Lekarz emigrant pisze

Lekarz emigrant pisze

42 komentarzy

Minęły dwa lata od kiedy wyjechałem do pracy zagranicę, więc przyszedł czas na małą refleksję i spojrzenie w tył.

Skąd ten pomysł?

O wyjeździe za granicę zacząłem myśleć na 6. roku studiów. Zdawałem sobie sprawę jak wygląda sprawa rezydentów, miejsc rezydenckich, traktowania rezydentów jako darmowe zło konieczne. Ja nie chciałem być kolejnym sfrustrowanym młodym lekarzem narzekającym na system opieki zdrowotnej, na utrudnianie odbywania specjalizacji, na przepracowanie etc. Postanowiłem sprawy wziąć w swoje ręce i nie być taki jak wszyscy. Trafiłem wtedy na spotkanie organizowane przez jeden ze szpitali w Niemczech, na którym to opowiadano o możliwościach, jakie otwierają się przed lekarzami w ich ośrodku. Zostawiłem swój e-mail z informacją jaką specjalizacją jestem zainteresowany. Po około 2 miesiącach otrzymałem z kliniki zaproszenie na tydzień na tzw. hospitację, a także od razu padło pytanie czy znam prawdopodobną datę, kiedy mógłbym rozpocząć szkolenie specjalizacyjne u nich.

W pewnym sensie podziwiam ludzi, którzy pracują po 300 godzin w miesiącu. Dzięki takim osobom akcja „Lekarze bez granic” nabiera nowego wymiaru – nie trzeba nawet lecieć do Afryki.Kiedy rok później rozpocząłem staż podyplomowy byłem coraz bardziej zdecydowany na wyjazd. Zapisałem się na intensywny kurs językowy (początkowo 6, a później 12 godzin w tygodniu). Staż to okres w którym zauważyłem, że młodzi lekarze najczęściej tylko przeszkadzają na oddziale i lepiej żeby ich nie było (dlatego nie wiem jaki jest sens przywrócenia stażu podyplomowego). Dzięki temu miałem czas, aby się uczyć słówek. Ogromny wysiłek włożyłem, aby w rok osiągnąć poziom B2 i uzyskać certyfikat językowy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że się opłaciło. Nie żałuję ani jednego dnia poświęconego na naukę.

Znalezienie pracy też wymagało czasu. Korzystałem z pomocy firmy pośredniczącej, ale też samodzielnie wysyłałem CV do szpitali. Byłem zapraszany na rozmowy, ale często było też zaznaczane, że na razie nie ma dla mnie miejsca i muszę poczekać. Po kilku tygodniach poszukiwań znalazłem pracę w 17 tysięcznej miejscowości oddalonej około 260 km od mojego rodzinnego domu. To i tak bliżej niż gdybym się wyprowadził do Warszawy. Na rozmowie kwalifikacyjnej ordynator oznajmił, że jest mną zainteresowany i chce podpisać umowę o pracę. Dwa tygodnie później rozpocząłem pracę jednocześnie rozpoczynając specjalizację z anestezjologii. Szpital, a w dokładnie kierowniczka kadr pomogła mi w dopełnieniu wszelkich formalności m.in. z otrzymaniem niemieckiego prawa wykonywania zawodu oraz pobytem. Nawet później jeśli miałem problem natury biurokratycznej chętnie mi pomogła. Dodatkowo szpital pomógł mi znaleźć mieszkanie oraz wyposażył w literaturę fachową.

Dlaczego emigracja?

Nie da się ukryć, że jednym z głównych mojej emigracji powodów są zarobki. Nie pochodzę z zamożnej rodziny. Moi rodzice starali się jak mogli, wiele sobie odmawiali, abym mógł zrealizować marzenie o zostaniu lekarzem. Nie wiem czy za pensję polskiego rezydenta byłbym w stanie samodzielnie opłacić sobie kawalerkę, wyżywienie, wakacje w egzotycznych krajach czy kupić samochód. Tutaj mogę sobie na to wszystko pozwolić.

Innym powodem, dla którego też chciałem wyjechać, były możliwości rozwoju czy też wyposażenie szpitali. Byłem na kilku rozmowach w różnych szpitalach w niewielkich miejscowościach i za każdym razem byłem pod wrażeniem wyposażenia i możliwościami, jakimi dysponowały te placówki. Miałem wrażenie, że jestem o kilkadziesiąt lat do przodu w odniesieniu do tego co jest w Polsce. Małe, powiatowe szpitale posiadały sprzęt jaki w Polsce widziałem tylko w szpitalu uniwersyteckim.

To ile interniści piszą dokumentów, ankiet, rożnych kart jest przerażające. Czy ktoś to później czyta? Chyba tylko NFZ, aby znaleźć lukę i nie zapłacić za hospitalizację pacjenta.Przed wyjazdem nie wiedziałem jaki jest system ochrony zdrowia w Niemczech. Ale wiedziałem, że ten co mamy w Polsce ku lepszemu nie zmierza. Coraz więcej biurokracji. To ile interniści piszą dokumentów, ankiet, rożnych kart jest przerażające. Czy ktoś to później czyta, opracowuje i wyciąga wnioski? Chyba tylko NFZ, aby znaleźć lukę i nie zapłacić za hospitalizację pacjenta. Czy to normalne, że minister zdrowia oskarża lekarzy PZ, że biorą pacjentów za zakładników, bo walczą o pieniądze na ich leczenie?!

Kiedy patrzę na moich kolegów w Polsce, co muszą brać dodatkowe dyżury w pogotowiu, NPL czy POZ to tylko im współczuję. Pracowałem 2 miesiące w nocnej i świątecznej pomocy. Nigdy bym do tej pracy nie wrócił. Ile musiałem nasłuchać od pacjentów, a ile jeszcze od lekarzy dzwoniących z pretensją, że odesłałem pacjenta na SOR z ostrym brzuchem. U mnie w szpitalu jak karetka wiezie pacjenta z podejrzeniem udaru czy zatorowości płucnej, to już jesteśmy wcześniej o tym poinformowani i pacjent zanim zostanie zarejestrowany to będzie miał już zrobione TK. Leczenie jest nastawione na pacjenta, a nie na to kto i jak wycenia procedury lub czy dany oddział ma kontrakt podpisany. Owszem, jest to ważne, ale nigdy nie zapominamy o najważniejszym, czyli o pacjencie.

Pierwsze kroki

Początki nie były łatwe. Praca w nowym otoczeniu, dodatkowo problemy językowe (posiadanie certyfikatu to jedna sprawa, ale umiejętność płynnego posługiwania się językiem na co dzień to już wyższa sztuka). Ordynator powoli wprowadzał mnie w nowe obowiązki. Zaczynałem od rzeczy prostych, stopniowo przechodząc do trudniejszych. Zanim pozwolił mi cokolwiek samodzielnie robić, to musiałem wiele razy daną rzecz zrobić pod jego czujnym okiem. Czasami mam wrażenie że łatwiej jest się czegoś nauczyć niż dostać potwierdzenie, że już się to umie. Oczywiście cały czas w razie potrzeby mogę po szefa zadzwonić, bo jak sam zaznacza: on jest od tego żeby mnie uczyć i pomagać.

W rozmowach z kolegami z Polski zawsze odnoszę wrażenie, że zdecydowanie więcej się nauczyłem w tym samym czasie niż oni. Nie trudno o taki wniosek kiedy porównuję do ilu operacji znieczulam tygodniowo. Szef co chwilę mnie wysyła na konferencje, szpital mi finansuje kursy np. usg czy bronchoskopii. W zamian oczekuje ode mnie zaangażowania i rzetelności w pracy. Myślę, że się z tego całkiem dobrze wywiązuję, bo pielęgniarki przekazały mi, iż mówił im, że jest zadowolony z mojej pracy. Ponadto szef, myśląc przyszłościowo, już teraz zaczyna ze mną dyskusję odnośnie mojej kariery po specjalizacji, jakbym mógł się dalej rozwijać, abym pozostał w szpitalu na lata.

W szpitalu klinicznym w mieście z którego pochodzę mój znajomy usłyszał na dzień dobry: możesz zrobić tu specjalizację, ale nie licz że dostaniesz tutaj później etat specjalisty. To brakuje w Polsce tych specjalistów czy nie? Fajnie jest zatrudnić rezydenta do noszenia historii choroby za profesorem albo do pracy sekretarki, a później go wyrzucić, bo był za darmo i przyjąć nowego – zaczynamy zabawę od nowa. Czyli tak naprawdę nie brakuje tych lekarzy, to po co zwiększać limity na medycynę i otwierać nowe wydziały lekarskie. Gdyby lekarzy było mało, to przecież by nie pracowali za głodowe stawki, tylko mogli by dyktować naprawdę wysokie warunki.

W Niemczech brakuje lekarzy. To szpitale się o nich biją. Co jakiś czas mam telefony od headhunterów czy nie szukam innej pracy, mówią co mogą mi zaoferować, pytają o moje wymagania odnośnie tego gdzie, w jakim szpitalu, regionie i co bym chciał robić. To praca mnie szuka, a nie ja pracy. To ja wybieram, a nie mnie wybierają. Czuję się dowartościowany i potrzebny. Nikt mi łaski nie robi, że mnie czegoś nauczy, jest wręcz na odwrót.

Współpraca między oddziałami

Wiele osób wie jakie to jest wyzwanie, aby ściągnąć chirurga na konsultację. Skierowanie, telefon, prośba albo błaganie, żeby jeszcze w tym tygodniu, a najlepiej przyprowadzić do niego pacjenta żeby pan doktor sam daleko chodzić nie musiał.

Tutaj jest inaczej. Nie muszę pisać osobnego skierowana z prośbą o konsultację. Ja muszę tylko zadzwonić i zapytać czy to będzie za 15 minut czy za pół godziny (bo to, że dzisiaj to jest oczywiste). Też jest trochę biurokracji, ale większość jest jednak skomputeryzowana. Pacjent ma swój profil w systemie i tam znajdę wszystkie konsultacje, wyniki, poprzednie wypisy, wizyty w przychodni. To znacznie ułatwia pracę.
Codziennie z internistami i chirurgami mamy wspólną wizytę na oddziale intensywnej terapii. To jest nasz wspólny pacjent. Pacjent nie będzie wypisany z intensywnej terapii do domu, tylko trafia najczęściej tam, skąd został przyjęty (chirurgia, interna, ginekologia, urologia). Na intensywnej terapii nie ma planowych przyjęć tak jak na chirurgii czy internie (nie licząc tego że przy planowaniu dużych operacji chirurdzy zawsze konsultują z nami obłożenie oddziału, aby pacjent mógł pozostać przez dłuższy czas pod monitoringiem). Bo to pacjent jest w centrum uwagi.

Pacjenci

Przyznam, że na początku bałem się rozmów z pacjentami ze względu na barierę językową. Z czasem obawa przeszła i teraz wyjaśnienie znieczulenia nie sprawia mi dużych problemów. Poza tym w szpitalu jest międzynarodowo – oprócz Polaków pracują też Czesi, Bułgarzy, Słowacy, jest też lekarka z Jemenu. Często mówię do pacjenta, że jestem z Polski i gdyby czegoś nie rozumiał to ma dać znać. Nigdy nie spotkałem się z jakąś niemiłą sytuacją. Za to tych pozytywnych było wiele.

Pacjenci są całkiem inni niż w Polsce. W Polsce jest ogromna grupa pacjentów ‚którym się wszystko należy’ – najlepiej na już albo na wczoraj. Pacjenci znają swoje prawa. Niestety zapominają o tym, że każdy pacjent ma obowiązki. To obowiązkiem pacjenta jest pilnować terminu wizyty, tego czy ma jeszcze leki, które na stałe zażywa. Dlaczego lekarz w przychodni ma dłużej siedzieć w pracy, bo pani Kowalskiej się po raz kolejny zapomniało przyjść po receptę, a leków nie ma już od dwóch dni? To jest zdrowie pacjenta, a nie lekarza. Lekarz wskazuje drogę jak to zdrowie utrzymać w najlepszym stanie, ale nic nie może zrobić za pacjenta.

Kiedy w poradni ginekologicznej kwalifikowane są pacjentki do zabiegów, ja w gabinecie obok od razu omawiam z nimi narkozę i cały okołooperacyjny przebieg. Bardzo rzadko zdarza się, aby jakaś pacjentka nie przyszła na wizytę. Pacjenci szanują czas lekarza. A jeśli ktoś nie przyjść, to informuje o tym wcześniej telefonicznie i dostaje termin nowej wizyty. Dzięki temu u mnie w szpitalu coś takiego jak ‚lista oczekujących’ nie istnieje.

Czego mi brakuje?

Pierogów ruskich, krokietów, bigosu. Z polskiej kuchni możemy być dumni i ewidentnie odczuwam jej brak. Na szczęście do domu nie mam daleko, zawsze mogę na weekend przyjechać i zabrać ze sobą słoik ogórków kiszonych czy zjeść domowy rosół. Bliskość Polski sprawia też, że bez problemu utrzymuję kontakt ze znajomymi. Zawsze mogą do mnie na weekend przyjechać albo ja do nich.

Czy wyjazd to był dobry wybór?

Od samego początku nie miałem wątpliwości, że emigracja to dobry wybór. Im dłużej tutaj jestem, tym bardziej nie czuję potrzeby, aby wrócić do kraju do pracy. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak potoczyło się moje życie. Rozwijam się zawodowo, staję się coraz bardziej samodzielny w pracy, szef we mnie inwestuje, mam od kogo się uczyć. No i jestem niezależny finansowo. To jest ważne, bo ja nie muszę biegać do drugiej czy trzeciej pracy, na kolejny, dodatkowy dyżur po którym padłbym ze zmęczenia. W pewnym sensie podziwiam ludzi, którzy pracują po 300 godzin w miesiącu. Dzięki takim osobom akcja „Lekarze bez granic” nabiera nowego wymiaru – nie trzeba nawet lecieć do Afryki.

Ja mam jedną pracę, jeden etat, na którym się skupiam. Mam czas aby się uczyć tego, co mnie może w pracy spotkać, odpocząć po ciężkim dniu, spotkać się ze znajomymi, podróżować, poświęcić się swojemu hobby.
A praca, mimo że jest jej dużo, sprawia mi ogromną przyjemność. Nie ma chyba nic lepszego niż praca dzięki której można mieć satysfakcję nie tylko w życiu zawodowym, ale także poza nim.

Lekarz Emigrant

mail do autora: lekarz.emigrant@gmail.com

blog autora: lekarz-emigrant.blogspot.com

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
42 komentarzy
avatar studentka
studentka
13.01.2016 08:15:38
A gdzie minusy?
avatar dumspiro
dumspiro
13.01.2016 10:36:19
Zachęcam do wymieniania - w komentarzach lub napisania artykułu na BML.
avatar http://lekarz-emigrant.blogspot.de/
Brak polskiej kuchni.
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 19:53:51
Brak polskiej kuchni.
avatar Maciek
Maciek
13.01.2016 09:40:32
Czy to jest artykuł sponsorowany ?
avatar dumspiro
dumspiro
13.01.2016 10:35:35
Nie. Przez kogo?!
avatar http://lekarz-emigrant.blogspot.de/
Artykuł napisałem z własnej woli. Nikt go nie sponsorował.
avatar MAciek
MAciek
13.01.2016 20:41:17
Po 2. stronie również dość mocno wyczułem "artykuł sponsorowany". Jeśli nie, to tylko wrażenie po headhunter-ach z Niemiec, którzy często szukają studentów/młodych lek. W każdym razie gratuluję B2 w przeciągu roku i satysfakcji, również finansowej, z 1 etatu w 1 miejscu! Powodzenia :)
avatar Anonim
Anonim
13.01.2016 09:50:03
I ja tu nie myśleć o emigracji...? Moja koleżanka w zeszłym roku zaczęła specjalizacje i od wejścia dostała 23 pacjentów, w okresie wakacyjnym wszyscy poszli na urlopy i zostawili ją samą, a pracowała tam dopiero pół roku. Kiedy prosiła o pomoc w konsultacji jak leczyć pacjentów od swoich kolegów w większości przypadków słyszała, że nikt nie ma na to czasu i ma radzić sobie sama. Kiedy wyrabia nadgodziny, żeby uzupełnić karty pacjentów, to nikt nawet nie myśli, żeby zapłacić jej za nadgodziny. Skończyła pierwszy rok specjalizacji i nie była jeszcze na ani jednym kursie specjalizacyjnym, bo jej jednostka nie pozwala jej opuścić szpitala mówiąc, że brakuje personalu, a przecież nie musi kończyć specjalizacji w przewidzianych na to pięciu latach...
avatar gagatonn
gagatonn
13.01.2016 11:39:49
Mogę potwierdzić to co kolega emigrant napisał. Jestem na drugim roku specjalizacji w Niemczech. Bardzo zadowolona z pracy, mam 40 godzinny tydzień pracy, a to wliczają się dyżury. Przez pierwszy rok nauczyłam się bardzo dużo. Na dyżurze czuję się pewnie, może nie dlatego że jestem już tak doświadczona, ale dlatego że zawsze mam kolegę specjalistę pod telefonem i do którego mam obowiązek zadzwonić w czasie trudnej sytuacji. Wręcz gdybym nie poinformowała go o trudnym problemie w trakcie dyżuru jeszcze w nocy, mógłby mieć pretensje na odprawie porannej. Na oddziale mogę robić wszystkie procedury, które odpowiadają poziomowi mojego doświadczenia. Gdy coś za mnie zrobi specjalista, bywa, że mi się tłumaczy " wiesz tym razem spodziewałem się więcej problemów i dlatego zrobiłem sam". Szpital do określonej kwoty finansuje dodatkowe wybrane przeze mnie szkolenia. Ktoś w komentarzach pytał się o minusy, ale naprawdę nie potrafię znaleźć minusów obecnej sytuacji:)
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 19:55:06
Brak polskiej kuchni jest dla mnie małym minusem. Sam pierogów lepić nie potrafię :P
avatar rytorek
rytorek
29.01.2016 22:07:57
hej ;) mogłabyś się ze mną skontaktować? e-mail: rytorek@wp.pl Mam kilka pytań, nie zajmę Ci dużo czasu ;) pozdrawiam ;)
avatar Studentka
Studentka
13.01.2016 12:42:06
Akurat jeśli chodzi o przywrócenie stażu, mam odmienne zdanie. Jeśli się trafi na dobrego opiekuna i jest się dociekliwym, z pewnością można się sporo nauczyć. Nie polegam na tej opinii jak na wyroczni, bo staż jeszcze przede mną, ale jeśli moja uczelnia będzie mnie przygotowywać do zawodu tak jak to się dzieje w tej chwili, to będę wiązać z nim duże nadzieje. Tobie się przydał do zrobienia certyfikatu - zawsze to jakiś plus. Z tego co piszesz jest kolosalna różnica w traktowaniu lekarzy z pełnym prawem wykonywania zawodu w Polsce a w Niemczech. Nic dziwnego, że tyle ludzi rozważa emigrację. Kto w Polsce pomoże nowemu lekarzowi załatwić mieszkanie? Jak w Polsce pacjenci odnoszą się do lekarzy? Czy pacjent to przypadek kliniczny, czy żyła złota z NFZ? Bo na pewno nie człowiek... Spotykałam się już na praktykach z sytuacją, gdy lekarz z SORu stawiał inne rozpoznanie, "bo trzeba się rozliczyć z NFZ i trzeba na tym skorzystać, bo zbankrutujemy". Albo inny lekarz, który odesłał pacjenta z SORu do domu "bo troponina była ujemna", a potem pacjent przyszedł znowu i na pewne rzeczy było już za późno. To tylko niektóre z sytuacji... Przy okazji - czy istnieje jakieś forum polskich lekarzy w Skandynawii?
avatar K
K
16.01.2016 12:05:57
Ja wyjechalam do Szwecji na specjalizacje od listopada. Mam identyczne odczucia jak autor artykulu - bylam na 5 rozmowach i jest zupelnie inaczej niz w PL, ze to Ty sie prezentujesz to oni sie prezentowali, zebym to akurat ich wybrala. Pomagaja ze wszystkim (nawet kasa na przeprowadzke). Dyzury juz mialam sama - ale zawsze spec pod tel i trzeba do niego dzwonic :)
avatar W
W
28.09.2017 06:54:11
Czy mogłabyś mi podać namiary na biuro, bądź osobę, która ułatwiła Ci wyjechanie do Szwecji już na specjalizację? Kontaktowałem się z kilkoma biurami i wszystkie wymagają skończonej specjalizacji, bądź biegłej znajomosci języka. Pozdrawiam
avatar dino
dino
13.01.2016 13:01:53
zdecydowanie za, jeszcze tylko ten B2 i wio ;-)
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 20:08:14
Teraz chyba już C1, ale jak komuś bez różnicy jak daleko to jeszcze jest Szwajcaria - tam chyba jeszcze B2 obowiązuje.
avatar dino
dino
22.01.2016 12:36:28
B2 goethego i C1 w izbie, ten w izbie kosztuje z 300 euro(zalezy jaka izba!), trwa gdzine i jest z jezyka medycznego niemieckiego, konwersacje lekarz-lekarz, lekarz-pacjent plus pisanie Arztbrief
avatar ana
ana
13.01.2016 14:27:08
Specka w szpitalku klinicznym w PL: 1. Staż specjalizacyjny "może w innym terminie albo wcale - właściwie "załatw sobie podpis" i wracaj na oddział 2. Kurs specjalizacyjny - "nie musisz robić wszystkich od razu" 3. Konferencje - za zgodą (nawet na urlopie) 4. Starsi koledzy - skonsultuja, ale ilez sie trzeba naprosic, nachodzic...
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 20:12:47
Specka u mnie: 1. Kurs specjalizacyjny- "Czy zapisał się pan na kurs? Dlaczego dopiero na wrzesień jak jest dopiero styczeń? Proszę poszukać gdziekolwiek i szybciej." - Właściwie tylko muszę dograć termin z urlopami na oddziale i mogę jechać. 2. Konferencje- szef mi ciągle przynosi info o konferencjach i sympozjach. Jakbym we wszystkich brał udziął to bym nie miał żadnego wolnego weekendu :P 3. Starsi koledzy - zawsze mam wyznaczonego lekarza do którego mam dzwonić jak mam problem na sali operacyjnej (najczęściej to i tak szef). Konsultacje między oddziałami - brak problemów, u mnie w szpitalu najczęściej za to odpowiadają starsi lekarze.
avatar M.
M.
13.01.2016 14:27:14
Jestem w trakcie stażu podyplomowego i uważam, że to bardzo owocny czas pod względem zdobywanej wiedzy i doświadczenia. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniego szpitala i oddziałów, gdzie odbywa się staże cząstkowe. Trafiając na dobrych specjalistów można nauczyć się bardzo dużo i przy odrobinie chęci oraz zaangażowania bez problemów jest się dopuszczanym do wykonywania prawie wszystkich procedur.
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 20:17:29
Owszem. Na internie mogłem się uczyć. Na anestezji też się uczyłem. No i wisienka była ginekologia - ginekolodzy kazali mi sobie sami znaleźć zajęcie to poszedłem na blok do anestezjologów. Szpital przyjmujący stażystów (i rezydentów) jest zapoznany z programem szkolenia. Możliwości uczenia się powinna być zagwarantowana jak psu buda. A jak na chirurgii chciałem zobaczyć jakiś zabieg to usłyszałem, że ja mam przyjmować teraz pacjentów a nie stać i oglądać operacje. Dziękuję bardzo za takie traktowanie mnie jako taniej siły roboczej.
avatar Daisy
Daisy
13.01.2016 16:37:34
A jakie są zarobki w Niemczech dla lekarza w trakcie specjalizacji? Bo to jest dla mnie kluczowa kwestia jako rezydenta z 2 dodatkowymi pracami w Polsce, więc prosperującego nie najgorzej ;) Czy mile widziane jest podejmowanie przez lekarza dodatkowych prac? Będę wdzięczna za odpowiedź.
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 20:04:43
Tutaj jest tabelka z minimalnymi zarobkami: http://www.oeffentlichen-dienst.de/tv-l/tv-aerzte.html W zależności od tego który rok specki, albo po specjalizacji, to inna pensja. Oczywiście do tego dochodzi to czy jest się stanu wolnego, ma dzieci, konkubinat etc i inaczej płaci się podatki - ja jako kawaler, bez dzietny, bez legalnego konkubinatu, jestem w pierwszej grupie podatkowej czyli najgorszej z możliwych, ale mimo to biedy nie klepię. Większość lekarzy pracuje na jednym etacie. Nie ma biegania z dyżuru na dyżur. Co masz na myśli mówiąc dodatkowa praca?
avatar młody
młody
13.01.2016 17:11:52
Co to był za kurs niemieckiego, który miałeś przed wyjazdem? Możesz podrzucić link?
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
13.01.2016 19:57:03
Polecam ofertę Instytutu Austriackiego. Tam przez rok chodziłem. Duża oferta. Kursy z różna częstotliwością. Świetni lektorzy.
avatar modafinil
modafinil
13.01.2016 18:10:07
Dzięki za świetny-obszerny wpis. Od dziś autor zyskał nowego czytelnika swojego bloga. Chyba wrócę do myśli by pójść na kurs niemieckiego w sumie zostało mi jeszcze pól 6 roku i staż
avatar DDddd
DDddd
14.01.2016 05:07:20
Dlaczego przywrócono staż podyplomowy? Bo bez niego nie moglibyśmy podjąć pracy za granicą, jak TY!!!!! Brak zaświadczenia o odbytym stażu = zamknięcie drzwi na zachód!!!!
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
15.01.2016 16:46:19
Nie przypominam sobie, abym musiał mieć zaświadczenie o odbytym stażu. Jeśli bym go nie odbył to nie dostałbym polskiego PWZ. A ten dokument akurat musiałem mieć. Jedynie na podstawie świadectwa pracy (ze szpitala w którym odbywało się staż) można się ubiegać o uznanie go jako pierwszego roku pracy i wówczas pierwszy rok specjalizacji jest traktowany w tabeli płac jako drugi rok pracy. Staż nawet na 6. roku nie zamyka drogi przed wyjazdem, bo taka osoba dostanie przecież PWZ i będzie pełnoprawnym lekarzem.
avatar Anna
Anna
05.02.2016 14:00:09
No to nie jest do konca prawda, bo sa kraje gdzie nie ma stazu i tytul lekarza z Polski pozwala ci przystapic do zagranicznego LEPu i zdobyc miejsca na specjalizacje. Np: Hiszpania, gdzie ja zrobilam specjalizacje w ten sposob. Gorzej, ze teraz przywracaja staz w Polsce, wiec to ja mam zamkniete drzwi zeby wrocic, a myslalam o tym...:-/
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
07.02.2016 20:24:08
Ja pisałem tylko na temat Niemiec.
avatar nielubiejk
nielubiejk
17.01.2016 12:57:00
A dziś euro już po 4,48, co pewnie i tak masz gdzieś :) Nie ukrywam, że zazdroszczę - oczywiście w pozytywnym słowa tego znaczeniu - i zarobków i warunków pracy. Tak jak piszesz na blogu - u nas też się nie pracuje tylko zap..ala ale jakim kosztem i za jakie stawki. Co raz mniej mi się to podoba. A przy zapędach obecnego obozu rządzącego będzie jeszcze gorzej.
avatar nielubiejk
nielubiejk
17.01.2016 13:03:39
Sorry, dopiero zajrzałem na bloga i widzę, że jednak obchodzi :)
avatar Lekarz Emigrant
Lekarz Emigrant
20.01.2016 21:40:32
Obchodzi, zwłaszcza, że tankuję sporadycznie w Polsce (no i czasami w Czechach). Kurs euro akurat sprawdzam codziennie. Dzisiaj już po 4,503 widziałem :)
avatar Robert
Robert
31.01.2016 00:25:34
Cześć Wam i czołem :) Jestem dopiero na drugim roku. Blog, artykuł Twoje opowieści - świetne. Ale mnie osobiście chce się trochę popaść w rozpacz. Zawód o którym marzyłem (nie dostałem się za pierwszym, więc zapieprzałem by poprawić maturę). Teraz jak słucham starszych kolegów, po LEPie, po specjalizacji, na praktykach rezydentów czy nawet lekarzy specjalistów (na kole naukowym) to odechciewa mi się. 6 lat zapieprzy a później nawet nie masz czasu rodziny założyć, pasji (poza medycyną) rozwijać itd. System niszczy młodych lekarzy a jeszcze nie powiem brzydko kto, powiedział by studia były płatne, nie finansowane z budżetu. Od tak ten Pan wyliczył 500 tys zł ;/ Zazdroszczę kolego! Naprawdę zazdroszczę i sam się zastanawiam czy nie zacząć ostro języka obcego cisnąć i po prostu rzucić to wszystko i wyjechać (najlepiej w Bieszczady :p) Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej szczęścia na obczyźnie ;)
avatar Anonim
Anonim
20.02.2016 18:25:21
Również jestem na roku 6 tym. I musze powiedzieć, że potrzebuję kogoś kto mnie troszkę nakieruje jak zacząć przygodę ze specką w Dojczlandach. jeśli znajdziesz chwile odezwij się na kamil.lachowicz@gmail.com
avatar dumspiro
dumspiro
20.02.2016 21:12:49
Proponuję samemu napisać do autora - mail podany jest na końcu każdego tekstu. Pozdrawiam.
avatar Aga
Aga
22.03.2016 23:16:58
Z perspektywy juz specjalisty w Szwecji, ktory 2 lata po stazu przepracowal w Polsce a specke konczyl juz na emigracji moge sie podpisac pod wieloma wnioskami. Oczywiscie emigracja ma swoje trudne strony, ale ja do Polski nie wracam z wlasnej woli z roznych powodow... Pozdrawiam a jesli ktos zamierza wyjechac do Szwecji moze moj blog zapiski szwedzkie moze byc zrodlem informacji, choc ja az tak duzo ani edukacyjnie nie pisze...
avatar m_tusia
m_tusia
21.07.2016 12:58:26
Czy możesz podać linka do bloga? Jestem bardzo zainteresowana. I może zdradzisz jak długo przed wyjazdem uczyłaś się języka?
avatar Studentka
Studentka
27.10.2017 17:01:13
Podpinam się, chętnie bym się dowiedziała z pierwszej ręki jak wygląda praca lekarza w Szwecji :).

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się