Lekarz emigrant pisze

Lekarz emigrant pisze

44 komentarzy

Minęły dwa lata od kiedy wyjechałem do pracy zagranicę, więc przyszedł czas na małą refleksję i spojrzenie w tył.

Skąd ten pomysł?

O wyjeździe za granicę zacząłem myśleć na 6. roku studiów. Zdawałem sobie sprawę jak wygląda sprawa rezydentów, miejsc rezydenckich, traktowania rezydentów jako darmowe zło konieczne. Ja nie chciałem być kolejnym sfrustrowanym młodym lekarzem narzekającym na system opieki zdrowotnej, na utrudnianie odbywania specjalizacji, na przepracowanie etc. Postanowiłem sprawy wziąć w swoje ręce i nie być taki jak wszyscy. Trafiłem wtedy na spotkanie organizowane przez jeden ze szpitali w Niemczech, na którym to opowiadano o możliwościach, jakie otwierają się przed lekarzami w ich ośrodku. Zostawiłem swój e-mail z informacją jaką specjalizacją jestem zainteresowany. Po około 2 miesiącach otrzymałem z kliniki zaproszenie na tydzień na tzw. hospitację, a także od razu padło pytanie czy znam prawdopodobną datę, kiedy mógłbym rozpocząć szkolenie specjalizacyjne u nich.

W pewnym sensie podziwiam ludzi, którzy pracują po 300 godzin w miesiącu. Dzięki takim osobom akcja „Lekarze bez granic” nabiera nowego wymiaru – nie trzeba nawet lecieć do Afryki.Kiedy rok później rozpocząłem staż podyplomowy byłem coraz bardziej zdecydowany na wyjazd. Zapisałem się na intensywny kurs językowy (początkowo 6, a później 12 godzin w tygodniu). Staż to okres w którym zauważyłem, że młodzi lekarze najczęściej tylko przeszkadzają na oddziale i lepiej żeby ich nie było (dlatego nie wiem jaki jest sens przywrócenia stażu podyplomowego). Dzięki temu miałem czas, aby się uczyć słówek. Ogromny wysiłek włożyłem, aby w rok osiągnąć poziom B2 i uzyskać certyfikat językowy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że się opłaciło. Nie żałuję ani jednego dnia poświęconego na naukę.

Znalezienie pracy też wymagało czasu. Korzystałem z pomocy firmy pośredniczącej, ale też samodzielnie wysyłałem CV do szpitali. Byłem zapraszany na rozmowy, ale często było też zaznaczane, że na razie nie ma dla mnie miejsca i muszę poczekać. Po kilku tygodniach poszukiwań znalazłem pracę w 17 tysięcznej miejscowości oddalonej około 260 km od mojego rodzinnego domu. To i tak bliżej niż gdybym się wyprowadził do Warszawy. Na rozmowie kwalifikacyjnej ordynator oznajmił, że jest mną zainteresowany i chce podpisać umowę o pracę. Dwa tygodnie później rozpocząłem pracę jednocześnie rozpoczynając specjalizację z anestezjologii. Szpital, a w dokładnie kierowniczka kadr pomogła mi w dopełnieniu wszelkich formalności m.in. z otrzymaniem niemieckiego prawa wykonywania zawodu oraz pobytem. Nawet później jeśli miałem problem natury biurokratycznej chętnie mi pomogła. Dodatkowo szpital pomógł mi znaleźć mieszkanie oraz wyposażył w literaturę fachową.

Dlaczego emigracja?

Nie da się ukryć, że jednym z głównych mojej emigracji powodów są zarobki. Nie pochodzę z zamożnej rodziny. Moi rodzice starali się jak mogli, wiele sobie odmawiali, abym mógł zrealizować marzenie o zostaniu lekarzem. Nie wiem czy za pensję polskiego rezydenta byłbym w stanie samodzielnie opłacić sobie kawalerkę, wyżywienie, wakacje w egzotycznych krajach czy kupić samochód. Tutaj mogę sobie na to wszystko pozwolić.

Innym powodem, dla którego też chciałem wyjechać, były możliwości rozwoju czy też wyposażenie szpitali. Byłem na kilku rozmowach w różnych szpitalach w niewielkich miejscowościach i za każdym razem byłem pod wrażeniem wyposażenia i możliwościami, jakimi dysponowały te placówki. Miałem wrażenie, że jestem o kilkadziesiąt lat do przodu w odniesieniu do tego co jest w Polsce. Małe, powiatowe szpitale posiadały sprzęt jaki w Polsce widziałem tylko w szpitalu uniwersyteckim.

To ile interniści piszą dokumentów, ankiet, rożnych kart jest przerażające. Czy ktoś to później czyta? Chyba tylko NFZ, aby znaleźć lukę i nie zapłacić za hospitalizację pacjenta.Przed wyjazdem nie wiedziałem jaki jest system ochrony zdrowia w Niemczech. Ale wiedziałem, że ten co mamy w Polsce ku lepszemu nie zmierza. Coraz więcej biurokracji. To ile interniści piszą dokumentów, ankiet, rożnych kart jest przerażające. Czy ktoś to później czyta, opracowuje i wyciąga wnioski? Chyba tylko NFZ, aby znaleźć lukę i nie zapłacić za hospitalizację pacjenta. Czy to normalne, że minister zdrowia oskarża lekarzy PZ, że biorą pacjentów za zakładników, bo walczą o pieniądze na ich leczenie?!

Kiedy patrzę na moich kolegów w Polsce, co muszą brać dodatkowe dyżury w pogotowiu, NPL czy POZ to tylko im współczuję. Pracowałem 2 miesiące w nocnej i świątecznej pomocy. Nigdy bym do tej pracy nie wrócił. Ile musiałem nasłuchać od pacjentów, a ile jeszcze od lekarzy dzwoniących z pretensją, że odesłałem pacjenta na SOR z ostrym brzuchem. U mnie w szpitalu jak karetka wiezie pacjenta z podejrzeniem udaru czy zatorowości płucnej, to już jesteśmy wcześniej o tym poinformowani i pacjent zanim zostanie zarejestrowany to będzie miał już zrobione TK. Leczenie jest nastawione na pacjenta, a nie na to kto i jak wycenia procedury lub czy dany oddział ma kontrakt podpisany. Owszem, jest to ważne, ale nigdy nie zapominamy o najważniejszym, czyli o pacjencie.

Pierwsze kroki

Początki nie były łatwe. Praca w nowym otoczeniu, dodatkowo problemy językowe (posiadanie certyfikatu to jedna sprawa, ale umiejętność płynnego posługiwania się językiem na co dzień to już wyższa sztuka). Ordynator powoli wprowadzał mnie w nowe obowiązki. Zaczynałem od rzeczy prostych, stopniowo przechodząc do trudniejszych. Zanim pozwolił mi cokolwiek samodzielnie robić, to musiałem wiele razy daną rzecz zrobić pod jego czujnym okiem. Czasami mam wrażenie że łatwiej jest się czegoś nauczyć niż dostać potwierdzenie, że już się to umie. Oczywiście cały czas w razie potrzeby mogę po szefa zadzwonić, bo jak sam zaznacza: on jest od tego żeby mnie uczyć i pomagać.

W rozmowach z kolegami z Polski zawsze odnoszę wrażenie, że zdecydowanie więcej się nauczyłem w tym samym czasie niż oni. Nie trudno o taki wniosek kiedy porównuję do ilu operacji znieczulam tygodniowo. Szef co chwilę mnie wysyła na konferencje, szpital mi finansuje kursy np. usg czy bronchoskopii. W zamian oczekuje ode mnie zaangażowania i rzetelności w pracy. Myślę, że się z tego całkiem dobrze wywiązuję, bo pielęgniarki przekazały mi, iż mówił im, że jest zadowolony z mojej pracy. Ponadto szef, myśląc przyszłościowo, już teraz zaczyna ze mną dyskusję odnośnie mojej kariery po specjalizacji, jakbym mógł się dalej rozwijać, abym pozostał w szpitalu na lata.

W szpitalu klinicznym w mieście z którego pochodzę mój znajomy usłyszał na dzień dobry: możesz zrobić tu specjalizację, ale nie licz że dostaniesz tutaj później etat specjalisty. To brakuje w Polsce tych specjalistów czy nie? Fajnie jest zatrudnić rezydenta do noszenia historii choroby za profesorem albo do pracy sekretarki, a później go wyrzucić, bo był za darmo i przyjąć nowego – zaczynamy zabawę od nowa. Czyli tak naprawdę nie brakuje tych lekarzy, to po co zwiększać limity na medycynę i otwierać nowe wydziały lekarskie. Gdyby lekarzy było mało, to przecież by nie pracowali za głodowe stawki, tylko mogli by dyktować naprawdę wysokie warunki.

W Niemczech brakuje lekarzy. To szpitale się o nich biją. Co jakiś czas mam telefony od headhunterów czy nie szukam innej pracy, mówią co mogą mi zaoferować, pytają o moje wymagania odnośnie tego gdzie, w jakim szpitalu, regionie i co bym chciał robić. To praca mnie szuka, a nie ja pracy. To ja wybieram, a nie mnie wybierają. Czuję się dowartościowany i potrzebny. Nikt mi łaski nie robi, że mnie czegoś nauczy, jest wręcz na odwrót.

Współpraca między oddziałami

Wiele osób wie jakie to jest wyzwanie, aby ściągnąć chirurga na konsultację. Skierowanie, telefon, prośba albo błaganie, żeby jeszcze w tym tygodniu, a najlepiej przyprowadzić do niego pacjenta żeby pan doktor sam daleko chodzić nie musiał.

Tutaj jest inaczej. Nie muszę pisać osobnego skierowana z prośbą o konsultację. Ja muszę tylko zadzwonić i zapytać czy to będzie za 15 minut czy za pół godziny (bo to, że dzisiaj to jest oczywiste). Też jest trochę biurokracji, ale większość jest jednak skomputeryzowana. Pacjent ma swój profil w systemie i tam znajdę wszystkie konsultacje, wyniki, poprzednie wypisy, wizyty w przychodni. To znacznie ułatwia pracę.
Codziennie z internistami i chirurgami mamy wspólną wizytę na oddziale intensywnej terapii. To jest nasz wspólny pacjent. Pacjent nie będzie wypisany z intensywnej terapii do domu, tylko trafia najczęściej tam, skąd został przyjęty (chirurgia, interna, ginekologia, urologia). Na intensywnej terapii nie ma planowych przyjęć tak jak na chirurgii czy internie (nie licząc tego że przy planowaniu dużych operacji chirurdzy zawsze konsultują z nami obłożenie oddziału, aby pacjent mógł pozostać przez dłuższy czas pod monitoringiem). Bo to pacjent jest w centrum uwagi.

Pacjenci

Przyznam, że na początku bałem się rozmów z pacjentami ze względu na barierę językową. Z czasem obawa przeszła i teraz wyjaśnienie znieczulenia nie sprawia mi dużych problemów. Poza tym w szpitalu jest międzynarodowo – oprócz Polaków pracują też Czesi, Bułgarzy, Słowacy, jest też lekarka z Jemenu. Często mówię do pacjenta, że jestem z Polski i gdyby czegoś nie rozumiał to ma dać znać. Nigdy nie spotkałem się z jakąś niemiłą sytuacją. Za to tych pozytywnych było wiele.

Pacjenci są całkiem inni niż w Polsce. W Polsce jest ogromna grupa pacjentów ‚którym się wszystko należy’ – najlepiej na już albo na wczoraj. Pacjenci znają swoje prawa. Niestety zapominają o tym, że każdy pacjent ma obowiązki. To obowiązkiem pacjenta jest pilnować terminu wizyty, tego czy ma jeszcze leki, które na stałe zażywa. Dlaczego lekarz w przychodni ma dłużej siedzieć w pracy, bo pani Kowalskiej się po raz kolejny zapomniało przyjść po receptę, a leków nie ma już od dwóch dni? To jest zdrowie pacjenta, a nie lekarza. Lekarz wskazuje drogę jak to zdrowie utrzymać w najlepszym stanie, ale nic nie może zrobić za pacjenta.

Kiedy w poradni ginekologicznej kwalifikowane są pacjentki do zabiegów, ja w gabinecie obok od razu omawiam z nimi narkozę i cały okołooperacyjny przebieg. Bardzo rzadko zdarza się, aby jakaś pacjentka nie przyszła na wizytę. Pacjenci szanują czas lekarza. A jeśli ktoś nie przyjść, to informuje o tym wcześniej telefonicznie i dostaje termin nowej wizyty. Dzięki temu u mnie w szpitalu coś takiego jak ‚lista oczekujących’ nie istnieje.

Czego mi brakuje?

Pierogów ruskich, krokietów, bigosu. Z polskiej kuchni możemy być dumni i ewidentnie odczuwam jej brak. Na szczęście do domu nie mam daleko, zawsze mogę na weekend przyjechać i zabrać ze sobą słoik ogórków kiszonych czy zjeść domowy rosół. Bliskość Polski sprawia też, że bez problemu utrzymuję kontakt ze znajomymi. Zawsze mogą do mnie na weekend przyjechać albo ja do nich.

Czy wyjazd to był dobry wybór?

Od samego początku nie miałem wątpliwości, że emigracja to dobry wybór. Im dłużej tutaj jestem, tym bardziej nie czuję potrzeby, aby wrócić do kraju do pracy. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak potoczyło się moje życie. Rozwijam się zawodowo, staję się coraz bardziej samodzielny w pracy, szef we mnie inwestuje, mam od kogo się uczyć. No i jestem niezależny finansowo. To jest ważne, bo ja nie muszę biegać do drugiej czy trzeciej pracy, na kolejny, dodatkowy dyżur po którym padłbym ze zmęczenia. W pewnym sensie podziwiam ludzi, którzy pracują po 300 godzin w miesiącu. Dzięki takim osobom akcja „Lekarze bez granic” nabiera nowego wymiaru – nie trzeba nawet lecieć do Afryki.

Ja mam jedną pracę, jeden etat, na którym się skupiam. Mam czas aby się uczyć tego, co mnie może w pracy spotkać, odpocząć po ciężkim dniu, spotkać się ze znajomymi, podróżować, poświęcić się swojemu hobby.
A praca, mimo że jest jej dużo, sprawia mi ogromną przyjemność. Nie ma chyba nic lepszego niż praca dzięki której można mieć satysfakcję nie tylko w życiu zawodowym, ale także poza nim.

Lekarz Emigrant

mail do autora: lekarz.emigrant@gmail.com

blog autora: lekarz-emigrant.blogspot.com

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się