runmagedddon, piotr chilczuk, bml lifestyle, pasje lekarzy

BML Lifestyle – część druga wywiadu z Piotrem Chilczukiem

0 komentarzy

Część pierwsza wywiadu z lek. Piotrem Chilczukiem do przeczytania tutaj

Jak długo zostają z Panem historie pacjentów? Czy w pewnym sensie lekarz może przyzwyczaić się do pracy w takim stresie?

Jestem taką osobą, która stara się zrobić wszystko, co do niej należy w pracy, a później zamyka za sobą drzwi oddziału i podobnie, jak po postawieniu grubej kreski, oddziela ten świat od życia prywatnego. Do tego stopnia zdarza mi się “zapominać” o pracy, że gdy dzwoni do mnie lekarz dyżurny, a jest np. weekend i jestem w domu, nie wiem, co on do mnie mówi i o którego pacjenta chodzi. Obserwuję, że wiele moich kolegów i koleżanek bardzo przeżywa sprawy związane z decyzjami odnośnie do leczenia pacjentów, sam tego doświadczyłem na początku specjalizacji. Przyznam, że w początkach mojej pracy bardzo się stresowałem i denerwowałem, pojawiały się wewnętrzne wątpliwości, czy postawiłem dobrą diagnozę, czy nie popełniłem jakiegoś błędu… Wszystko się zmieniło, gdy urodziło mi się dziecko z różnymi problemami. W moim życiu nastąpiło pewne przewartościowanie. Wtedy, paradoksalnie, to praca stała się dla mnie „odskocznią”. Pomimo tego, starałem się znaleźć przestrzeń tylko dla siebie, gdzie mógłbym odreagować cały stres związany z pracą i domem. I tutaj właśnie wkroczył sport.

Co sprawiło, że postanowił Pan zostać lekarzem?

Myśli o wyborze akurat tego zawodu zaczęły się pojawiać w   gimnazjum. Lubiłem nauki ścisłe, chemię, fizykę, a także biologię. Zamiłowanie do tych przedmiotów pogłębiło się w liceum, a studia medyczne stały się naturalną konsekwencją moich zainteresowań. Nie udało mi się dostać na nie za pierwszym razem, ale byłem zdeterminowany - po roku spędzonym na biotechnologii na UW udało mi się poprawić maturę i dostać na kierunek lekarski. 

A dlaczego akurat radioterapia onkologiczna? Od początku wiedział Pan, w którą dziedzinę medycyny chce się zaangażować, a może ten wybór to był swego rodzaju przypadek? Radioterapia to przedmiot na studiach lekarskich traktowany trochę po macoszemu…

Podczas studiów przyszli lekarze mają zwykle ok. 3 dni zajęć z radioterapii. Wiedziałem, że nie chcę zostać ani internistą, ani chirurgiem, szukałem czegoś pomiędzy. W pewnym sensie, to był wybór w ciemno. Radioterapia stanowi połączenie interny, radiologii i onkologii. Na pewno jest to jedna z bardziej wymagających specjalizacji – spotykamy chorych z diagnozą nowotworu, nierzadko w zaawansowanym stadium.

Na czym dokładnie polega praca radioterapeuty?

W tej chwili pracuję głównie na oddziale, raz w tygodniu w poradni. Moja praca polega na kwalifikacji chorych nowotworowych do napromieniania. Po zakwalifikowaniu wykonuje się tomografię komputerową do planowania leczenia. Na zdjęciach tomograficznych konturuje się, czyli rysuje w specjalnym programie dokładny obszar do napromieniania. Czasem dodatkowo wykonuje się fuzję obrazów z badania rezonansu magnetycznego czy badania PET-CT, aby dokładniej uwidocznić zmiany nowotworowe. Na podstawie tego obrysu fizyk medyczny wykonuje plan napromieniania, oblicza dokładną dawkę promieniowania. Ten plan musi spełniać kryteria konkretnego protokołu w zakładzie i jeśli tak się dzieje, to pacjent może rozpocząć radioterapię. Leczenie poszczególnych chorych ma różny czas trwania, od 1 dnia do 6 tygodni. Radioterapia bardzo często ma zastosowanie w leczeniu paliatywnym tj. terapii przeciwbólowej i przeciwkrwotocznej. Natomiast radioterapeuta nie doświadcza problemu pierwszej rozmowy, przekazywania informacji o diagnozie nowotworu, która jest zwykle w gestii onkologa czy internisty. Do radioterapeuty pacjenci trafiają z pełną wiedzą na temat choroby i zwykle są zdeterminowani, by walczyć o swoje zdrowie.

Jak wygląda szkolenie specjalizacyjne z radioterapii?

Szkolenie specjalizacyjne rozpoczyna zwykle pierwszy miesiąc zapoznawczy. Lekarz rezydent poznaje poszczególne części zakładu radioterapii – modelarnię, TK do planowania, poszczególne aparaty (bo każdy z nich jest inny), pracownię do planowania leczenia, stacje do konturowania… Pacjent w trakcie TK musi być odpowiednio przygotowany – unieruchomiony. Jeśli zmiana zlokalizowana jest w obrębie głowy i szyi, to ma wykonywaną specjalną maskę termoplastyczną. W innych lokalizacjach czasem jest potrzeba położenia chorego na materacu próżniowym. To jest niezwykle ważne, by badanie TK precyzyjnie odtworzyło lokalizację zmian chorobowych, bo na tej podstawie radioterapeuta konturuje, czyli wyrysowuje konkretne miejsca do napromieniania. A jeszcze ważniejsze jest precyzyjne odtwarzania ułożenia chorego w trakcie radioterapii na aparacie terapeutycznym. 

Po tych 2-3 tygodniach lekarz przechodzi już na właściwy staż – konkretne piętro narządowe, zajmuje się po kolei konkretnym narządem i w przypadku każdego z nich trwa to od 1 miesiąca do pół roku. Ja docelowo, gdy uda mi się zdać PES i zostać specjalistą, chciałbym zajmować się nowotworami płuc i klatki piersiowej. 

Specjalizacja trwa 5 lat, w trakcie jest kilkanaście kursów dofinansowanych z Unii Europejskiej. Wiele z nich odbywa się w Gliwicach, bo tam znajduje się centralny ośrodek związany z radioterapią.h

chilczuk, drazek w gabinecie lekarza dyzurnego, bml lifestyle
fot. Michał Prokurat

Czy praca w jakiś sposób oddziałuje na Pana pasję? Perspektywa medycznego doświadczenia coś zmienia w podejściu do sportu?

Powiedziałbym, że odwrotnie – to sport odbija się na życiu zawodowym, pasja polepsza moje funkcjonowanie w pracy, daje mi większą pewność siebie, spokój wewnętrzny. 

Opowie Pan naszym czytelnikom, jak doszło do tego, że niedługo będzie można Pana zobaczyć w zawodach ninja?

Wziąłem udział w castingach do programu Ninja Warrior Polska. Informację o castingach znalazłem w internecie, to było tuż po zawodach biegowych. W trakcie eliminacji przeszedłem test sprawnościowy i rozmowę przed kamerą. Zostałem zakwalifikowany i wystąpię najprawdopodobniej w marcu 2022. Mam nadzieję, że uda mi się daleko zajść, choć już sam udział jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem i powodem do dumy.

chilczuk, bml lifestyle, biegi z przeszkodami, pasje lekarzy
fot. Michał Prokurat

Jakie jeszcze sportowe plany ma Pan na najbliższą przyszłość?

W zakresie biegów z przeszkodami – chciałbym biegać w tzw. elicie, w której uczestnicy muszą przejść przez każdą przeszkodę ustawioną przez organizatorów. Obecnie biegam w kategorii open, tutaj nie ma przymusu pokonania wszystkich przeszkód, chociaż oczywiście za ominięcie którejś z nich trzeba wykonać zadanie karne, np. 20 padnij-powstań. Mam wiele związanych ze sportem planów na jesień. Jak już wspomniałem, najprawdopodobniej w marcu czeka mnie udział w show Ninja Warrior Polska. A poza tym, w tym roku inne medyczne wyzwanie – PES. 

Sport stał się dla mnie bardzo ważnym elementem mojego życia i chciałbym w przyszłości zarażać tą pasją innych. Mam nadzieję, że poprzez własny przykład udaje mi się zmienić wizerunek lekarza, który w opinii publicznej nadal kojarzy się z osobą mało aktywną fizycznie, często popadającą w różnego rodzaju nałogi czy doświadczającą wypalenia zawodowego. Aktywność fizyczna jest nie tylko dobra dla naszego zdrowia fizycznego, pozwala również skutecznie redukować poziom stresu, rozładowywać negatywne emocje i napięcie. To ma bezpośrednie przełożenie nie tylko na samopoczucie, lecz także na wydajniejszą pracę zawodową i bycie lepszym lekarzem.

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
Wczytywanie komentarzy

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się