solidarność zawodowa

Solidarność zawodowa medyków - czy to naprawdę utopia?

0 komentarzy

Środowisko medyczne pełne jest podziałów. Brak jedności, wzajemna niechęć. Dlaczego relacje lekarz-lekarz są tak skomplikowane? Czy solidarność zawodowa medyków to utopia?

Kodeks etyki lekarskiej

Kodeks Etyki Lekarskiej poświęca wzajemnym stosunkom między lekarzami cały rozdział. Art. 52 §1. „Lekarze powinni okazywać sobie wzajemny szacunek” [1] wręcz wprost zachęca medyków do solidarności zawodowej.

I… tyle w teorii.

Czym skorupka za młodu…

Już od najwcześniejszych etapów edukacji przyszłych lekarzy – licealnych klas (przeważnie tych o profilu biologiczno-chemicznym) relacje między członkami grupy oparte są nie na współpracy, lecz – rywalizacji. Przygotowującym się do matury uczniom wciąż powtarza się, jak wymagające są kryteria rekrutacji na studia medyczne, ilu chętnych przypada na jedno miejsce na danej uczelni… “Wyścig szczurów” nie kończy się wraz z opuszczeniem Alma Mater. Kolejny etap - rozpoczęcie stażu podyplomowego. W niektórych województwach chętnych jest więcej niż miejsc, tym samym rywalizacja o te najbardziej pożądane - jest bardzo zacięta. Następnie – Lekarski Egzamin Końcowy, od którego wyniku zależy, czy dostanie się na wymarzoną rezydenturę.  Liczba miejsc jest odgórnie ograniczona, niezależna od popytu. Nierzadko więc zamiast rozpoczynać specjalizację, która go naprawdę interesuje, młody lekarz zaczyna taką, na jaką po prostu się dostał. W niektórych przypadkach decydować o tym mogą pojedyncze punkty z egzaminu. 

Witaj w machinie

Na solidarność zawodową medyków (czy też raczej jej brak) z pewnością nie wpływa pozytywnie zbiurokratyzowanie ochrony zdrowia i nękające ją niedofinansowanie. Dzień z życia lekarza często przypomina poligon wojskowy. Wykonywanie tego zawodu to ustawiczna walka, nie tylko z własnymi granicami wytrzymałości fizycznej i psychicznej, ale także z nadmiarem niepotrzebnej papierologii i wymaganiami przepisów prawnych, nieraz absurdalnych i niewiele mających wspólnego z rzeczywistością. Co zaskakujące, niezwykle trudno jest zmobilizować do protestów całe środowisko medyczne. Część lekarzy uważa, że skoro sytuacja w polskiej ochronie zdrowia nie zmienia się od lat, „tak przecież było zawsze”, to nie ma powodu, by wychodzić na ulice, należy robić swoje i tyle. Inna sprawa – nie zawsze postulaty jednej grupy są wspólne dla wszystkich medyków.

Chirurg internisty nie zrozumie?

Środowisko lekarskie nie jest monolitem. Jak w mało której profesji, wykonujące ten zawód osoby funkcjonują nieraz w skrajnie różnych warunkach. Bardzo wiele zależy od rodzaju specjalizacji, stażu pracy, podejmowania dyżurów lub ich braku, zróżnicowanych form zatrudnienia, pozycji w oddziałowej hierarchii. Czy pracujemy w małym powiatowym szpitalu czy w wielkomiejskiej klinice będącej częścią uniwersytetu, a może w poradni, tylko w sektorze publicznym czy również w prywatnym. W każdej z tych sytuacji lekarze borykają się z odmiennymi problemami.

W budowaniu solidarności zawodowej nie pomaga też medykom odwieczna niewidzialna linia podziału między zabiegowcami i lekarzami specjalności zachowawczych. Stresująca praca na sali operacyjnej, częste balansowanie na granicy życia i śmierci chorego związane są jednak zwykle z nieco lepszym finansowaniem procedur niż w przypadku np. świadczeń internistycznych czy ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Z kolei lekarze rodzinni, pozornie mniej narażeni na stres i pracujący w zaciszu własnego gabinetu, skarżą się, że nieraz brakuje im cierpliwości, by wysłuchiwać wszystkich zażaleń pacjentów, którzy swoją frustrację związaną ze złym samopoczuciem i wadliwym działaniem systemu ochrony zdrowia wyładowują na znajdującym się w gabinecie medyku.

 Trudno znaleźć nić porozumienia, skoro nie możemy mówić o wspólnocie interesów. Zmiany w finansowaniu świadczeń zdrowotnych, korzystne np. dla chirurgów, niekoniecznie będą satysfakcjonowały internistów. Wciąż mamy do czynienia z wartościowaniem, zarówno przez płatnika, jak i samych medyków.

Odrębną kwestią pozostaje jeszcze współpraca między lekarzami a pielęgniarkami i ratownikami medycznymi. Tutaj również nierzadko spór o kompetencje oraz kwestie odmiennych wynagrodzeń stają się zarzewiem konfliktu.

Zakopując topór wojenny

Środowisko medyczne różni wiele. A co nas łączy? Pacjent. Człowiek, który wraz ze swoimi dolegliwościami, skargami i pretensjami do wadliwego systemu pojawia się w gabinecie. Wszelkie implikacje i komplikacje wynikające z konieczności postawienia diagnozy, nawiązania współpracy z chorym i jego rodziną. Wreszcie – system. Od lat chwiejąca się w posadach zbiurokratyzowana machina, przewlekle chorująca na nadmiar papierologii i permanentne niedofinansowanie. System, który wymaga zmiany. Reform. Ewolucji, a może nawet i rewolucji. 

By mógł zajść jakikolwiek progres, by wreszcie środowisko lekarskie i nękające je problemy zostały zauważone przez rządzących – jego przedstawiciele muszą trzymać się razem. W grupie siła – tak, to truizm, lecz truizm naprawdę dzisiaj potrzebny. Wiele zależy od młodych lekarzy – rezydentów, stażystów, także studentów. Bo to my mamy wpływ na to, jak będzie wyglądało środowisko medyczne w przyszłości. Rozmieniając się na drobne, tocząc małe wojny między sobą – niczego nie osiągniemy. Niewiele zmienimy. A do wywalczenia jest jeszcze bardzo dużo.

Referencje

  1. Kodeks Etyki Lekarskiej, rozdział III, art. 52, art. 53
  2. J. Wójcik, „Lekarz: zawód czy powołanie? Postawy lekarzy wobec pracy zawodowej. Monografia naukowa”, Katowice: Oficyna Wydawnicza Wacław Walasek (2018), str. 59-67

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się