Lekarskie praktyki wakacyjne w Danii

14 komentarzy

W związku z ostatnimi, jakże ciekawymi pomysłami naszych polityków, trochę się obawiam, jakie mogą być skutki publikacji opowieści o praktykach i stażach zagranicznych. Pół biedy, jeśli student/lekarz wyjedzie do Ugandy, Indii, czy innych mniej rozwiniętych krajów. Ale co jeśli spędzi wakacje w Niemczech czy Skandynawii, zobaczy, że tam jest lepiej, a na dodatek opowie o tym kolegom? Opowie, że lekarze nie muszą pracować po 300 godzin miesięcznie, aby godnie zarobić; że nie siedzą w papierach, bo po to są zatrudnione sekretarki medyczne; że nie mają pod opieką kilkunastu – kilkudziesięciu pacjentów na raz, jak to bywa czasem w naszych szpitalach. Jeszcze taki student czy stażysta pomyśli o domaganiu się lepszych warunków pracy i płacy lub o emigracji!

Przebieg praktyk

Dania-01

W 2014 roku odbyłam miesięczne praktyki wakacyjne w Aarhus University Hospital w Danii, w Klinice Chirurgii z pododdziałami kolorektalnym, oraz chirurgii endokrynologicznej i piersi. Z chęcią podjęłabym w tym kraju pracę bądź studia, a studentom poleciła praktyki. Dlaczego? Myślę, że niedługo sami zrozumiecie.

Jako praktykantce przysługiwały mi wszystkie prawa tamtejszego studenta. To znaczy, miałam zapewnioną odzież roboczą (spodnie, bluzę, fartuch, a nawet skarpetki) identyfikator, pager do wzywania na zabiegi i swoją szafkę w szatni. Mogłam w każdej chwili skorzystać z pokoju studenckiego, w którym dostępne są książki, nici do ćwiczenia szycia, i – uwaga – trenażer laparoskopowy.

Zaskoczyło mnie inne podejście do nauki i nauczania niż u nas. Duńczycy wychodzą z założenia, że zdobywanie wiedzy wynika z własnej inicjatywy i chęci, a nie z obowiązku. Nie masz pytań = nie jesteś zainteresowany. I faktycznie, wydaje się że właśnie tak funkcjonują studenci skandynawscy. Przyznam szczerze, że przyzwyczajona do wysłuchiwania licznych wykładów i seminariów, miałam trudności z przestawieniem się na "tryb dociekliwy" i znalezieniem odpowiednich pytań mimo tego, że bardzo chciałam nauczyć się jak najwięcej oraz z całej siły walczyłam z nieśmiałością.

Zasada brzmi: nie patrz, tylko rób. Na moje pytanie, czy mogę przyglądać się zabiegowi, chirurg odpowiedział, że mam się umyć do zabiegu, bo od patrzenia to jeszcze nikt niczego się nie nauczył.Ważna zasada brzmi: nie patrz, tylko rób. Na moje pytanie, czy mogę przyglądać się zabiegowi, chirurg odpowiedział, że mam się umyć do zabiegu, bo od patrzenia to jeszcze nikt niczego się nie nauczył. Jakże to odmienne od obrazka polskiego szpitala klinicznego, w którym dziesięciu studentów i kilku rezydentów próbuje zaglądać doktorowi przez ramię w czasie operacji! W trakcie praktyk asystowałam do wielu kolektomii, brzuszno-kroczowych resekcji odbytnicy, tyreidektomii, mastektomii, zabiegów w obrębie odbytu i innych. Miałam też okazję przyglądać się zabiegom wykonywanym przy pomocy robota Da Vinci (z racji trudności zabiegu, studentów do operowania nie dopuszczano), nieraz wykonywanych w zespołach interdyscyplinarnych.

Warunki pracy

Nie ma kilkumiesięcznych kolejek do świadczeń zdrowotnych, natomiast wizyta jednej osoby w poradni trwa pół godziny bądź dłużej. W tym czasie pacjent może się swobodnie wypowiedzieć, zadać pytania, a lekarz na nie odpowiedzieć.Dania wydaje się być dobrym miejscem zarówno dla lekarza, jak i pacjenta. Co prawda trzeba płacić wysokie, nawet 60% podatki, ale dzięki temu dostępność i jakość opieki medycznej są na bardzo wysokim poziomie, a personel medyczny może zająć się chorym, zamiast papierologią. Nie ma kilkumiesięcznych kolejek do świadczeń zdrowotnych, natomiast wizyta jednej osoby w poradni trwa pół godziny bądź dłużej. W tym czasie pacjent może się swobodnie wypowiedzieć, zadać pytania, a lekarz na nie odpowiedzieć. Zaś po wizycie lub zabiegu, medyk nie zasiada do wypełniania dokumentacji, tylko nagrywa na dyktafon, to, co ważne, a sekretarka wszystko później spisuje.

Na bloku operacyjnym znajduje się ekran, na którym wyświetlane są informacje odnośnie sal: rodzaj zabiegu, jakie znieczulenie, kto operuje, kto znieczula.Jak w wielu krajach zachodnich, istnieje tam ogólnokrajowy system dokumentacji elektronicznej, pacjent więc nie nosi ze sobą stosu papierów na wizyty w poradni, a lekarz ma dostęp do całej jego historii medycznej. Kolejnym ułatwiającym pracę elementem jest ekran znajdujący się na bloku operacyjnym, na którym wyświetlane są informacje odnośnie sal: rodzaj zabiegu, jakie znieczulenie, kto operuje, kto znieczula, numer sali i na jakim jest etapie (oczekuje, pacjent na sali, znieczulony, w trakcie zabiegu, koniec).

Nie muszę chyba wspominać, że zarobki lekarskie są wysoce zadowalające? Rozmawiałam z anestezjologiem, który z Niemiec przeprowadził się do Danii w celach zarobkowych… Więc jeśli dla nas niemieckie dochody lekarza wydają się wysokie, to jakie muszą być duńskie? Niech dowodem będzie to, że duńscy lekarze nie dorabiają do pensji w innych jednostkach. Firmy pośredniczące w zatrudnianiu lekarzy w Danii oferują wynagrodzenie rzędu 7-8 tys. euro miesięcznie dla specjalistów.

Dzień na oddziale chirurgii auh

Chirurdzy codziennie rozpoczynają pracę od wspólnej odprawy. Pozostała część dnia odbywa się już w osobnych zespołach: MEK i kolorektalnym. Kilka razy w tygodniu po odprawie odbywa się krótkie spotkanie z radiologiem, na którym są oglądane i omawiane badania obrazowe pacjentów chirurgicznych. Potem jest obchód, a po nim każdy wędruje do swoich obowiązków – do zabiegów, poradni, do chirurgii jednego dnia czy zająć się chorymi na oddziale. Czyli, poza tym, że w Polsce nie ma regularnych konsyliów z radiologami (przynajmniej nigdy się z takimi nie spotkałam) a chirurdzy nie muszą biegać między oddziałem a SORem, dzień wygląda prawie tak samo, jak u nas.

Po godzinach

Dania-02

Aarhus jest drugim co do wielkości miastem Danii, liczącym około 320 tysięcy mieszkańców. Znajduje się na Półwyspie Jutlandzkim, u wybrzeża Bałtyku. Ze względu na trudności, jakie napotykali obcokrajowcy, chcąc napisać lub wypowiedzieć nazwę miasta, została ona zmieniona z Århus na Aarhus.

Aarhus, jak chyba wszystkie miasta skandynawskie, ma świetnie rozbudowaną infrastrukturę rowerową. Bogata sieć ścieżek, stojaki przy każdym ciekawym miejscu, liczne wypożyczalnie i kwitnący handel używanymi rowerami wśród studentów – aż się prosiło, by jeździć na dwóch kółkach. Miałam duże szczęście, ponieważ udało mi się kupić rower tuż po przyjeździe do Danii i sprzedać go dzień przed wyjazdem. Jedyny minus to fakt, że miasto nie jest zbudowane na płaskim terenie. W związku z tym, codziennie w drodze do szpitala miałam pod górkę.

Pogoda przez większość czasu mi sprzyjała. Podobno trafiłam na najcieplejsze wakacje od wielu lat. Było głównie upalnie i słonecznie, dopiero pod koniec praktyk miałam okazję poznać typową pogodę dla tego regionu, czyli ciągle zaskakujący deszcz, przeplatany chwilami słońca.

Dania-04

Po praktykach wsiadałam na mój pojazd i zwiedzałam okolice. A zapewniam Was, że były one piękne. Ciekawe budownictwo, bliskość morza – wszystko to sprawiało, że nie chciało się siedzieć w domu. Chyba najbardziej rozpoznawalnym budynkiem w Aarhus jest Aros- galeria sztuki współczesnej, na której dachu znajduje się tęczowy taras widokowy.

Na spacery wybrać się można do Den Gamle By, czyli muzeum starego miasta, ze świetnie zachowanymi zabytkowymi domkami, oraz do Ogrodu Botanicznego. Mi szczególnie przypadły do gustu ścieżki rowerowe wzdłuż wybrzeża, park rozrywki Tivoli oraz Dyrehaven – park ze swobodnie chodzącymi zwierzętami, w którym wygłodniałe sarenki bezwstydnie wygrzebują spacerowiczom przysmaki z toreb. Warte wizyty są też Steno Museum, czyli Muzeum Historii Nauki i Medycyny (na zdjęciu sala edukacyjna o rozrodczości, z pluszową ludzką macicą na środku: można do niej wejść i poczuć się jak płód) oraz Muzeum Historii Naturalnej – o ile lubisz wypchane zwierzęta ;).

Z Aarhus jest dość blisko do Kopenhagi, więc jeden weekend przeznaczyłam na wycieczkę w tamtym kierunku. Miasto jest przepiękne i niezwykle interesujące. Z chęcią tam kiedyś wrócę.

Na obiad często wybierałam się do stołówki szpitalnej. Był bardzo duży wybór potraw, a do tego można było naładować talerz po brzegi za niewielką cenę, i to nawet w przeliczeniu na złotówki (średni talerz 30 DKK).

Niestety, tanio było tylko na stołówce. Ceny w sklepach czy bilety wstępu do atrakcji turystycznych (ok. 100 DKK = 55 PLN za wejście; kurs z sierpnia 2014) na początku były dla mnie przerażające. Wynajem (2600 DKK za podnajęcie pokoju w akademiku), komunikacja miejska i międzymiastowa też są drogie, jak dla osoby z polskimi dochodami. Za to piwo często bywa tańsze od mleka.

Dania-03

A skoro już jesteśmy przy alkoholu… W Danii picie w miejscach publicznych jest dozwolone. Nie powoduje to, wbrew przewidywaniom, wzrostu nieodpowiednich zachowań. Ludzie kulturalnie siadają wieczorem na schodkach przy kanale w centrum miasta i rozmawiają przy piwie w miłej atmosferze. A usłyszeć tam można wiele języków, gdyż społeczność Aarhus jest w pewnej części międzynarodowa. Wielu studentów przybywa do tego miasta na Erasmusa lub inne wymiany, dużo też jest imigrantów zarobkowych.

Najtrudniejsza rzecz w Danii – język

Dania-05

Ponoć jest on najtrudniejszy spośród skandynawskich. Wrzuć do garnka: angielski, niemiecki i francuski, solidnie wymieszaj, a potem zapchaj buzię bułką i spróbuj przeczytać powstałą mieszankę. Tak mniej więcej brzmi duński. Całe szczęście, że większość Skandynawów mówi płynnie po angielsku. Dzięki temu, nie musiałam wypowiadać ani jednego słowa w ichnim języku. Nie żebym nie próbowała, ale mi szło kiepsko, a Duńczycy wolą rozmawiać po angielsku, niż słuchać kaleczenia ich mowy.

W czasie miesiąca spędzonego w Aarhus nie tylko zdobyłam umiejętności chirurgiczne, ale też poznałam inne niż w Polsce warunki pracy i wzbogaciłam się w miłe wspomnienia. Z całą pewnością poleciłabym studentom praktyki w tamtejszym szpitalu.W czasie miesiąca spędzonego w Aarhus nie tylko zdobyłam umiejętności chirurgiczne, ale też poznałam inne niż w Polsce warunki pracy i wzbogaciłam się w miłe wspomnienia. Z całą pewnością poleciłabym studentom praktyki w tamtejszym szpitalu. Myślę też, że gdyby udało mi się opanować język, z chęcią podjęłabym tam pracę. Ale jeszcze chętniej pracowałabym w wyżej opisanych warunkach w Polsce. Wdzięczna jestem mojej Uczelni, UMB, za to, że umożliwiła mi wyjazd.

Marzy mi się, by w naszym kraju nastąpiły zmiany. Byśmy nie musieli wyjeżdżać na zachód lub północ, albo czytać o cudzych wyjazdach, by wiedzieć, czym są dobre warunki w ochronie zdrowia. Może… kiedyś?

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się