Wspomnienia z rezydentury: medycyna rodzinna. Część 1: Aspekty pracy

Wspomnienia z rezydentury: medycyna rodzinna. Część 1: Aspekty pracy

0 komentarzy

Lekarz rodzinny – lekarska niedojda, któremu nie poszło na LEKu czy prawdziwy specjalista od wszystkiego, który jest w stanie leczyć większość najczęstszych chorób? Wyrobnik w POZ i człowiek-pieczątka, czy kierownik przychodni, prawdziwy biznesmen? Zapraszamy do przeczytania relacji Jacka Bujko, specjalisty medycyny rodzinnej, członka zarządu Grupy Młodych Lekarzy i Rezydentów Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. W dwuczęściowym artykule opowie nam o typowych aspektach tej specjalizacji, o specyfice codziennej pracy i o relacjach z pacjentami, jakie można stworzyć.

“W medycynie wąskospecjalistycznej pracujesz ciągle z tymi samymi chorobami, a ludzie przychodzą i odchodzą. W medycynie rodzinnej pracujesz ciągle z tymi samymi ludźmi, a choroby przychodzą i odchodzą.”

Kontakt z ludźmi

Praca lekarza rodzinnego to przede wszystkim rozmowa z pacjentami. Świadczenia lekarza rodzinnego nie są w żaden sposób limitowane przez NFZ, a dostępność do konsultacji jest, na tle poradni specjalistycznych, przeogromna. To wszystko powoduje, że lekarz rodzinny cały dzień spędza ze swoimi pacjentami – nie ma gabinetu lekarskiego, gdzie może się ukryć i “dumać” nad przypadkiem medycznym.

Wielu lekarzy na studiach nie zdawało sobie sprawy, jak bliski kontakt z drugim człowiekiem będą mieli w POZ – pacjenci wracają do nich przez lata, z czasem wiedzą o ich życiu osobistym niemal wszystko i cały dzień się tylko gada i gada. Musisz wiedzieć, jak zachowywać się w kontaktach z biednymi i bogatymi, starymi i młodymi, ogarniętymi i nieogarniętymi pacjentami. Musisz wiedzieć, jak z pacjentami przeżywać radość z nowonarodzonego dziecka, jak smutek z rozpoznania poważnej choroby młodego człowieka, a jak rozpacz rodziny zmarłego pacjenta, która też jest do Ciebie zapisana. Musisz więc wykazać się specyficznymi umiejętnościami i swoistą “mądrością życiową”. Musisz często zmagać się z wieloletnimi konsekwencjami swojego błędu lub błędu innych lekarzy. To coś więcej niż schowanie się za kartką papieru, wywiad, badanie, leki i “cześć”, to nie jest praca dla lekarzy-samotników, którzy z danym pacjentem chcą się spotkać raz na rok w poradni i być anonimowym człowiekiem w kitlu.

Typowy dzień

Jest krótka piłka – przychodzisz do pracy i masz na dzisiejsze 6 godzin pracy zarejestrowane 24 osoby. Parzysz kawę, siadasz i jedziesz z tym koksem!

Grypa, nadciśnienie – modyfikacja leków, katar, cukrzyca typu 2 – modyfikacja leków, zapalenie płuc, papiery, powtórka recepty, papiery, ból brzucha, zawał – karetka, świeże złamanie, kontrola po udarze, delirium tremens, katar, boli gardło od godziny, chyba mam wysypkę od kwadransa, od 2 lat boli mnie w krzyżu, zjadłem cukierka i boli mnie ucho, myśli samobójcze, patronaż noworodka, szczepienie, odmowa szczepienia, grypa, świeża cukrzyca typu I –
karetka, sepsa – karetka, niezarejestrowany pacjent wymiotujący od rana, katar, ból gardła, “panie doktorze czy w ciąży mogę jeść gluten?”, nadciśnienie oporne – do kardiologa, katar, zapalenie spojówek, specjalista odesłał do POZ, żeby zrobić badania, które się nie należą w POZ, szpital odesłał do POZ, żeby zrobić badania, które się nie należą, katar, ból głowy… 10 minut do końca, a jeszcze 3 pacjentów, recepty, recepty, przełom nadciśnieniowy – karetka…

„Miłym akcentem jest, że w każdym rankingu zaufania pacjentów lekarze rodzinni wypadają niezmiennie bardzo wysoko.”

UFF, DO DOMU! 39 pacjentów?! Musisz znowu porozmawiać z panią Kasią z rejestracji, że jak będzie Ci dopisywała dodatkowych pacjentów bez konsultacji, to napiszesz szefowi, że rzucasz to wszystko w cholerę i wyjeżdżasz w Bieszczady… A potem kolejnego dnia mięknie Ci rura, idziesz do pracy i jest to samo.

Rutyna

Jak to możliwe, że lekarze tak pracują? To wszystko kwestia rutyny – jak przez kilka lat przerzucisz kilka “hałd” pacjentów z niemal identycznymi, częstymi objawami to zaczynasz działać automatycznie. Znasz na pamięć rekomendacje w najczęściej spotykanych jednostkach chorobowych i działasz według różnicowania: od razu szpital / leczę sam / do poradni specjalistycznej / do szpitala planowo. Zadaniem lekarza rodzinnego jest ogarnięcie tej masy powszechnych dolegliwości, które trapią społeczeństwo, a nie dogłębna diagnostyka rzadkich czy skomplikowanych przypadków. Oczywiście, wielu lekarzy rodzinnych jest świetnymi diagnostami i poświęca czas i pieniądze na dogłębną diagnostykę różnicową, ale jednak większość nie ma na to czasu lub przyzwolenia szefostwa.

Samodzielność

Przywilejem bycia szefem we własnej praktyce jest elastyczność w zakresie uprawianego zawodu – Ty wydajesz polecenia rejestratorkom i ustalasz sposób umawiania wizyt, Ty zarządzasz grafikiem swojej pracy i skracasz dzień roboczy w wakacje, jak nic się nie dzieje w przychodni (i idziesz na rower z dzieciakami), a wydłużasz w czasie sezonu infekcyjnego (i siedzisz po 10 godzin dziennie w przychodni, aby wrócić i paść na kanapę) i tak dalej. Tak więc praca lekarza rodzinnego bardzo zależy od osobowości i podejścia samego lekarza – może być spokojna, a może przypominać linię produkcyjną w fabryce. Zakłada się, że zazwyczaj mija około 5 lat zanim lista zadeklarowanych pacjentów “dostosuje” się zupełnie do stylu pracy i osobowości lekarza rodzinnego, więc najtrudniejsze są początki.

Wizyty domowe

Warto wspomnieć, że POZ nie jest instytucją służącą do zajmowania się ostrymi stanami i sytuacjami wymagającymi pilnej interwencji. Oczywiście, w miarę możliwości zajmujemy się i tym, jednak jeżeli pacjent dzwoni z domu, domagając się natychmiastowej wizyty lekarskiej, to zazwyczaj jest informowany, żeby przyszedł do POZu – a jak uważa, że jego stan jest zbyt pilny, by czekać na najbliższy możliwy termin konsultacji, to powinien zgłosić się do szpitala bądź dzwonić po karetkę. Wizyty domowe lekarza rodzinnego przeznaczone są przede wszystkim dla chorych niemobilnych trwale (sparaliżowanych, z ciężkim otępieniem), a te wizyty należy starannie planować.

Stwierdzanie zgonu

Nie jest też zadaniem POZ zajmowanie się stwierdzaniem zgonów. Po pierwsze, przepisy w tym zakresie są wiekowe i nieaktualne (nie ma od lat rejonizacji, więc nie ma lekarza opiekującego się pacjentami na danym obszarze – tylko zadeklarowani do niego pacjenci). Po drugie, NFZ kontraktuje świadczenia dla żywych i niechętnie patrzy na wykorzystywanie zakontraktowanego czasu na świadczenia niekontraktowane, jakim jest stwierdzanie zgonu.

Papierologia

Niestety w pracy lekarza rodzinnego jest masa papierologii, z którą trzeba się zmagać. Masa zaświadczeń, druków i orzeczeń – nie jest to przyjemne, jednak jest to istotna część pracy, którą wykonujemy. Trzeba przywyknąć.

Obciążenie pracą

Z obciążeniem pracą jest różnie – wielu lekarzy jest bardzo obciążonych pracą, przez co o wypalenie nietrudno – zdarza się, że lekarz rodzinny pracuje jednego dnia 10 godzin pod rząd przyjmując 100 i więcej pacjentów z różnych powodów. Z drugiej strony, wielu lekarzy rodzinnych pracuje po 5-6 godzin dziennie + wizyty domowe. Jeżeli weźmiemy pod uwagę brak dyżurów nocnych i weekendowych/świątecznych wydaje mi się, że medycyna rodzinna rodzinna jest bardzo kompatybilna z prowadzeniem rodzinnego życia i uprawiania hobby. Wiele jednak zależy od miejsca pracy i umiejętności zarządzania czasem.

Reputacja

Wieść gminna i szpitalna niesie, że lekarz rodzinny na niczym się nie zna i nic nie umie. Pacjenci chcą “do specjalisty”, a lekarze ze szpitali i poradni często wypowiadają się na nasz temat bardzo krytycznie. Wynika to w dużej części z tego, że obecnie w POZ tylko część lekarzy to specjaliści medycyny rodzinnej wyszkoleni do pracy w POZ. Nie każdy to rozróżnia i wszyscy lekarze pracujący i dorabiający w POZ niezależnie od kwalifikacji są wrzucani do jednego wora. Jako lekarz rodzinny musisz pracą i kompetencjami wyrobić sobie własną reputację, startując ze straconej pozycji. Wielokrotnie też dostaniesz niesłuszne “baty” typu “wściekły telefon z SOR” albo będziesz traktowany z pobłażliwością. Grunt to znać się na tym, co się robi i robić swoje.

Miłym akcentem jest, że w każdym rankingu zaufania pacjentów lekarze rodzinni wypadają niezmiennie bardzo wysoko. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że jesteśmy “tym znajomym lekarzem”, który prowadzi pacjenta od lat i że nie ma do nas kolejek. Sam fakt niepracowania w często chorym środowisku szpitalnym pomaga – jesteśmy reprezentantami medycyny z ludzką twarzą.

Interesuje Cię specjalizacja z medycyny rodzinnej? Chciałbyś wiedzieć, jak wygląda praca Twojego kolegi po fachu? Zapraszamy za tydzień na drugą część artykułu.

Musisz się zalogować

Dodawanie komentarzy jest dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się
0 komentarze

Bądź pierwszym, który skomentuje.

Ta strona korzysta z ciasteczek, a także ma określoną politykę prywatności. Dowiedz się więcej. 

Rejestracja grafika

Ta akcja wymaga zalogowania

Rejestracja

Masz już konto?

Zaloguj się