czego dążą współczesne technologie).

W warunkach Urban War szeroko stosowane są drony, chętnie podsyłane przez USA. Zdaje się, że Strefa Gazy jest doskonałą piaskownicą do spokojnego przetestowania w praktyce różnych rodzajów broni i zdobywania doświadczenia przez żołnierzy na wypadek regularnej wojny, nie tylko z Palestyną.

IDF modus operandi

Idąc dalej tropem Urban War, czytelnik powinien zapoznać się z terminem doktryna Dahiya, która jest oficjalną strategią IDF, po raz pierwszy zaimplementowaną w trakcie wojny z Libanem w 2006 r. Polega ona na świadomym uderzaniu w cele cywilne, co do których zachodzi podejrzenie, że mogą być schronieniem dla przeciwnika. Efekt terroru i obniżonego morale gratis. Jak więc widzimy, bombardowanie domów mieszkalnych nie jest skutkiem przypadku, lecz zamierzonego działania.

Mentalność bezpardonowej walki dobrze tłumaczy zachowanie jednego z izraelskich dowódców, który, jak opisuje The Guardian, zastrzelił 13-letnią dziewczynkę gdy tylko przekroczyła „strefę bezpieczeństwa”. Z której istnienia najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, jak wynika z zapisu rozmowy radiowej pomiędzy żołnierzami. Nie było to jednak powodem do zawahania w wykonywaniu swoich obowiązków służbowych, dlatego po oddaniu do niej 10 celnych strzałów, dla pewności podszedł do niej i strzelił w głowę, zgodnie z protokołem.

Inną ciekawostką ze świata izraelskich wojskowych jest tzw. „Dyrektywa Hannibal” – tajny rozkaz obowiązujący wszystkich żołnierzy, zgodnie z którym należy za wszelką cenę odbić porawnego przez bojowników Hamas izraelskiego żołnierza. A może inaczej – za wszelką cenę nie dopuścić, by został przesłuchany… Tak, wasze domysły są słuszne, choć to zdanie w dyrektywie oficjalnie nie pada.

Praktyczną implementacją wspomnianej doktryny jest historia dzielnego porucznika Eitan’a, odpisywana ku pokrzepieniu żołnierskich serc na blogu (sic!) IDF. Według niej, 1.08.2014, chwilę po ogłoszeniu czasowego zawieszenia broni por. Eitan wraz ze swoim oddziałem w jakże pokojowym celu przechadzali się po Strefie Gazy w poszukiwaniu domostw, które mogły być wykorzystywane do celów terrorystycznych. W trakcie spacerku (przypominam, że trwało zawieszenie broni), ku ich zdziwieniu jeden z żołnierzy oddziału został porwany i zawleczony do tunelu. Dalej IDF opowiada o samobójczym poświęceniu się dowódcy, który każe zostać innym i dalej się nie gubić, podczas gdy on samodzielnie odbije pobratymcę… Gdy zaszedł za daleko wgłąb tunelu oprzytomniał, stwierdził, że życie mu jednak miłe i wrócił. Został poklepany po plecach za odwagę, a porwany por. Goldin dzień później uznany za zmarłego – prawda, że proste i praktyczne?
Zastanawiam się tylko, czy IDF pisząc te pamflety nie zauważyło, że oficjalnie przyznało się, że prowadziło operacje wojskowe na terytorium wroga w trakcie dwustronnego zawieszenia broni?

Hamas – wilk w owczej skórze

Na wypadek gdyby nie było to jasne, chciałbym ustalić z wami jedną rzecz: nie mam złudzeń, że Hamas jest świętym męczennikiem. Nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że w tej wojnie jest tylko jeden Zły, który ciemięży Dobrych. Hamas jest tak samo skrajny w swoich poglądach jak Likud. Mało tego, w swój statut ma wpisane zniszczenie państwa Izrael, którego egzystencji po prostu nie uznaje. I zgoda – z perspektywy Palestyny Izrael jest okupantem, który wcisnął się na jej terytorium i rozpycha się łokciami. Ale już mocno się tam wklinował i nie ma zamiaru odchodzić. Nadzieje na przywrócenie granic sprzed 1948 r. są płonne. I mają po części rację ci Izraelczycy, którzy zarzucają Hamasowi skupianie się na zbrojnym oporze zamiast pokojowych negocjacjach. Z drugiej strony ciężko negocjować z ludźmi, którzy strzelają do dzieci… i tak koło przemocy się zamyka. Wina jest po obu stronach, jedynie konsekwencje są nieproporcjonalne.

Hamas przez wiele państw na świecie uznawany jest za organizację terrorystyczną. O ile w obecnym kształcie walczące bojówki można nazwać rebeliantami, o tyle ludzi wysadzających się w samobójczych zamachach w autobusach już nie. A do tej pory w takich zamachach zginęły setki izraelskich cywili, równie niewinnych, jak palestyńskich.

O wewnętrznych problemach Palestyńczyków, do głębi pogrążonych w konflikcie i spirali nienawiści najlepiej mówi świadectwo Christy Anastas – chrześcijańskiej Palestynki z Betlejem, która po latach krzywd, jakie doznała ze strony innych Palestyńczyków (sic!) głośno wyraża swoje poparcie dla niektórych działań Izraela (jak choćby budowa muru na zachodnim brzegu Jordanu).

Reakcja świata

USA

Mideast sympathies race age education ideo religion

Rozkład poparcia dla różnych stron konfliktu w Strefie Gazy

względem wieku, rasy, religii, wykształcenia

i poglądów politycznych |

people-press.org

Reakcja światowej opinii publicznej, jak to zwykle przy okazji wojny bywa, jest różna.
Ciekawy jest rozkład głosów poparcia dla jednej bądź drugiej strony w różnych grupach wiekowych i etnicznych. Przykładem niech będą Stany Zjednoczone, które, choć zasadniczo w większości popierają działania Izraela, to owo poparcie nie rozkłada się równomiernie wśród obywateli (tab. obok).
Widzimy więc podział na dwa obozy: młodych korzystających z mediów społecznościowych i starszych, oglądających w telewizji jasny przekaz, taki jak ten:

 

Izrael

Z kolei oficjalne źródła izraelskie podają praktycznie jednogłośne poparcie swoich obywateli dla toczącej się operacji wojskowej:

israeli_support_gaza_war.png

Poparcie Izraelczyków dla operacji Protective Edge |

vox.com

Nie powinno to z resztą budzić zdziwienia w przypadku, gdy mamy do czynienia z masowo zakrojoną propagandą. I to ze wszystkich stron, gdyż inicjatywy odgórne przeplatają się z oddolnymi, jak to miało miejsce choćby w przypadku wspomnianej już akcji #BringBackOurBoys. Na stronie vox.com znajduje się przedruk (Można mówić o przedrukach w internecie? Niech będzie, że kopia.) wykasowanego już artykułu Yochanana Gordona „Kiedy ludobójstwo jest dopuszczalne” (sic!), opublikowanego w Times of Israel.

Na szczęście zdarzają się też głosy rozsądku, nomen omen związane głównie z liczeniem pieniędzy wydawanych na wojnę, jak ifamericansknew.org

ONZ

twitter_cropped.jpg

Wyniki głosowania ONZ |

commondreams.org

ONZ raczej nie ma wątpliwości co do tego, że IDF dopuszcza się nadużyć spełniających kryteria zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości. Problem polega na tym, ze Izrael nie ratyfikował odpowiednich konwencji, a związku z tym nie jest prawnie zobowiązany do wpuszczenia na swój teren bezstronnych obserwatorów – zależy to tylko od jego dobrej woli.
23.07.2014 ONZ głosowało za wszczęciem śledztwa dotyczącego łamania praw człowieka przez Izrael. Zgadnijcie, kto głosował przeciw? No kto? USA. Jako jedyne. Nie budzi to zresztą zdziwienia biorąc pod uwagę, że USA przeznacza rocznie na „wsparcie” Izraela 3 miliardy dolarów.

Polska

Cóż rzec? Udajemy, że nas nie ma. Osobiście brałem udział w Milczącym Marszu Solidarności z Gazą. Było nawet całkiem sporo osób – sto, może więcej. W większości Arabowie. Jeśli już przyszli jacyś Polacy to głównie, by zamanifestować nienawiść do Izraela i Żydów, Gaza była tylko tematem pobocznym… tak moi mili, oczy was nie mylą. Nigdy nie wiesz, kiedy odezwie się w nas głęboko wpojone cebulactwo. Na szczęście była to mniejszość, na dodatek już na wstępie rozbrojona przez Policję z antysemickich transparentów. Marsz przebiegł spokojnie, w trakcie dołączyło się nawet parę osób, głównie zagranicznych turystów, ale zachowywali się z klasą.

Nie wiem, ile takich inicjatyw miało do tej pory miejsce w Polsce, ale jedno jest pewne: za dużo o nich nie było słychać.
A jeśli już słychać, to w nie napawającym optymizmem kontekście, jak choćby sprawa Kamila Qandila, polskiego obywatela palestyńskiego pochodzenia, który siłą został zawrócony z wyjazdu w ramach akcji humanitarnej – w obawie przed jego możliwą aktywnością szpiegowsko – terrorystyczną.

Żydzi przeciwni Izraelowi

Kończąc chciałbym podać kilka przykładów udowadniających, że środowisko żydowskie jest heterogenne i nie należy z mojego artykułu wyciągać jednoznacznych wniosków na temat postaw i działań tej czy innej grupy / strony konfliktu.
Poczynając od drugiej skrajności, czyli Żydów ortodoksyjnych zupełnie niezgadzających się z ideą syjonizmu i nieuznających państwa Izrael, z historyczną postacią Elmera Bergera na czele, po żydowskie demonstracje pacyfistyczne w USA aż po bardziej pragmatyczne ruchy polityczne sprzeciwiające się powoływaniu do IDF amerykańskich Żydów.

Facebookowa strona JewishVoiceforPeace w chwili,gdy pisze te słowa ma już prawie 190 tys. lajków. Nieocenione jest również wsparcie ofiar Holokaustu, które nawołują do pokoju i zaprzestania rozlewu krwi.

Co możesz zrobić

A co Ty możesz zrobić dla pokoju? Zależy przede wszystkim, co chcesz zrobić. Jeśli doczytałeś do końca tego tekstu, to już zrobiłaś/eś wiele – otworzyłaś/eś swój umysł by przetworzyć informacje, nie pozostać biernym. Nie zgadzasz się z tym, co napisałem – znaczy, że przemyślałeś to o czym pisałem i masz swoje zdanie. Uważasz, że byłem wybiórczy w doborze informacji lub stronniczy – znaczy że sprawdzałeś źródła, które przytaczałem. Ale jestem pewien, że w jednym jesteśmy zgodni: jakkolwiek skomplikowana jest sytuacja na Bliskim Wschodzie, rozlew krwi nie jest rozwiązaniem. Nie daj sobie wmówić, że istnieją kryteria, które dopuszczają i usprawiedliwiają bombardowanie cywilnej ludności.

Jeśli jesteś zainteresowany wparciem materialnym dla palestyńskich ofiar toczącego się konfliktu, możesz przelać pieniądzem lub przekazać 1% podatku na MUZUŁMAŃSKĄ FUNDACJĘ POMOCY

Nazwa Muzulmanska Fundacja Pomocy
adres Ul. 1 Maja 130
40-008 Katowice
NIP 9542741683
REGON 243128826
KRS 0000421045
KONTO 75 1240 2959 1111 0010 4890 2286

Oświadczam, że nie jestem w żaden sposób: osobisty czy finansowy powiązany z Muzułmańską Fundacją Pomocy.

Pomyśl „nie”, powiedz „nie”. Bo jak powiedział Martin Luther King, Jr.:

Jedyną rzeczą potrzebną złu do zwycięstwa jest bierność dobrych ludzi.

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
7 komentarze
avatar khaled el-ali
khaled el-ali
03.09.2014 08:48:33
jakim prawem ten idiota tak pisze : Z tego powodu nie toleruję zarówno działań Izraela jako państwa, jak i aktów terrorystycznych dokonywanych przez zbrojne ramię Hamasu. !!! Palestyńczyk to terrorysta a morderca żyd to akt zbrojny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
avatar kostasz
kostasz
03.09.2014 11:25:05
Chodzi o np. zamachy bombowe samochodów-pułapek czy samobójcó, których ofiarami są cywile-nikt mi nie wmówi, że to działanie jest słuszne. Zbrodnie Izraela są zbrodniami przeciwko ludzkości jako akty dokonywane przez regularne wojsko, inaczej również byłyby skategoryzowane jako akty terroru. Wypraszam sobie nazywanie mnie idiotą -takie postępowanie nie przysporzy poparcia dla sprawy Palestyny. Pozdrawiam
avatar FAV | (Nie)Niedzielny Przegląd Linków #29 | Viandraw
[…] Jedyna rzecz potrzebna złu do zwycięstwa to … […]
avatar Ver
Ver
24.04.2015 17:07:56
Chcialbym się zapytać ile czasu poświęciłeś na przygotowanie się do napisania artykulu, łącznie z czynem napisania go...?
avatar kostasz
kostasz
24.04.2015 19:16:29
Trzy tygodnie przygotowań, około 4 dni pisania z korektą na bieżąco. A czemu pytasz?
avatar Maria P.
Maria P.
30.10.2015 10:28:16
Nie rozumiem po co taki wstęp "Jak bardzo zbrzydła mi fałszywa troska naszego Narodu o los nienarodzonych dzieci i tych źle narodzonych – z wadami. " Mam nadzieję, że odnosi się do katolików i lekarzy, którzy dopuszczają mordowanie nienarodzonych dzieci z wadami. W tym wypadku troska jest rzeczywiście fałszywa. Jeśli jednak chodzi o aktywistów pro-life, to znaczyłoby to, że każda troska wypowiedziana głośno jest fałszywa? Czy tylko troska pro-life? :)
avatar kostasz
kostasz
05.12.2015 01:19:48
Każde szumne słowa niepoparte realnym działaniem są dla mnie fałszywe, a już w szczególności te, które próbują kogoś pouczać i mówić, jak ma żyć, bez dawania przykładu własną postawą.

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się