Pięć grzechów głównych serialu „Młodzi lekarze”

Pięć grzechów głównych serialu „Młodzi lekarze”

6 komentarzy

Na początku stycznia TVP1 rozpoczęła emisję nowego, 10-odcinkowego serialu dokumentalnego "Młodzi lekarze". Jego bohaterami są rezydenci różnych specjalizacji i w różnym momencie zawodowej kariery. Serial pokazuje ich pracę – dylematy, wyzwania, emocje – oraz wątki z życia prywatnego. W chwili gdy piszę te słowa, jesteśmy dokładnie na półmetku cyklu, jest to więc dobry moment by ocenić, czy spełniły się nadzieje i obawy, jakie wzbudził on od chwili premiery. A że tych drugich było w naszym środowisku zdecydowanie więcej, w swoich przygotowaniach do niniejszej recenzji starałem się przejrzeć możliwie najwięcej komentarzy i opinii z forów i stron branżowych takich jak: konsylium24, medforme, mp.pl czy Rynek Zdrowia by następnie ustosunkować się do nich – dlatego niniejszy tekst nie wyraża tylko mojej opinii o serialu ale stara się zebrać powtarzające się głosy krytyki a także zwrócić uwagę na kilka etycznych dylematów, jakie pojawiły się przy okazji realizacji dokumentu.

Dla czytelników, którzy nie znają przedmiotu recenzji: opis serialu i krótką charakterystykę bohaterów możecie przeczytać w zapowiedzi w serwisie wyborcza.pl.

Grzech pierwszy: nierealny wizerunek pracy lekarza

Jednym z najczęściej powtarzających się zarzutów kierowanych pod adresem serialu jest zarzut "bajkowości", odrealnienia warunków pracy młodego (i nie tylko) lekarza. Jak podsumowuje to Agnieszka Makarow, studentka medycyny w swojej recenzji:

(…) można wysnuć wniosek, że serial kreuje obraz młodego lekarza, któremu wszystko się udało. Ma liczne zainteresowania pozazawodowe, szczęśliwą rodzinę, poukładane życie, perfekcyjny makijaż i pomimo zmęczenia po wielogodzinnych dyżurach znajduje czas na rozrywkę i wszechstronny rozwój. (…) samodzielnie wykonuje skomplikowane operacje i zabiegi już podczas pierwszych lat swojej specjalizacji i z optymizmem patrzy w przyszłość. Czyli w skrócie mocno podkoloryzowana rzeczywistość, która umacnia tylko pewien określony sposób myślenia o tej grupie zawodowej, zwłaszcza wśród osób w średnim i starszym wieku. Czy więc można powiedzieć, że serial w realistyczny sposób ukazuje życie typowego absolwenta uczelni medycznej, który wkracza w skomplikowany świat medycyny? Jego początkowe problemy, wątpliwości, a nawet błędy? Szczerze w to wątpię.

Lekarz o nicku vivid tak wypowiedział się o serialu na portalu Konsylium24:

Słaby serial. I działający na szkodę naszego środowiska. A wystarczyło założyć kamerkę gopro na całą dobę (praca/dom), a później wybrać i zmontować najciekawsze fragmenty pracy lekarza: ślęczenie nad papierami, wiszenie na telefonie, zmęczenie, niesnaski z kolegami z oddziału, wysłuchiwanie krzyków i obelg ze strony pacjentów, zwątpienie, wymioty po obiedzie ze szpitalnego barku, nieporozumienia z pielęgniarkami, wysłuchiwanie gróźb i uniki przed rękoczynami pacjentów, zerkanie na stan konta bankowego, wpłacanie kolejnej raty kredytu, radzenie sobie (albo i nie radzenie) z absurdalnymi wymaganiami pacjentów, szefów, nfzetów, zniechęcenie, niepokój, strach, zmęczenie. A po pracy hop do domu, do życia prywatnego w rozpadzie, do nieznajomych bliskich, do braku siły i chęci na hobby (…)

Nawet mnie, pomimo dużego kredytu zaufania, jaki dałem tej produkcji, nie sposób nie zgodzić się z powyższymi uwagami. Serial już na etapie planowania naraził się na stracenie kontaktu z rzeczywistością. Na sześć przedstawionych specjalizacji, trzy – kariochirurgia, kardiologia inwazyjna i chirurgia plastyczna – są wyjątkowo rzadkie, możliwe do wykonywania w niewielu ośrodkach i dostępne dla grupy wybrańców, jak zostało to kiedyś opisane w artykule "Nepotyzm niszczy polską medycynę". Jedna z lekarek jest na czwartym roku specjalizacji z chir. plastycznej, którą robi jako nadspecjalizację, po ukończeniu w 2010 "dwójki" z ogólnej. Nieelegancko jest wytykać kobiecie wiek, ale łatwo policzyć i dojść do wniosku, że z trudem mieści się w i tak mocno naciągniętej już definicji "młodego lekarza"…

Do tego dochodzą rzeczy prawdopodobne, choć mało możliwe: samodzielne operacje, brak problemów z uzyskaniem konsultacji, uczynni mentorzy, gotowi na każde wezwanie udzielić wsparcia, zawsze uśmiechnięci i wyrozumiali pacjenci… dochodzę do wniosku, że kluczem do spokojnej i miłej pracy jest posiadanie chodzącego za mną zespołu nagrywającego z dużą kamerą.

Być może reżyserzy serialu wyszli z założenia, że pokazanie rezydenta (czy lekarza w ogóle), który siedzi i wypełnia papiery – a ta czynność zaczyna niestety powoli dominować w naszej codziennej pracy – byłaby dla widza po prostu zbyt nudna. Z drugiej strony nie wstydzą się umieszczać 2 minutowych sekwencji jedzenia zupy pomidorowej z marchewką i zachwytów lekarza nad talentem kulinarnym żony, albo informować nas szczegółowo o tym, jaki garnitur na swoim weselu miał lekarz i o tym, że na ich ślubie był tort "o nazwie Stefan, o smaku wanilii i czekolady"… WTF? Jestem pewien, że po wycięciu kilkunastu tego typu sekwencji znalazłoby się wystarczająco czasu na pokazanie pozasielankowej części naszej pracy – i te pretensje kieruję do realizatorów serialu, nie lekarzy tam grających.

Grzech drugi: zaburzanie relacji lekarz – pacjent

Tu nadchodzi najciekawszy dla mnie fragment, który wzbudza we mnie najbardziej ambiwalentne odczucia. Zarówno w serialu, jak i poza nim (np. w wywiadzie dla Wysokich Obcasów) część lekarzy otwarcie przyznaje, wręcz chwali się i uznaje to za wzór godny naśladowania, że podaje swoim pacjentom swój prywatny numer telefonu i e-mail. Sam osobiście podaję swój mail pracowniczy, by oszczędzić pacjentowi ponownej wizyty tylko po to, by dostarczyć część omawianej wcześniej, a brakującej dokumentacji – pacjent / rodzina wysyła skan i nie musi jeździć do szpitala tylko po to, by dać mi do ręki 2 kartki papieru (ważnego dla właściwie prowadzonej dokumentacji, ale nie potrzebnego w chwili podejmowania decyzji o leczeniu). Natomiast zawsze w tych sytuacjach uprzedzam, że nie będę za jego pomocą udzielał porad medycznych i odpowiadał na pytania inne niż organizacyjne (typu kiedy najlepiej umówić się ze mną na konsultację, jakie badania wykonać przed wizytą itp.).

Zawsze daję swój telefon pacjentom, których operuję. Proszę, żeby przysłali mi SMS-a, kiedy coś ich zaniepokoi, a ja oddzwonię. Czasem, gdy wyjeżdżamy gdzieś z mężem na weekend, najpierw rano, jeszcze przed śniadaniem, oddzwaniam do moich pacjentów. Oni się czują bezpiecznie, wiedzą, że rana prawidłowo się goi. Ja też lepiej się czuję, mogę ze spokojem zjeść śniadanie i mieć beztroski weekend, a nie cały czas się zastanawiać, czy wszystko w porządku.

W momencie, w którym lekarze – celebryci (mówię to bez przekąsu, w końcu nie sposób zaprzeczyć, że są już rozpoznawalni i stali się co najmniej lokalnymi bohaterami) otwarcie mówią, że umożliwienie prawie całodobowego kontaktu ze sobą i stawianie dobrego samopoczucia pacjenta ponad życie osobiste lekarza jest czymś godnym naśladowania, stawia to całą resztę środowiska mającą odmienne zdanie w co najmniej niezręcznej sytuacji. Skoro co jakiś czas można gdzieś w Polsce usłyszeć, że daleko nam do profesjonalizmu lekarzy z Leśnej Góry, to tylko czekać na porównania do prawdziwych lekarzy z telewizora.

Już na studiach byłem uczony, że zgodnie z maksymą "martwy ratownik to zły ratownik" należy przede wszystkim dbać o swoje własne bezpieczeństwo w trakcie udzielania pomocy. Ilu pacjentom pomoże martwy lekarz, którego zadźga chory psychicznie pacjent? Kto chciałby być leczony przez lekarza chorego na AIDS / gruźlicę / WZW, którym zakaził się od pacjenta? Idąc dalej tym tropem, jaki jest "pożytek" z wypalonego zawodowo lekarza? Psycholodzy wyraźnie ostrzegają, zarówno na studiach jak i wszelkiej maści kursach doszkalających, że niemożność wytyczenia jasnej granicy pomiędzy pracą a życiem prywatnym w dłuższej perspektywie czasu kończy się frustracją i wypaleniem zawodowym – a stąd już niedaleko do depresji, alkoholizmu i samobójstwa, które występują w naszej grupie zawodowej wyraźnie częściej niż w innych.

Sądzę, że przechodzenie na "Ty" z każdym pacjentem niesie za sobą zbyt duże ryzyko kryzysu relacji lekarz-pacjent. Z perspektywy lekarza skracanie dystansu daje natychmiastową satysfakcję, poczucie bycia potrzebnym i uczucie zawodowego spełnienia się, ale mam realne obawy o równowagę psychiczną lekarza, który kiedyś (a to kiedyś musi nastąpić) zacznie słyszeć "czemu zabiłeś moje dziecko Krzysiek"?
Żeby była jasność – z zadowoleniem obserwuję rosnący trend odchodzenia od paternalistycznego modelu relacji lekarz-pacjent na korzyść relacji partnerskiej, która, co potwierdziły badania naukowe, jest skuteczniejsza i zwiększa efektywność leczenia (większy compliance, większe zaufanie do lekarza, mniej niepotrzebnych konsultacji etc.). Ale sądzę, że przechodzenie na "Ty" z każdym pacjentem niesie za sobą zbyt duże ryzyko kryzysu tej relacji. Z perspektywy lekarza skracanie dystansu daje natychmiastową satysfakcję, poczucie bycia potrzebnym i uczucie zawodowego spełnienia się, kiedy wdzięczni pacjenci i rodzina klepiąc po plecach mówią "nasza fantastyczna Edyta", ale mam realne obawy o równowagę psychiczną lekarza, który kiedyś (a to kiedyś musi nastąpić) zacznie słyszeć "czemu zabiłeś moje dziecko Krzysiek"?

Nie chcę, żeby czytelnik doszedł do skrótu myślowego "bycie miłym dla pacjenta = alkoholizm i depresja". Uważam, że można być profesjonalnym, miłym i kulturalnym lekarzem, posiadającym wysokie kompetencje w zakresie efektywnej komunikacji z pacjentem, posiadać naturalną empatię i jednocześnie umieć stawiać wyraźne granice w relacjach z pacjentami. Zachęcam do przechodzenia tam, gdzie tylko to możliwe (trudno wymagać od chorującego na Alzheimra podejmowania decyzji o sposobie leczenia), na partnerski tryb relacji ze swoimi pacjentami, bycia dla nich miłymi, wyrozumiałymi i empatycznymi, ale zdecydowanie odradzam poświęcania dla nich swojej prywatności. I apeluję o nienakłanianie do tegoż.

Grzech trzeci: dyskredytowanie roli lekarza

Tak, tak. Wbrew założeniom serialu, występujący tam lekarze strzelili już kilka samobójów. Oto jak o swoim fachu wypowiada się przyszły kardiolog inwazyjny:

(…) przecież ja tak naprawdę nic nie robię. daję leki, nic wielkiego nie robię. Bo jak przyjdzie hydraulik to przynajmniej kran naprawi, wszyscy są zadowoleni, bo nie kapie. A co ja zrobiłem? Wypisałem kilka recept [zleciłem] kilka badań, poklepałem trochę w klawiaturę, zrobiłem zabieg, pomachałem rurką w naczyniu wieńcowym.

Ja wiem, że każdy z nich miał dobre intencje. Mogli by też myć im okna, trzepać dywany i dbać, by kwiaty w wazonie były zawsze świeże. Ale ponawiam pytanie – co chcieli osiągnąć, pokazując to w publicznej telewizji?
Podobnych wypowiedzi w serialu znalazłoby się jeszcze kilka… ja się pytam – co autorzy tych słów chcieli osiągnąć? Bo w szczerość ich intencji nie wątpię, ale mam poważne obawy, że nie do końca przemyśleli, co mówili i robili, i możliwe reperkusje ich słów. Prowadzący lekarz ginekolog zaprowadza (gra słów zamierzona) niewidomą pacjentkę do szkoły rodzenia. W trakcie prywatnych wakacji dzwoni na Skype zapytać jak się czuje. Lekarka rodzinna robi zrzutkę wśród znajomych i kupuje, a następnie jedzie do domu (sic!) i wręcza pacjentce ciśnieniomierz. Ja wiem, że każdy z nich miał dobre intencje. Mogli by też myć im okna, trzepać dywany i dbać, by kwiaty w wazonie były zawsze świeże. Ale ponawiam pytanie – co chcieli osiągnąć, pokazując to w publicznej telewizji? Czy naprawdę sądzą, że jest to wzór godny naśladowania?

Cierpliwe tłumaczenie (pięćdziesiąty już raz tego dnia) pacjentowi, gdzie jest winda i jak dojść do poradni czy zostanie 10 min dłużej w pracy, bo "był wypadek na drodze, ale pacjent zaraz przyjedzie spóźniony na umówioną wizytę" to jedno, ale opisywane wyżej sytuacje to krystaliczna w formie definicja terminu przegięcie pały. Z powodów opisywanych w podrozdziale wyżej (zaburzanie relacji lekarz – pacjent). Oczywistym jest, że większość lekarzy tak nie robi i nie będzie robić. Zostają oni automatycznie postawieni w roli tych złych, nieempatycznych. Jeśli z kolei – co nie jest możliwe, ale złóżmy hipotetycznie – wszyscy poszliby za przykładem, czy nasze polskie społeczeństwo stałoby się od tego zdrowsze i szczęśliwsze? Czy raczej jeszcze głębiej utkwiłoby w przekonaniu, że za ich zdrowie i dobrostan odpowiadają inni?

Grzech czwarty: błędy merytoryczne, wartość estetyczna

Co ciekawe, większość negatywnych komentarzy dotyczących samej realizacji (reżyserii, montażu etc.) programu pochodzi ze środowiska lekarskiego, podczas gdy generalny odbiór społeczny (przynajmniej sądząc z samych komentarzy w internecie, a te, jak wiemy, nie wybaczają…) jest raczej pozytywny. Wiadomo, że każda nowość zyska swoich fanów i przeciwników, ale znamienne jest, że główna fala hejtu pochodzi właśnie z naszego własnego podwórka… co oczywiście nie świadczy o nas najlepiej. Na stronach medycznych możemy znaleźć litanię błędów, którzy lekarze bezlitośnie punktują, jak rozpuszczone włosy i brak maseczki u operatora w trakcie wykonywania zabiegu, noszenie licznej biżuterii w szpitalu, czy przyjmowanie 50 osób w 4 godziny (sic!). Część z zarzutów jest bezdyskusyjna i szkoda, że została pokazana, część wynika pewnie "z prawdy ekranu" a nie braku kompetencji osób tam występujących.

Osobiście uważam, że serial jest zrobiony przyzwoicie. Motyw muzyczny (skomponowany przez jedną z bohaterek, Jadwigę Kłapę-Zarecką) dobrze wtapia się w narrację, przejścia pomiędzy historiami są płynne, aspekty takie jak dźwięk i oświetlenie wykonane na właściwym, profesjonalnym poziomie (co nie zawsze w przypadku niewyreżyserowanych scen w szpitalu jest łatwe). Oczywiście zdarzają się babole jak palec operatora kamery w ekranie, ale efekt końcowy jest satysfakcjonujący.

Grzech piąty: niewinność

To nie jest dokument na zlecenie Porozumienia Rezydentów czy Naczelnej Izby Lekarskiej, to nie jest kampania społeczna "pokaż lekarzu, że nie masz garażu". To komercyjny serial mający przykuć uwagę widzów.Czytelnik po całej litanii zarzutów w kierunku serialu mógłby odnieść wrażenie, że jestem przeciwnikiem powstania tego serialu. Nic bardziej mylnego! Wychodzę z założenia, że zdecydowanie lepszy jest serial z kilkoma wadami, niż brak tego typu serialu w ogóle. Został wyprodukowany przez TVP i to dziennikarze i ekipa montująca decydowała, jak zostanie ukazana praca lekarza. To nie jest dokument na zlecenie Porozumienia Rezydentów czy Naczelnej Izby Lekarskiej, to nie jest kampania społeczna "pokaż lekarzu, że nie masz garażu". To komercyjny serial mający przykuć uwagę widzów. To, że przy okazji będzie w stanie chociaż trochę przybliżyć widzowi warunki pracy lekarza, to tylko miły dodatek i ukłon dla naszego środowiska. Mam wrażenie, że zapomnieli o tym inni piszący dotychczas recenzje na łamach branżowych pism medycznych.

Występujący w nim lekarze są po prostu sobą i trudno mieć o to jakiekolwiek pretensje. Są młodymi, kulturalnymi i wykształconymi ludźmi z charyzmą, którzy wzięli udział w nagraniach nie tylko dla pieniędzy – ich chęć pokazania lepszej strony naszego zawodu da się odczuć z ekranu. Fakt, że mamy do efektu końcowego zastrzeżenia, nie powinno nas negatywnie nastawiać do pierwszej od lat produkcji starającej się choć trochę pokazać świat lekarza od kuchni (czasem dosłownie od kuchni). Niniejszy tekst powstał jako przestroga na przyszłość i zachęta do dyskusji nad głębszymi problemami, jakimi są stawianie sobie granic w relacji z pacjentem i właściwe promowanie wizerunku lekarza. A hejterów gorąco zachęcam do nagrania nowej, lepszej produkcji oddającej realia naszej pracy.

Na koniec wspomnę, że część z grającej ekipy wykorzystuje swój fejm by czynić dobro i zwrócić uwagę społeczeństwa na nasze prawdziwe problemy, które w serialu nie mogły być ukazane, czego najlepszym przykładem jest wypowiedź Jadźki Kłapy-Zareckiej promującej działania Porozumienia Rezydentów. Tak trzymać!

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
6 komentarze
avatar V
V
04.02.2016 19:11:07
Gra tam Jadwiga Kłapa-Zarecka? Czy to nie ta sama, która śpiewa puszczany ostatnio nawet w niektórych stacjach radiach protest song: https://www.youtube.com/watch?v=FZTwIUbzBPM? Nutka hipokryzji czy coś innego? Może by sama wyjaśniła, bo ja nie bardzo kumam jaka idea przyświecała? No chyba, że dobrze płacili w serialu, to akceptuję w pełni.
avatar V
V
04.02.2016 19:21:12
Wybaczcie poprzedni post, napisałem go nim doczytałem do końca artykuł i nim obejrzałem filmik, mea culpa, tak to jest jak się robi kilka rzeczy naraz, a p. Jadwidze zwracam honor.
avatar modafinil
modafinil
04.02.2016 22:10:06
Zgadzam się z autorem w całości. Pomysł by powstał taki serial ucieszył mnie niezmiernie, dwoje bohaterów darze wielką sympatią jednak dostrzegam zbyt wiele sielanki. Jak sama nazwa wskazuje trudno oderwać się od porównania z Brytyjskim pierwowzorem który nie ma co oszukiwać był brutalniejszy i swym realizmem zachęcał. Ale tak jak mówiłem samo pojawienie się jest dobrym znakiem bo ostatni program tego typu to był chyba " szpital zachodni"
avatar Anonim
Anonim
04.02.2016 23:57:32
Nie wiem czy śledzisz fanpage serialu, ale teraz zerknęłam i zobaczyłam wypowiedź tej Pani doktor robiącej speckę z chirurgii plastycznej. Mówiła właśnie o tej papierkowej robocie :) Szkoda, że takiego fragmentu nie było w serialu ;)
avatar dumspiro
dumspiro
05.02.2016 16:32:49
Jest - w odcinku nr 5 :)!
avatar RavZ
RavZ
06.02.2016 13:41:45
Może nie bedzie tak bajkowo jak w ostatnim odcinku ujawnią dochody.. Chyba, że tu też wszystkich zaskoczą ;)

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się