Manifest: Niepodlegli Rezydenci

Manifest: Niepodlegli Rezydenci

1 komentarzy

Dwa dni temu obchodziliśmy Święto Niepodległości. Po 123 latach Polska stała się suwerennym krajem, jednak umysły jej obywateli, w tym lekarzy, są zniewolone – brakiem perspektyw i nadziei na poprawę. Po roku obecności we wszystkich mediach, fali protestów, dwóch dużych marszach, ministrowie III Rzeczpospolitej pytają na spotkaniu z przedstawicielami lekarzy rezydentów “jakie są wasze postulaty”? Jak się okazuje, nie jesteśmy w pełni wolni, a mury stoją w naszych umysłach. Pozostaje pytanie: jak wyzwolić się z arogancji Rządzących. Co dalej, Porozumienie Rezydentów?

Gdzie teraz jesteśmy

Wrześniowa manifestacja Porozumienia Zawodów Medycznych to miły sen z przedwczoraj – przyjemnie się kojarzy, ale po takim czasie trudno powiedzieć, o co w nim chodziło. Czerwcowa manifestacja Porozumienia Rezydentów to najfajniejsze wakacje z przyjaciółmi ze studiów – zapamiętamy je na zawsze, będziemy wracać do tych chwil, mówiąc “a pamiętasz, kiedy…:”, ale ich miejsce pozostaje na półce obok innych zdjęć w ramce.

Czołowi działacze Porozumienia Rezydentów, tacy jak Damian Patecki, Jarosław Biliński, Krzysztof Hałabuz, Łukasz Jankowski i Joanna Matecka, a także dziesiątki innych osób, których nie sposób wymienić, nie sprzedali się za garść srebrników. Mimo licznych zarzutów internetowych trolli, nie wykorzystali Porozumienia jako “trampoliny do kariery” i nie widzimy ich w czołówkach prasowych jako przedstawicieli rządowych. A nie raz otrzymywaliśmy propozycje “przejścia na ciemną stronę mocy”. Zarząd PR nie “brylował w mediach” tylko dla pokazania gęb, ale poświęcał czas, by informować społeczeństwo o problemach lekarzy i przestrzec ludzi przed zbliżającym się kryzysem systemu opieki zdrowotnej. Czas pokazał, że faktycznie nawoływali do solidarności, bo wierzyli, że razem można osiągnąć więcej.

Nasz ruch spotkał się z pozytywnym odzewem – nie tylko naszego środowiska, ale również innych zawodów medycznych a także, przede wszystkim, pacjentów.

Efekty wielomiesięcznej pracy obserwuję osobiście, choćby w gabinecie – pacjenci są coraz bardziej przychylni, w szczególności młodym lekarzom. Jeśli rozmowa schodzi na tematy polityczne, słyszę głosy poparcia płynące od ludzi w różnym wieku i o różnym statusie majątkowym. Na przestrzeni ostatnich miesięcy przeczytałem lub obejrzałem w mediach więcej przychylnych nam materiałów niż w ciągu całego mojego życia. Bez wątpienia świadomość społeczna problemów opieki zdrowotnej wzrosła. I jest to bez wątpienia sukces Porozumienia Rezydentów, a później także Porozumienia Zawodów Medycznych.

Faktem jest również, że w naszych działaniach uderzyliśmy głową w szklany sufit naszych możliwości. Dotychczasowa aktywność, niczym w najlepiej zarządzanych projektach typu Open Source, polegała na skoordynowanej wolontaryjnej pracy chętnych lekarzy, także studentów – wszystkim im należy się szacunek i wdzięczność. Jednakże, mimo że obecnie ministerialni dygnitarze pocą się na sam widok przedstawicieli PR przychodzących na kolejne obrady komisji ds. zdrowia, kształcenia i innych, ich mocodawcy, biegli wyjadacze realpolitik doskonale zdają sobie sprawę z brutalnego faktu: tak długo, jak za działaniami lekarzy stoją deklaracje i zabiegi “miękkiego” budowania relacji, nie muszą sobie nami zaprzątać głowy. A już na pewno nie budżetu.

Co możemy zrobić dalej

Wszystko to prowadzi do rozgoryczenia i frustracji pracowników ochrony zdrowia. I słusznie. Pozostaje pytanie, co, poza zaciskaniem pięści i zagryzaniem warg, pozostaje nam robić? Z pewnością każdy z nas myślał na ten temat nie raz, pozwolę sobie tutaj podsumować moje własne rozważania. Dla mnie istnieje pięć głównych możliwych rozwiązań.

1. Pokojowe manifestacje

W przeciągu ostatniego roku zorganizowaliśmy już 2 duże marsze 18.06 i 24.09.2016. Było to niesamowite doświadczenie organizacyjne i eksperyment społeczny na olbrzymią skalę. Nie wiem, jakie kto miał oczekiwania, ja uważam oba wydarzenia za sukces naszego środowiska. Frekwencją zbliżone były do innych istotnych politycznie i społecznie protestów, a pamiętajmy, że mówimy o wyjściu na ulicę wybranej i wąskiej grupy zawodowej.

Internet kipi od nowych pomysłów, dalszych “pokojowych” akcji – oddawania krwi, rozdawania ulotek itp.

Są to działania potrzebne do utrzymania naszego dobrego wizerunku, ale w obecnej politycznej przepychance zdecydowanie nie będzie to gamechanger – mówiąc delikatnie, władzy to zwisa. Marsze KODu były w czasach swojej świetności kilkunastokrotnie liczniejsze niż nasze, a taktyka władzy ta sama – wziąć na przetrzymanie, poczekać aż przeciwnik się wykrwawi (à propos oddawania krwi) lub znudzi.

Do jednej z istotniejszych przeprowadzanych aktualnie i wartych wsparcia akcji należy zbiórka podpisów pod Obywatelskim Projektem Ustawy o Płacy Minimalnej. Zachęcamy wszystkich zainteresowanych do wzięcia w niej udziału – nie kosztuje to wiele czasu, a może być jednym z tych kamyczków, które ruszą lawinę.

Zdeklarowanych przeciwników angażowania się w takie pozytywne happeningi również przestrzegam przed nadmiernym sceptycyzmem – do zalet pokojowych manifestacji należy m.in::

  • tworzenie Public Relations z pacjentami, nagłaśnianie problemu
  • przechodzenie przez wszystkie elementy ścieżki negocjacyjnej (nikt nie będzie mógł zarzucić, że w pertraktacjach z Rządem nie wykorzystaliśmy wszystkich dostępnych metod)
  • łatwość organizacji – są nieobciążające dla uczestników – zwoływane w dni wolne, nie wymagają nadmiernych wyrzeczeń, jedynie wygospodarowania czasu i środków na przejazd
  • konsolidowanie środowiska i nagłaśnianie działań

2. Strajk

Jeśli więc stała obecność w mediach i nieustanny pressing polityczny nie wystarcza, to znaczy, że należy sięgnąć po stare, sprawdzone sposoby, cytując słowa dojrzałych już wywrotowców, “butelki z benzyną i kamienie”?

Każdy kij ma dwa końce. A przeciwnik też umie rzucać kamieniami. Strategia typu Strajk Generalny byłaby zagraniem typu all in. Albo pękniemy my, albo oni. Rzecz w tym, że rządzący mają personalnie dużo mniej do stracenia niż poszczególni lekarze. Owszem, kraj się zawali, ludzie będą umierać bez pomocy medycznej, ale kogo to obchodzi?! Ja, Misiewicz, Rostowska, czy inny Dyzma, dostanę odprawę spadochronową, a w następnych wyborach samorządowych mój kuzyn zostanie prezesem lokalnej elektrociepłowni. A ja, lekarz? Mogę zapomnieć o karierze w Klinice i przyzwyczaić się do dojeżdżania na wizyty domowe traktorem. Albo wykupić intensywny kurs języka niemieckiego.

Żeby nie popadać w skrajności. Owszem, strajki były, niektóre nawet skuteczne, choć nie na tyle, na ile byśmy tego chcieli. Ostatni duży w 2007 roku. Jest tylko jedno zasadnicze “ale”: wymaga on skoordynowanego działania. Tu już nie można się bawić w wybór “przyjdę sobie albo nie”, tu działa prawo dżungli. Jak widać, jest to działanie, które, silniej nawet niż społeczeństwo, polaryzuje grupę samych strajkujących.

Skoordynowane działanie potrzebuje dużych, scentralizowanych struktur. Takie już są – to lokalne oddziały OZZL, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Inne zawody medyczne też mają swoje związki. Jeżeli jesteś zainteresowana/y działaniem, znajdź najbliższy region (najprawdopodobniej w Twoim szpitalu / placówce). Jeśli nie ma, trzeba będzie takowy założyć – o tym napiszemy w osobnym artykule.

Jest jeszcze wiele innych problemów związanych z organizacją Strajku. Na grupie PR okresowo pojawiają się komentarze w stylu “palimy opony i robimy rozróbę jak górnicy, tylko taki język przemawia do gawiedzi”. O zgrozo, co jakiś czas podobne postulaty są brane całkiem na poważnie.

Podstawowe problemy związane z organizacją i przeprowadzeniem strajku są następujące:

  • Strajk jest trudny do zorganizowania technicznie (wymaga ścisłej koordynacji).
  • Jest postrzegany jako działanie nieetyczne, również przez samych lekarzy.
  • Występowanie w roli zakapiorów szarga nasz wizerunek i naraża nas na śmieszność – nawet w obliczu słuszności motywów takowego działania.
  • W zależności od dokładnej formy, może stworzyć realne zagrożenie dla pacjentów – o konsekwencjach prawnych i moralnych nie muszę mówić.
  • Mimo, że temat strajku w “Służbie Zdrowia” jest wałkowany od dziesięcioleci, nie ma konsensusu co do jego ram prawnych. Czytaj – prawie zawsze można pociągnąć do odpowiedzialności jego uczestników, jeżeli zajdzie minimalne chociaż podejrzenie, że narażają oni pacjentów na utratę życia lub zdrowia. A o to można posądzić zawsze w przypadku strajku polegającego na odejściu od łóżek pacjentów…
  • Wyprzedzając propozycje: skoordynowany urlop na żądanie nie ma mocy prawnej, może zostać zanegowany przez przełożonego, a za niesubordynację mogą zostać wyciągnięte konsekwencje ze zwolnieniem dyscyplinarnym włącznie.
  • Na strajk trzeba się przygotować, także finansowo. Podstawową strategią dyrektorów placówek jest bezpardonowe wyrzucanie krnąbrnych pracowników. Jest to działanie nierzadko bezprawne, wielu lekarzy zostało później sądownie przywróconych na stanowiska i otrzymali zadośćuczynienie, ale okres “walki o swoje” może trwać miesiącami – wysoce wskazane jest więc posiadanie oszczędności.
  • Strajk, przynajmniej ten Generalny, może zostać zorganizowany tylko przy poparciu lekarzy specjalistów, większością głosów zatrudnionych w danym oddziale / placówce pracowników. Porozumienie Rezydentów jest zwartą i dobrze zorganizowaną grupą, ale nie wciąż nie posiada pełnego poparcia w całym środowisku. Jeśli więc chcemy do tego dążyć, bez rozmowy z ordynatorem / kierownikiem się nie obejdzie.

Nie chcę gasić w Was ognia walki. Strajk Generalny da się zorganizować. Jednak decyzja o tym powinna być wspólna i każdy z uczestników musi znać związane z tym trudności – bo do ich pokonania potrzebna będzie wspólna pomoc. Tu już nie wystarczy 50 osób organizujących marsz w Warszawie. Tu będą potrzebne setki, jeśli nie tysiące osób z całego kraju. A na jego realizację potrzeba kilku miesięcy przygotowań.3. Emigracja

Powinna być traktowana jako plan nie B, ale Y albo Z. Ostateczna ostateczność. O jej twarzach piszę na bieżąco na łamach BML. Ma swoje plusy, ale też kilka poważnych minusów. Każdy powinien sobie o niej wyrobić osobiste zdanie. Nie mam zamiaru od niej odżegnywać ani zachęcać – staram się umieszczać na łamach BML relacje z pierwszej ręki, choćby dlatego, że sam jestem ciekawy. Jedno jest pewne – emigracja to rozwiązanie w białych rękawiczkach. Spakowanie zabawek i odejście z piaskownicy. Nikt trzeźwo myślący – ani lekarz, ani pacjent, ani nawet polityk nie powinien dziwić się albo mieć pretensji za podjęcie przez kogoś takiej decyzji. A nawet jeśli, to co z tego? Zainteresowanych już nie ma, do Polski przyjeżdżać będą na tanie wakacje i oscypki. Jest to rozwiązanie o tyle smutne, co z reguły ostateczne. Bo kto normalny miałby wrócić?!

4. Robić swoje

Mimo, że jest to rozwiązanie najgorsze z możliwych, jest ono praktykowane przez miażdżącą większość lekarzy, pielęgniarki, ratowników i inne zawody medyczne. Staus quo – haruję cicho jak myszka w kąciku i czekam, aż się zmieni. Często sobie ponarzekam z Grażyną i Marcinem przy kawie, ale koniec końców ściskam poślady i lecę na dyżur do sąsiedniej dzielnicy / wsi, żeby potem iść do poradni. A po poradni to wiadomo, SOR, no chyba, że to przestępny czwartek miesiąca, to noc spędzę w domu. Domu – najdroższym hotelu na świecie. I do tego na kredyt. Złamane życiorysy, nasze dzieci, których nie znamy. “To do której klasy chodzi Jaś?”. Tego chcemy? Nie. Na to wciąż narzekamy? Tak. Coś z tym robimy? No właśnie…

5. Alternatywa: Ograniczenie czasu pracy

Jedyna moim zdaniem realna szansa na sukces. I jednocześnie najtrudniejsza do realizacji.

Najtrudniejsza, bo wymaga zmiany Nas. Od środka. Naszych umysłów. Nie systemu, nie polityków, nie wyceny grupera, nie kontraktowania świadczeń, nie podejścia pacjentów. Nas samych. Mindfulness, joga, new age, islam, chrześcijaństwo – wszystko to wysiada w konfrontacji z betonem, jaki mamy w głowach. “Chcę pracować mniej, dlatego tyle zapierniczam” – oto nasze motto. Zwolnij, człowieku. Tu jest teren zabudowany, ograniczenie do 50, jak będziesz tyle gazował, to kogoś zabijesz, a sam pójdziesz do więzienia. Łatwo zrozumieć? A to: “nie pracuj tyle, jeśli będziesz zestresowany i przepracowany, to możesz zrobić krzywdę pacjentowi albo sam dostać zawału”. Przemawia do wyobraźni? Oczywiście, że przemawia, widzieliśmy w telewizji. Sierpień w Białogardzie – 44 letnia anestezjolog. Dwa tygodnie później w Sosnowcu, 57-letni lekarz, też anestezjolog. Dwa tygodnie temu w Kartuzach. Padamy jak muchy. Zawsze pada znamienne “zmarł z przepracowania”. Czyja to była wina? Ich. Nasza. Nie systemu, nie polityków, nie pacjentów. Lekarzy. Chcesz być następny? Oczywiście, że nie. Przecież mnie, czy Ciebie, to nigdy nie dotyczy. Choroba i nieszczęścia zawsze dotykają kogoś innego. Spokojnie, pracując na onkologii mam takie myślenie obcykane. Mechanizm wyparcia, myślenie magiczne, ono zawsze wprawia nas w dobry humor, sprawia, że łatwiej nam przeżyć kolejny dzień. No chyba, że go akurat nie przeżyjemy.

Jeśli ktoś myśli, że będą po nas płakać, to pozwolę sobie zacytować komentarze użytkowników wykop.pl pod artkułem opisującym śmierć lekarki po 4 dniach ciągłego dyżuru:

  • „Hahaha jaka głupia po co akceptowała takie (nielegalne) warunki pracy?”
  • “(…)za dużo amfetaminy (adderal, medikinet) chyba wzięła żeby zejść na zawał po czterech dniach pracy nonstop. Niby doktor od narkozy a narkotyki zabijają nawet i wtajemniczonych. Oczywiście uśpić też się miała czym. Chciałbym zobaczyć wyniki toksykologii zmarłej”
  • “chciała trochę dorobić na wymarzone wakacje “

Ja wiem, “to je internet, tego nie zrozumisz”. Ale każdy z nas chyba podskórnie czuje, że podobne wnioski mają nie tylko cybertrolle?

Co zrobić

Pomysłów jest kilka, ale wszystkie sprowadzają się do jednego – pracować mniej. Możliwe pomysły:

  • Wypowiadanie opt-out.
    Akcja aktualnie prowadzona przez Porozumienie Rezydentów. Zwieramy szyki, rozsyłamy info i zachęcamy wszystkich – znajomych, przyjaciół, kolegów z pracy. Pomysł jest prosty i w pełni legalny. Genialny w swojej prostocie. Nikt nie może nam zarzucić złej woli. Opt-out, jak sama nazwa wskazuje, to dobrowolne zgodzenie się na wzięcie większej ilości dyżurów, coś dodatkowego. Wypowiadając go, wracamy do normalności.
  • Rezygnacja z pracy dodatkowej lub dorabianie tylko za ustaloną minimalną kwotę.
    Dyżury w NPL za 30zł brutto na kontrakcie? Nie wierzyłem, póki nie wszedłem na konsylium24. Jak pisał o tym Damian Patecki na swoim blogu damianmowi.pl, już lepiej po prostu mniej wydawać. Spędzić pół miesiąca w szpitalu, jedną czwartą w NPL a resztę odsypiać tylko po to, by mieć trochę oszczędności? A kiedy z nich będziemy się cieszyć? Zainteresowanym polecam krótką przypowieść “Opowieść o życiu” z książki Richarda Kocha, Sposób na życie 80/20.

Wady, słabe punkty

Kilka łatwych do przewidzenia przeszkód stojących na drodze do sukcesu wraz z moim komentarzem:

  1. Efekt długofalowy.
    Jest to strategia długoterminowa. Zaczynasz dziś, efekty będą później.
  2. Wymaga solidarności środowiska.
    Na szczęście, nie całego. Do sukcesu potrzeba dużo mniej przekonanych lekarzy / pielęgniarek / ratowników, niż w przypadku organizacji Strajku Generalnego. Wyobraź sobie, że na Twoim oddziale przestaje dyżurować trzech lekarzy albo dwie pielęgniarki. Że co? Że trudno to sobie wyobrazić?
  3. “Mam kredyt, nie mogę zrezygnować z pracy”.
    Nie wiem jak duże jest to mieszkanie, ale skoro bierzesz kredyt, to pewnie z kimś mieszkasz. Przy dwóch pensjach nie jest absolutnie konieczne, by pracować na trzech etatach, by przeżyć. Możesz próbować wmówić mi co innego, ale rozjuszonego tłumu kasjerów z Biedry i Lidla zarabiających (mimo wszystko) mniej od Ciebie nie przekonasz. To wszystko kwestia perspektyw. Wolisz pracować jak biedak, by nie musieć żyć jak biedak?
  4. “Pracuję na wolontariacie, muszę dorobić, żeby żyć”.
    Wyjedź. Proszę. Z tego kraju. Serio. Szkoda Twojego potencjału i determinacji. Znam ludzi pracujących za darmo – są to wbrew pozorom ludzie bardzo obrotni, którzy doskonale odnajdują się w rzeczywistości. Sądzę, że te same umiejętności doskonale przydałyby się na emigracji. Myślisz, że jak już wreszcie będziesz mieć tytuł, to się wreszcie odkujesz? Może tak. Może nie.
  5. “To i tak się nie uda”.
    That’s what she said. A tak serio, to cóż… trudno, Pani/Panu już podziękujemy. Jeżeli tak myślisz, a mimo to jesteś tak daleko w tym tekście, to, szczerze mówiąc, nie bardzo Cię rozumiem.
  6. “Kolega / koleżanka podkopie pode mną dołek i weźmie mój dyżur / etat”.
    Po pierwsze, to nie jest Twój kolega/Twoja koleżanka, tylko swołocz. Po drugie, daj mi adres tego osobnika i wspólnie ze znajomymi z PR… taki żart… chociaż? Może odrobina ostracyzmu, jakiś wewnętrzny lincz wniósłby trochę świeżości do środowiska chytrych lisków i dwulicowych żmijek? Jeśli jesteś świadkiem podkładania komuś ewidentnej świni (lub jesteś ofiarą) – zwróć grzecznie uwagę. Jeśli spotkasz się z arogancją, napiętnuj ją. Nasze środowisko jest małe. Jeśli w świat pójdzie informacja o tym, do czego ktoś jest zdolny (pamiętajmy, że piszę tu o mówieniu prawdy, nie sianiu plotek!), to nie chciałbym być w skórze takowego jegomościa (lub jejmości).

Dlaczego to się może udać

  1. To, ile pracujemy, to w całym równaniu popytu i podaży jedyna zmienna, która w całości zależy tylko i wyłącznie od nas.
    Aby na nią wpłynąć, nie musimy prosić Rządu o jałmużnę, a pacjentów o zrozumienie. Sami sobie ustalamy stawki, za które możemy przyjść do pracy, bo nasz czas, jakim dysponujemy, to najcenniejsza waluta, jaką posiadamy. Mówię to jako przyszły onkolog na co dzień zajmujący się umierającymi na raka ludźmi. Serio. Pomyśl, że oddajesz komuś godzinę czasu z dziećmi za 20 zł. Albo rezygnujesz z randki za 250 zł z dyżuru. Jak się z tym czujesz?
  2. Działamy w granicy prawa.
    Nikt, choćby najbardziej szurnięty polityk (oj, wysoko postawiłem sobie poprzeczkę…), nie może “zakuć nas w kamasze” i zmusić do pracy więcej, skoro Rząd od lat prowadzi retorykę zdziwienia przepracowaniem lekarzy apelując o zachowanie umiaru. Nasz czas pracy chroni zarówno polskie, jak i europejskie prawo, a obecna patologia jest efektem dobrowolnego ich omijania przez nas samych. Prominenci o tym wiedzieli, przymykali oko na łamanie prawa, bo było to najprostsze i najtańsze rozwiązanie – naszą krwią. To, że czasem lekarze umierali z przepracowania – to nie ich problem. Zacytujmy relację przedstawiciela PR z ostatniego spotkania z Wiceministrem Zdrowia i Wiceministrem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej:

“(…) Opowiedzieliśmy o szykowanej przez PR i OZZL akcji wypowiadania opt-outów. I…. to było coś co spowodowało głuchą ciszę i realny stres z ich strony. Na naszą opowieść, że zamierzamy pracować zgodnie z normami czasu pracy i legalnie zaczęły się dywagacje, niepewność. Minister Pracy był w konsternacji.

Minister Pracy był w konsternacji na wieść, że lekarze mają zamiar pracować przepisową ilość godzin. <Tu wstaw swój ulubiony mem przedstawiający sarkastyczne zdziwienie>.

  1. Jest to zdroworozsądkowy cel, do którego powinniśmy dążyć.
    Zawsze zachwycamy się Zachodem i Skandynawią, że pracujący tam lekarze mają czas na odpoczynek – jak dokładnie chcemy osiągnąć taki stan, konsekwentnie dążąc w odwrotnym kierunku? Póki co ostatnie lata jasno wykazały, że duża ilość pracy lekarzy zaniża stawki i zmusza nas do większej ilości pracy. Może więc czas spróbować innej strategii?
  2. Działanie ujawni realny niedobór lekarzy.
    Odkąd jesteśmy słyszalni w mediach, powtarzamy jak mantrę: lekarzy jest za mało. Jesteśmy w ogonie Europy. Porównując ilość osób z tytułem lekarza, pewnie tak jest. W równaniach skrzętnie omijamy jednak fakt, że jeśli średnio każdy z nas pracuje na półtora etatu, to realna siła pracownicza jest większa niż w najzamożniejszych regionach Europy!
  3. Nie robimy nikomu krzywdy.
    Oczami wyobraźni widzę pędzące w nasza stronę tsunami nienawiści po ogłoszeniu publicznie, że planujemy Strajk Generalny. “Do roboty nieroby” . “Zachciało im się na nowego Rolexa” – to najuprzejmiejsze wypowiedzi ze strony opinii publicznej, w tym mediów, jakie przychodzą mi do głowy. Postawienie się w sytuacji agresora sprawia, że tracimy tak starannie dotąd wypracowaną przez nas pozycję młodych, mądrych ludzi, którzy dbają o los polskiego społeczeństwa. Słuszną i prawdziwą pozycję. Ja proponuję, byśmy powiedzieli uprzejmie “dziękuję, nie mam zamiaru zaharowywać się na śmierć”. Szach-mat.
  4. Jesteśmy zorganizowani.
    Porozumienie Rezydentów ma w swoich szeregach ponad połowę spośród wszystkich lekarzy w trakcie specjalizacji w Polsce. Od czasu “jedynej słusznej partii” nie było bardziej konkurencyjnego, dobrowolnego ruchu na taką skalę, a już na pewno nie w środowisku lekarskim. Działania na przestrzeni ostatniego roku wyraźnie pokazały, że możemy. Możemy się zorganizować, przekonać się do siebie, pomóc sobie. Spośród wszystkich zawodów medycznych jesteśmy grupą, która ma największą szansę na sukces.

Walczmy o niepodległość rezydentów. Niepodległość naszego wolnego czasu. Szanujmy siebie, szanujmy nasz czas – to jest najcenniejsze, co mamy. Nie sprzedawajmy go za bezcen. Wkrótce na oficjalnych kanałach Porozumienia Rezydentów i Będąc Młodym Lekarzem będziemy publikować więcej szczegółów. Planujemy szeroko zakrojoną akcję. Jej powodzenie zależy od Ciebie.

Przekaż ten manifest dalej – podziel się ze znajomymi, kolegami z pracy, ze studiów. Napisz mi, co o tym myślisz: w komentarzach pod artykułem, na facebooku lub pisząc bezpośrednio do mnie, na maila. A później – niech dyskusja przerodzi się w działanie…

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
1 komentarz
avatar Anonim
Anonim
16.11.2016 19:49:17
Punkt 5 - Alternatywa, to nie tylko najlepszy dotychczas tekst autora, ale przede wszystkim jedyna sensowna propozycja rozwiązania najważniejszych obecnie problemów dotyczących przedstawicieli zawodów medycznych w Polsce. Stanowi logicznie uporządkowany manifest, którego realizacja nie tylko DŁUGOTRWALE przywróciłaby godne warunki pracy i płacy medyków, ale również zwiększyłaby istotnie bezpieczeństwo pacjentów. Jedynym poszkodowanym tej akcji byłby rząd, który musiałby sprostać konieczności zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną, w tym kształcenie większej liczby jej pracowników - ale przecież o to wszystkim medykom (i de facto pacjentom) chodzi. Najważniejsze jednak jest to, że zmienia optykę spojrzenia na problem - nagle to nie lekarze i inne zawody medyczne stają się petentami ze swoimi problemami wobec rządu, ale to rząd zostaje postawiony pod ścianą wobec narastającej frustracji pacjentów. I to on będzie się pocił, co z tym faktem zrobić. Jeżeli powyższy tekst nie przekonuje koleżanek i kolegów lekarzy, którzy dalej zamierzają "pracować" za 30-40 brutto PLN za godzinę poza podstawowym wymiarem pracy, to chyba nic już ich nie przekona. Współczuję. "Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności - odwaga."

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się