Udzielanie pomocy celem ratowania życia poza miejscem pracy

Udzielanie pomocy celem ratowania życia poza miejscem pracy

2 komentarzy

“Umarł na dachu szpitala. Lekarze nie spieszyli z pomocą” krzyczy nagłówek z Polska the Times. W artykule czytamy “Trudno pojąć, dlaczego pracownicy szpitalnego oddziału ratunkowego w nowym szpitalu na Stabłowicach we Wrocławiu odmówili pomocy umierającemu na dachu szpitala robotnikowi. Zamiast pobiec mu na ratunek, kazali wezwać do niego pogotowie”. W dalszej części czytamy “Człowiek zasłabł na dachu szpitala. Co prawda, reanimowali go fachowo lekarze z oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, ale bulwersujące jest to, że kilka minut wcześniej na pomoc nie pospieszyli pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego”. Najbardziej znamienne dla właściwego odbioru tekstu jest te rzucone od niechcenia stwierdzenie “co prawda, był reanimowany fachowo, ALE…”. Nie jest istotne, że otrzymał pomoc, ważne jest, że lekarze mieli czelność odmówić rzucenia wszystkiego by w kapciach popędzić do poszkodowanego… O tym, że zostawią klikudziesięciu chorych bez opieki oraz opuszczają oddział, do którego karetka w tym czasie może przewieźć kogoś równie chorego, dziennikarka już nie raczy wspomnieć.

Między młotem a kowadłem

Jestem ciekawy, kiedy nadejdzie dzień, w którym otworzę gazetę i przeczytam “Opuścił oddział ciężko chorych pacjentów i wybiegł na ulicę. Przez niego zmarł Maciuś.”. Łatwo jest grać na ludzkich uczuciach, to się sprzedaje. Ale o czym ja piszę – Wy to już doskonale wiecie. Żałuję tylko, że dziennikarze (w tym przypadku Agata Grzelińska) nie są pociągani do odpowiedzialności za swoje słowa – a ich długofalowe skutki są często niedoszacowane. Mało kto zdaje sobie sprawę, że rzucanie niesłusznych oskarżeń w kierunku personelu medycznego obniża zaufanie do niego a to mnoży niepotrzebne konsultacje, zmniejsza compliance, a w efekcie: zwiększa koszty leczenia i coraz bardziej zatyka już i tak niewydolny system . To w efekcie zwiększa ryzyko popełnienia prawdziwych lub naciąganych błędów medycznych, które generują kolejne artykuły w sezonie ogórkowym kolejnych mediów. Spirala się nakręca.

Jak nie wiadomo o co chodzi…to chodzi pewnie o odszkodowanie. Prowodyrem całego zamieszania, który 2 miesiące od zdarzenia zainteresował media tematem, jest prezes spółki budowlanej, której pracownik zmarł.

Różne punkty widzenia

Analogiczna sytuacja do tej z Wrocławia miała miejsce w podobnym czasie w Międzychodzie, co opisuje Głos Wielkopolski. W skrócie: mężczyzna zasłabł w mieszkaniu, rodzina pobiegła na pomoc do szpitala, który znajduje się po drugiej stronie ulicy. Tam zostali poinstruowani przez personel SOR o konieczności wezwania karetki, sposobie udzielania pierwszej pomocy oraz o tym, że pracownicy nie mogą opuścić szpitala. W opisie tego przypadku autorzy artykułu (Krzysztof Sobkowski, Marta Żbikowska) pokusili się o zacytowanie wyjaśnień dyrektora placówki. “To przykre zdarzenie. Niestety, od kilku lat to nie szpital obsługuje ratownictwo medyczne w naszym rejonie. Zgodnie z przepisami, jeśli pacjent nie znajduje się na SOR, to nie możemy mu udzielić pomocy. W takich wypadkach może to zrobić tylko lekarz rodzinny lub właśnie pogotowie ratunkowe”. Jak widać można opisać rzeczywistość bez insynuacji.

Litera prawa

Temat nieudzielenia pomocy poszkodowanemu w bezpośredniej bliskości szpitala (lub nawet na jego terenie lub w samym budynku) był, jest i niestety jeszcze długo będzie rozpalał wiele emocje wśród osób niezwiązanych z naszym zawodem. Nie ma miesiąca, aby w mediach nie pojawił się „wstrząsający” artykuł o „zaniechaniu” udzielenia nagłej pomocy przez lekarza lub innego personelu medycznego placówki medycznej, w okolicy której doszło do konieczności udzielenia pomocy. Warto podkreślić, iż mówimy o udzielaniu pomocy poza terenem danej placówki medycznej. Wszyscy postronni nie są w stanie zrozumieć, czemu lekarz nie porzucił swojej pracy i nie pobiegł na oddalone np. o 50 m skrzyżowanie celem ratowania danej osoby. Niestety media rzadko przedstawiają daną sytuację obiektywnie. Czytamy artykuły przedstawiające rozżalone rodziny, świadków zdarzenia, którzy obarczają winą za stan zdrowia – pracowników pechowej placówki medycznej, która znajdowała się w pobliżu miejsca zdarzenia.

A jak wygląda ten aspekt z punktu widzenia litery prawa? Czy faktycznie zawsze za wszelką cenę lekarz jest zobowiązany do niesienia pomocy, porzucenia swojego miejsca pracy, w którym też przecież są pacjenci w różnym stanie zdrowia?

Niestety prawo nie jest aż tak precyzyjnie skonstruowane i nie znajdziemy w nim jasno sformułowanych zapisów dotyczących zasad postępowania w każdym przypadku, co jest bezpośrednią przyczyną toczących się później latami procesów i… zupełnie różnych wyroków. Przytoczmy najistotniejsze przepisy regulujące udzielanie przez lekarza pomocy osobie poszkodowanej.Kodeks Karny

Na początku warto przytoczyć ogólne przepisy prawa, a konkretnie Kodeks Karny:

Rozdział XIX Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu

Art. 160.
§ 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 4. Nie podlega karze za przestępstwo określone w § 1-3 sprawca, który dobrowolnie uchylił grożące niebezpieczeństwo.
§ 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 3 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Art. 162.
§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2.Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub osoby do tego powołanej.

Na wstępie warto uświadomić społeczeństwo, że każdy ma obowiązek udzielenia pomocy w sytuacji nagłej, a nie tylko lekarz, pielęgniarka, położna, czy ratownik medyczny. Pomocą z pewnością nie będzie jedynie patrzenie się na leżącego człowieka, robienie zdjęć, czy nagrywanie filmów telefonem.

Ustawa o zawodzie lekarza

Obowiązki lekarza w takiej sytuacji reguluje Ustawa z dnia 5 grudnia 1996 roku o zawodach lekarza i lekarza dentysty:

Rozdział 5 Zasady wykonywania zawodu lekarza
Art. 30. Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki.

Pozostaje tylko pytanie, kto na skrzyżowaniu oddalonym o te przykładowe 50 m, czy choćby tuż za bramą parkingu szpitalnego, ma stwierdzić że właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia? Może to zrobić tylko lekarz lub wykwalifikowany personel medyczny, a nie przygodny przechodzeń. I tu pojawia się pytanie zasadnicze, czy faktycznie każdy bez wyjątku lekarz z tego przykładowego szpitala ma obowiązek porzucenia wszystkich swoich pacjentów i udania się na miejsce zdarzenia celem samodzielnej oceny sytuacji, tj. zbadania pacjenta? Gdyby sytuacja dotyczyła przechodzącego obok przypadkowego lekarza to z pewnością tak, ale w przypadku lekarza wykonującego swój zawód w tym czasie, w danej placówce medycznej na podstawie stosunku pracy, umowy cywilnoprawnej itp., lekarz bądź jakikolwiek inny pracownik nie może samowolnie oddalić się ze swojego miejsca pracy.

Kodeks pracy

Tutaj znajdują zastosowanie przepisy Kodeksu Pracy:

Art. 52. § 1. Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:

  1. ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,
  2. popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem,
  3. zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

Art. 100. § 1. Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.
§ 2.Pracownik jest obowiązany w szczególności:

  1. przestrzegać czasu pracy ustalonego w zakładzie pracy,
  2. przestrzegać regulaminu pracy i ustalonego w zakładzie pracy porządku,
  3. przestrzegać przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przepisów przeciwpożarowych,
  4. dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby
  5. przestrzegać tajemnicy określonej w odrębnych przepisach,
  6. przestrzegać w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego.

W rozumieniu tych artykułów lekarz zatrudniony w danym miejscu pracy musi przestrzegać zarówno Kodeksu Pracy, regulaminu wewnętrznego danej jednostki pracy, ustaw obowiązujących bezpośrednio lekarza. Reasumując w każdym miejscu znajdziemy zapisy które wpływają na odpowiedź postawioną na wstępie tego artykułu.

Jak już zostało wspomniane, lekarze udzielający świadczeń zdrowotnych w danym czasie, w danym konkretnym miejscu pracy określonym w umowie, są zobowiązani do przestrzegania regulaminu pracy, w którym nie zawsze znajduje się zapis co w sytuacji konieczności udzielenia pomocy w sytuacji nagłej poza terenem placówki, ale w bezpośrednim sąsiedztwie.

Obowiązek mają również świadkowie zdarzenia

Należy jednocześnie zaznaczyć, że obowiązek udzielania pomocy osobom znajdującym się poza terenem placówki medycznej należy do bezpośrednich świadków zdarzenia oraz odpowiednich, stworzonych właśnie w tym celu instytucji, jak Pogotowie Ratunkowe. Z reguły w tego typu sytuacjach, zgodnie z regulaminem wewnętrznym jednostki, w której pracuje dany lekarz, zgodę na opuszczenie swojego miejsca pracy musi wydać bezpośredni przełożony lekarza. Oczywiście bierze on pod uwagę aktualną sytuację oddziału czy przychodni. Trudno bowiem zgodzić się na sytuację, w której jedyny lekarz w danej jednostce mający pod swoją opieką pacjentów w różnym, nierzadko ciężkim stanie zdrowia, opuszcza oddział celem udzielenia pomocy poza terenem szpitala. Kto wtedy udzieliłby pomocy jego pacjentom i kto poniósłby konsekwencje niepomyślnego rozwoju wydarzeń w danej jednostce?

Szpitalny Oddział Rozpaczy

I tu warto wspomnieć o SORach. Szpitalne Oddziały Ratunkowe, tak jak sama nazwa wskazuje – określa oddziały szpitalne, a nie podjednostki Pogotowia Ratunkowego. Są to jednostki, do których zgłaszają się pacjenci, którzy potencjalnie znajdują się w stanie zagrożenia życia lub zdrowia. Oczywiście, kto pracował na SORze, niestety podzieli pogląd, że mało który pacjent szanuje ten wymóg, tak naprawdę działając na szkodę pacjentów naprawdę w ciężkim stanie, wymagających udzielenia niezwłocznego świadczenia medycznego. Lekarzy pracujących w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych jest niezwykle mało względem liczby pacjentów przewijających się przez taki oddział. Dlatego nie są oni lekarzami, którzy mogą opuścić swój oddział w celu udzielenia pomocy osobie poza terenem szpitala, czy nawet SORu (chyba że regulamin wewnętrzny placówki stanowi inaczej). Takie działanie byłoby zbyt ryzykowne, bowiem w każdej chwili może pojawić się pacjent wymagający wykonywania czynności resuscytacyjnych.

Więcej pytań niż odpowiedzi

Podsumowując – w polskim prawie nie znajdziemy jasnej odpowiedzi na pytanie kiedy i jak ratować ludzkie życie, mimo, że jest to sprawa dla medyka kluczowa. Z tego względu niektóre podmioty lecznicze w swoich wewnętrznych regulaminach umieszczają zapisy o specjalnych zespołach powołanych do udzielania pierwszej pomocy w nagłych zdarzeniach. Działanie takiego zespołu jest uregulowane konkretnymi przepisami, a sam zespół nie jest powołany do innych zadań w czasie pełnienia takiego dyżuru. Są to jednak rzadkie sytuacje, szczególnie w obliczu oszczędzania każdej przysłowiowej złotówki przez jednostki medyczne w Polsce.

Ubezpieczenia i odszkodowania

Na zakończenie warto przytoczyć istotny aspekt udzielania pomocy w godzinach pracy, ale poza miejscem pracy. Ewentualnie również poza godzinami pracy. Dzisiaj każdy może oskarżyć każdego. Za wszystko. Może jednocześnie oczekiwać zadośćuczynienia/rekompensaty za poniesione szkody czy uszczerbek na zdrowiu, nawet jeśli było to związane z ratowaniem życia ludzkiego… Dlatego też bardzo istotne jest ubezpieczenie osoby udzielającej fachowej pomocy medycznej. Czy ktoś zastanawiał się co nastąpi, gdy lekarz udzielający pomocy, nie będący członkiem Zespołu Ratownictwa Medycznego, zrani się i zaistnieje realne zagrożenie transmisji krwiopochodnych zakażeń np. HIV, HCV, HBV? Co w sytuacji gdy lekarz opuści swoje stanowisko pracy, w którym posiadał ubezpieczenie? Czy to ubezpieczenie również obejmie jego czynności poza miejscem pracy? Nad tym aspektem mało kto się zastanawia. W ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty jasno zostało sformułowane stwierdzenie iż:

Art. 44. Lekarzowi, który wykonuje czynności w ramach świadczeń pomocy doraźnej lub w przypadku, o którym mowa w art. 30, przysługuje ochrona prawna należna funkcjonariuszowi publicznemu.

W zasadzie oznacza to jedynie tyle, że przysługuje nam ochrona prawna. Niestety, prawda jest taka, że w tej sytuacji lekarz zostanie sam z widmem potencjalnego zakażenia. Jeśli musiałby z tego tytułu przyjąć leki antyretrowirusowe to tylko na własny koszt. Bo ubezpieczenie nas chroni, ale tylko w miejscu pracy. Chyba że otrzymalibyśmy wyraźne polecenie służbowe zmiany miejsca udzielania świadczenia medycznego. Aczkolwiek ubezpieczyciel będzie przestrzegał zapisów umowy ubezpieczeniowej w sposób literalny, więc zapewne nie będzie skory do ochrony naszej osoby w takim przypadku.

Nieprawdopodobne, ale jednak zdarzają się sprawy wytaczane przez „poszkodowanych-uratowanych” np. za złamanie mostka podczas wykonywania przez ratownika/lekarza pośredniego masaży serca po rozpoznaniu NZK. Niestety nigdy nie ma pewności jak daną sprawę rozpatrzy sąd. A teoretycznie może zasądzić choćby jednorazowe odszkodowanie z tego tytułu. Warto więc przezornie ubezpieczyć się od tego typu zdarzeń, żeby bezpiecznie móc udzielać fachowej pomocy medycznej nie tylko w pracy, ale również poza nią.

Jak się chronić

Konkluzja na dziś jest dosyć smutna i można ją sprowadzić do stwierdzenia, że medyka można bić “jak nie kijem, to pałką” i w sytuacji, w której stanie się coś złego zawsze jesteśmy na straconej pozycji. Albo media, albo prokurator, albo Rzecznik Praw Pacjenta, albo wszyscy naraz. Brak jest jasno sprecyzowanych algorytmów i jest to niestety dosyć zrozumiałe: ich wprowadzenie wymusiłoby na Państwie (właściwie na samorządach) stworzenie lub dofinansowanie odpowiednich zespołów ratowniczych, których utrzymanie kosztuje. Prościej więc rządzącym (a także dyrektorom placówek) udawać zbulwersowanie i zaskoczenie sytuacją, a następnie wypychać przed kamery lekarza, pielęgniarkę lub ratownika, którzy mieli pecha mieć akurat dyżur, kiedy doszło do tragedii.

Jedyne, co nas może ochronić, to starannie prowadzona dokumentacja medyczna (w sytuacjach szczególnych nawet relacje świadków), niestandardowe ubezpieczenie oraz dobry prawnik. Jeżeli w sytuacjach stresowych będziemy potrafili zachować spokój i wykażemy się empatią wobec proszących nas o pomoc osób, zmniejszamy ryzyko, że zostaniemy pozwani “o niedochowanie należytej staranności”. Jest to często bardzo trudne, kiedy pacjent i/lub rodzina są wulgarni lub nawet agresywni, ale asertywne podejście jest podstawą zarówno rozwiązywania konfliktów jak i ochroną przed wypaleniem zawodowym, o które w naszym zawodzie coraz łatwiej.

Dziękuję D.W. za pomoc w napisaniu tekstu

Przeczytaj również

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
2 komentarzy
avatar efememde
efememde
25.11.2016 09:05:59
Chciałbym od siebie zwrócić uwagę na swego rodzaju absurd w zapisie artykułu: "Art. 30. Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki." Absurd dotyczy niewykluczenia sytuacji, w której udzielenie pomocy mogłoby narazić na niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia lekarza udzielającego tej natychmiastowej pomocy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której jedynym świadkiem na miejscu zdarzenia, jakim jest płonący dom, jest lekarz. Wezwał on odpowiednie służby i widzi w oknie gorejącego budynku przypadkową osobę. Zgodnie z ustawą o wykonywaniu zawodu lekarza lub lekarza dentysty nasz bohater musi takiej osobie udzielić pomocy lekarskiej, ponieważ jej zaniechanie grozi skutkami opisanymi wyżej. Szczególnie zagadkowo brzmi sformułowanie "oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki" - czyli jakich? Ot, taka ciekawostka, ale warto o tym pamiętać.
avatar mark
mark
23.02.2017 21:30:15
Art. 162 ...., mogąc jej udzielić bez narażenia siebie.... (przepis ten jest cytowany w powyższym artykule ) Nasz tzw. ,, bohater " to nie batman czy supermen , tylko zwykły człowiek i w ogień rzucać się nie ma obowiązku by kogoś ratować.. Artykuł bardziej nawiązuje do udzielenia pierwszej pomocy przez lekarza , a nie do zawodu strażaka..... tak więc w sytuacji udzielania pierwszej pomocy najpierw sprawdza się warunki bezpieczeństwa , żeby samemu nie zginąć ( podstawowa wiedza ABC pierwszej pomocy wbijana do głowy na przysposobieniu obronnym w szkole , tudzież , jeśli już nie było w szkole tego przedmiotu , obowiązkowy materiał na kursie prawa jazdy.....) A tak przy okazji pogratulować bujnej wyobraźni ....

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się